Uszanowania dla matki Twojej.
120. Do Henryka Reeve’a
Florencja, 6 marca 1836 r.
Drogi Henryku!
Kilka dni temu na list rzymski odpowiedziałem do Hampstead, według Twoich wskazówek. Dziś piszę Ci jeszcze do Paryża. Nigdy nie wątpiłem w Twoje do mnie uczucia, chciałem Ci tylko przywołać na pamięć, że jestem Twym starym przyjacielem.
Nie mogę Ci opisać goryczy, która ogarnęła mię w ostatnich czasach. Zaprawdę, spojrzenie, które rzucam światu, pełne jest rozpaczy. Zacząłem pić z czary nauki niemieckiej. Rozmyślałem nad Okenem, Schubertem, Schellingem i diabli mię biorą! Grałem rolę doktora Fausta, oni Mefistofela. Jednym słowem, głęboko czuję się nieszczęśliwy. Ale po cóż się skarżyć? Jeszcze kilka dni, a później nastąpi wieczność. Dusza moja w równej mierze czuje wstręt do idei nicości, do braku wytchnienia, nieskończonego szeregu światów, wiecznej metampsychozy nędzy i bólów. Gdyż nic innego być nie może: sen lub życie, nicość lub szczęście i zło na przemian. Otóż nie ulega wątpliwości, że w tych zmianach zło przeważa, a gdyby nie przeważało, dobro i szczęście przestałyby dla nas być słodkimi i drogimi. Stałym warunkiem jakiegoś działania musi być cel; a ponieważ celem nieskończonym jest szczęście, musi nastąpić jedno z dwojga: albo działanie ustanie po osiągnięciu celu, a wtedy mamy nicość, albo w dalszym ciągu będzie istniało działanie, od celu dalekie, a w takim razie mamy trudy i cierpienia. Nie mogę wyjść z tego fatalnego dylematu; kiedyś roztrzaskam sobie o niego czaszkę. Szczęśliwi ubodzy duchem — ich jest królestwo niebieskie!
Wkrótce ukaże się rzecz, o której Ci pisałem ostatniej wiosny i co do której odpowiedziałeś mi do Kissingen, że poznajesz w niej myśl moją dawną. Proszę Cię, nie okazuj nikomu, że wiesz coś o tym, ale proszę Cię również, abyś obserwował, jakie wrażenie wywrze i zdał mi z tego sprawę. Czy widujesz Mickiewicza? Spytaj go w rozmowie o jego zdanie o małej książeczce, zatytułowanej Nieboska Komedia, tak, jakby kto powiedział: „La Non Divina Comedia”, która nawiasem powiedziawszy, jemu jest przypisywana i której tytuł drukowano niedawno między jego ostatnimi utworami w katalogu księgarzy paryskich.
Musi to być przyjemna facecja ta Bitwa pod Kirchholmem czyli Miłość Angielki. Nie znam człowieka, bardziej zdolnego do napisania głupstwa, niż mój kuzyn. W zupełności jest na to stworzony. Posiada, prócz innych zdolności przyrodzonych, siłę muskułów, wystarczającą dla rąbania i piłowania drzewa. Szkoda, że jej nie rozwija i że używając pióra, robi swoje palce zniewieściałymi. Ale w gruncie rzeczy to bardzo dobry człowiek. Jego szczęście, że nigdy wina nie pije, inaczej stałby się najstraszniejszym zawadiaką w Europie. Jego istota wewnętrzna składa się z grubych ziarn piasku, jego mózg z jednego krzemienia, jedynie serce jego jest z ciała. Napisz, co to jest właściwie, to jego dzieło! Założyłbym się, że Angielka z bitwy pod Kirchholmem jest Angielką z przedmieścia, w którym mieszka, a sama bitwa sposobem atakowania szablą, nauczonym przez p. Verteta, nauczyciela fechtunku w Warszawie. Walerian ze swej strony wystawia Zygmunta Augusta w Covent Garden. Przyznaj, że moja rodzina, chociaż trochę głupia, jest przynajmniej pracowita.
Za dwa tygodnie jadę do Rzymu i zostanę tam do połowy maja. Rzym to coś bardzo starego i bardzo różnorodnie starego. Ja, który nigdy młody nie byłem, kocham go za jego zgrzybiałość. Czy słyszałeś o Życiu Jezusa Chrystusa Straussa, nowym dziele, obalającym naukowo i historycznie objawienie, po moralnym obaleniu go w sercach ludzkich? Dzieło to wielką robi wrzawę z tamtej strony Renu.
Ostatnie miasto polskie, Kraków, zajęte zostało przez wojska sprzymierzone. Niech drży Kartagina! Dużo musiał czasu zużyć Rzym, by podbić i wymordować Samnitów, lecz, gdy tego dokonał, zwrócił się przeciwko królowej morza. Istnieli jeszcze Hannibalowie, lecz nie było już Kartaginy. Przyjdzie dzień, gdy żal gorzki ogarnie serca kupców; gdyby choć trochę byli mężami, zachowaliby złoto swoje i klejnoty. Na lodowatych wybrzeżach żyją czyści Katoni, którzy powtarzają: Delenda est Carthago145! Przeznaczenie zbliża się, żelazo barbarzyńców odmłodzi świat. A o sercach szlachetnych, rozbitych w walce z nimi, pozostanie niewyraźne wspomnienie w rocznikach ludzkości.