Czy Biuro Rady mieści w sobie źródło wody letejskiej, że tak o mnie całkiem zapominać się zdajesz? A tymczasem godziny ulatują, dnie przechodzą i zbliżam się do kresu, to znaczy, że za miesiąc wyjeżdżam stąd i wracam do Polski. Gdy będziesz pisywał do mnie do Warszawy, przypomnij sobie mądrą Minerwę i ten wdzięczny emblemat starożytnych, który przedstawia miłość z palcem na ustach. Bądź klasyczny, przyjacielu! Nie wiem, na jak długo wracam. Nie wiem, co robić będę. Prawdopodobnie rzeczywistość życia ukaże mi się w postaci wołów, pługów, kapusty, zboża, ziemniaków, maszyn do wyrobu wódki i innych kształtów, równie wdzięcznych i równie umysłowi mojemu odpowiednich. Manibus date lilia plenis, purpureas spargam flores animamque nepotis171... Była to dusza odchodząca. Weź więc manibus plenis rododendrony Alp, jeśli kiedykolwiek wrócisz do Chamonix i rzuć kilka ich pęków na animam amici, na wspomnienie tego, czem by być mogła w innym czasie i miejscu. A później, gdy będziesz płynął koło Paquis, proszę o te kilka kropel wody, które spod wiosła Twego wytrysną, i powiedz wówczas: Sit tibi terra levis172! Gdyż słowo terra nie oznacza jedynie prochu, pokrywającego łoże umarłych. Proch ten jest bardzo lekki w porównaniu z prawdziwą ziemią, ciążącą na życiu żywych. To jedno słowo zawiera całą wagę materii, przeraźliwe stłumienie oddechu przez przygniatający go ciężar, serca przez dręczący smutek, ducha o związanych skrzydłach.
Za czasów Cycerona najgorszem, co sobie ludzie wyobrażali, była śmierć. Stygia regna, inamabilis unda173. Za dni naszych jest tem życie samo. Trzeba przyznać, że wielkiego dokonaliśmy postępu. Ach, gdyby śmierć mogła zjawić się w starożytnym kształcie pięknego geniusza o wywróconej pochodni, który objąłby nas swemi giętkiemi ramionami i zaniósł do świeżego grobowca Canovy! Ale: „Nie, mój mistrzu”, jak mówi Diabeł Fryderyka Soulie! Żyć będziesz, rozciągnięty na kupie nawozu, i umrzesz prawdopodobnie na tem samem legowisku, i zrobią ci grobowiec z gipsu, którego napis odczytywać będą pająki polne; a woły, kupione przez ciebie na dwa miesiące przed twoją śmiercią, nie odwrócą się nawet, przechodząc mimo niego. Doskonały obywatel wiejski. Taka jest moja powieść, opowiedziana Tobie, który jesteś w Biurze Rady. Niech Ci się powodzi! Bądź szczęśliwszy od niżej podpisanego! Zawsze Ci przepowiadałem, że zajdziesz wyżej ode mnie. Pamiętaj zawsze, że miałeś i nigdy nie przestaniesz mieć przyjaciela w nieznanym właścicielu ziemskim, który prawdopodobnie nie zobaczy Cię znowu, aż tak zardzewieje, że do niczego nie będzie zdatny. Uszanowania dla matki Twojej. 10 maja wyjeżdżam z Wiednia. Żegnaj, Henryku, żegnaj! Wiem, że poczujesz coś w głębi duszy, gdy list ten czytać będziesz.
142. Do Joanny Bobrowej
(bez daty)
Ile razy sięgniesz do tej czarnej siateczki, by dać grosz biednemu — wspomnij na mnie, bo ja także biedny — ja takżem żebrał i Tyś mi niegdyś jałmużnę serca rzuciła!
W tej chwili mrok już pada, ledwo mogę dostrzec litery, które piszę, a patrzę w stronę Twoją — w niebo za górami; gwiazdka tam wschodzi i kocham ją, bo niby przyszła od Ciebie.
Leniwo mułem mętne ciekną życia fale
I na nurtach potoku wszędzie słychać żale —
Z tyłu śpią bladym zmierzchem przyprószone tonie,
Z przodu niebo w oddali krwawą łuną płonie,