Prawdopodobnie pojadę w tych dniach do Drezna i po spędzeniu tam dwóch tygodni, wrócę do Wiednia. Odpisuj więc zawsze tutaj! Pozdrów serdecznie ode mnie Rogeta, Couteau’ów, Binela i jego potomstwo. Musi to być bardzo dziwne, posiadać dziecko. Chwila nieszczęsna, gdy kwiat się rozsypuje i owoc okrągły, ciężki, zajmuje opuszczone przezeń miejsce. Przypomina to chwilę, gdy arystokracja przechodzi w demokrację, sława jednostki w dobrobyt wszystkich, poezja w użyteczność, olśniewająca siła zewnętrzna w stan domowy i nieznany. Zrobić dziecko jest czynem wybitnie demokratycznym i dlatego trzeba w tej chwili być sansculotte.
Czy czytałeś Listy z podróży George Sand? Jeśli nie, to biegnij na złamanie karku, kup je i przeczytaj. To lord Byron wyidealizowany przez nerwy kobiece. Nie znam nic piękniejszego w literaturze francuskiej. Na każdej stronicy daje się odczuwać rozpacz, a jednak powiedziałbyś, że pachnie różami. Przekleństwo jej, rzucone na Talleyranda, jest arcydziełem oryginalności i szyderstwa. A za każdym razem, gdy opisuje swe serce samotne i spustoszone, serce tak niewzruszone, a jednak tak zbolałe, cierpiące, rozdarte, musimy przyjąć ją taką, jaką jest i błogosławić jej błędy, skoro zrodziły tak wzniosłe żale.
Żegnaj, mój drogi! Odpowiedz mi! Uszanowania dla matki Twojej i ukłony dla spelunki ludzi przyzwoitych. Powiedz jezioru, że polecam się jego pamięci, Mont Blancowi, że jestem jego przyjacielem. Powiedz Rodanowi, że jeśli kiedykolwiek się utopię, chcę się utopić w jego niebieskich wodach, tak niebieskich, że Henrieta Willan dziwiła się, iż traciły błękit swój w butelce. Żegnaj! Pensa a me.
Zyg. K.
To, co czytałeś o generale w gazetach, jest zupełnie mylne. Przeciwnie, nigdy nie cieszył się bardziej kwitnącem zdrowiem.
139. Do Henryka Reeve’a
29 grudnia, Wiedeń, 1837 r.
„I Snowdon rycerz był Szkocji królem”, czyli i Henryk Reeve był Lordem Kanclerzem. Powiemy tak kiedyś. Przyjm moje powinszowania z powodu tego, co się stało, a nie życzenia tego, co później nastąpi. Niech Cię prowadzi gwiazda Wiktorii, jak gwiazda Elżbiety wiodła Rabeigh’a lub Laxestera. Oby Ci się powodziło na łonie Twego wielkiego narodu, oby kiedyś zaliczono Cię do mężów, którzy będą w przyszłości kierowali siłami jego może ku szlachetniejszym celom, niż te, do których dążycie teraz. Pamiętaj zawsze o swojej pierwszej miłości i swym pierwszym przyjacielu!
Nie wiem, co chcą powiedzieć ci poczciwi Genewczycy przez swe dobre wiadomości. Po prostu podziękowałem Lombardowi za to, że zawiadomił mię o Twojem wstąpieniu do biura Rady osobistej i dodałem słów kilka dla naszych dawnych towarzyszy. Dobre wiadomości i ja nie chodzimy jedną drogą. Nie mogę oczekiwać żadnych dobrych wiadomości prócz afiszu w Burgteatrze. Gdy dają Julię albo Karlosa, oto dobra wiadomość dla mnie. Zresztą, nie znam lepszej. Od Frankfurtu położenie moje tylko się pogorszyło. Zobaczyłem się w Kissingen z kim należało. Nastąpiło niejedno smutne spotkanie; a zgadnij, gdzie? Na cmentarzu, gdyż wszędzie indziej były zawsze tłumy gości kąpielowych. Tam, na grobach niemieckich, całkowicie pokrytych kwiatami, spędziłem z nią dziesięć do piętnastu wieczorów letnich. Jeśli burza nas zastawała, zgadzała się moknąć aż do nitki; nie bladła już, jak dawniej, na odgłos grzmotu. Tam, w sukni jedwabnej, w kapeluszu paryskim na głowie, w ażurowych pończochach na nogach, stała na wilgotnej murawie z dłonią w mojej dłoni. Jednem słowem, była to kobieta, która doszła do najwyższego stopnia egzaltacji, porzuciła konwenanse światowe, spokojnie rozważając, że świat ją wkrótce odtrąci, i nie widząc na ziemi nikogo, prócz tego, który nie powinien był nigdy doprowadzić jej do tej smutnej ostateczności. Wtedy wyżej wymienionemu przyszła do głowy rozpaczliwa myśl miłości. Chciał się poświęcić dla niej. Napisał do ojca, że chce ją namówić do rozwodu i ożenić się ze swą ukochaną. Tu rozpoczyna się okropna komedia. Ojciec nie odpowiedział więcej, pisując jedynie do jego przyjaciela. Zagroził synowi przekleństwem, oskarżył go, że go do grobu wtrąca i oświadczył, że nigdy to małżeństwo nie dojdzie do skutku, chyba, żeby doszło z nim do procesu, chyba, żeby się rozłączyli na zawsze i nigdy więcej nie zobaczyli. Cóż mógł syn, wobec gróźb tak strasznych? Czyż miał prawo narazić się na przekleństwo ojcowskie? Czyż miałby serce to uczynić? A więc kilka dni temu przysiągł ojcu, że będzie jedynie przyjacielem tej, która go kochała. A ona jest w Dreźnie. Droga jej wiedzie wzdłuż przerażających przepaści. Słyszałeś o tych, które pochłaniają złamane serca i opuszczone kobiety. Jeśli umkną nawet śmierci ciała, nie ujdą śmierci duszy. Umrzeć lub oszołomić się, oto co im pozostaje. A wiesz Ty, jak się oszałamiają? Miłosierny Boże! Jest coś piekielnego w niewzruszonej logice, według której układają się sprawy ludzkie. Na próżno walczymy z nią, na próżno, na próżno! Najpiękniejsze dusze, najszlachetniejsze serca ulegną temu losowi, jeśli doprowadziły się do położenia, w którem ulec muszą. Krok pierwszy rozstrzyga o wszystkiem zarówno dla kobiety, jak i dla mężczyzny, a potem pochyłość dokona reszty. Nogi nasze zstępują same, nie poruszając się wcale. Ach, szczęśliwe są dzieci, które otrzymały od niebios dar czarodziejski nieprzewidywania, to znaczy nieodczuwania uprzednio całej goryczy i wszystkich okropności, przeznaczonych ludziom. Przewidywać, to znaczy żyć w piekle przez całe życie. Henryku, bardzo jestem nieszczęśliwy, bo przewiduję przyszłość tej nieszczęsnej kobiety. Dlaczego nic nie przewidziałem pierwszego dnia, gdym ją spotkał? Dlaczego byłem ślepy wówczas, a tak jasnowidzący dzisiaj? Bo szczęście zakrywa nam widok nędz ludzkich, a nieszczęście odsłania nam je wszystkie razem. Widzę je, widzę! Taka jest powieść moja. Sądzę, że opowiedziana mi będzie raz jeszcze na sądzie ostatecznym.
Żegnaj, Henryku! Pisz do mnie do Wiednia! Złóż matce swojej w mojem imieniu życzenia na rok 1838. Bądź szczęśliwy i czynny. Gdy będziesz miał się żenić za lat sześć, długo się nie zastanawiaj, zanim to uczynisz. Pozwól, niech się szlachetny lord uspokoi i nie drażnij go ani słowami (które mogą mu być powtórzone), ani obejściem. Początkowo jedź krokiem, później kłusem, wreszcie nadejdzie czas galopu. W ten sposób utrzymuje się swego wierzchowca w dobrym stanie i nie ponosi się porażki w dniu bitwy.