Tam, kędy tęsknota duszy Cię porywała, kędy być przeszłej wiosny tak żądałeś, coraz ciemniej i gorzej. Wierz mi dziękuj opatrzności, żeś znalazł kątek pięknej ziemi, gdzie masz przyjaciół.

Czy czytałeś nowy poemat Słowackiego, Ahelli? Piękne to dzieło, z wielką sztuką wypracowane: styl przejrzysty, spokojny, kryształowy, myśl jest prawdziwa. Anhelli, to pokolenie, które przemarnieje w łzach, w boleści, w daremnych żądzach, a umrze dnia, poprzedzającego dzień, w którym te ich żądze dopełnić się mają. Ten Anhelli, taki samotny, taki opuszczony, patrzący na śmierć wszystkich swoich, jest doskonałym symbolem poetycznym naszego przeznaczenia. Naprzód to, co Boga ma w sobie, to, co najwznioślejsze, entuzjazm, prawda, miłość wielkich rzeczy, pod postacią proroka Szamana umiera. Zostaje się jeszcze Anhellemu jakaś osłoda ludzka, pokutnica, siostra Ellenai. Ale człowiek taki nawet pociechy ludzkiej długo mieć przy sobie nie może; umiera i siostra. Ta śmierć jej po mistrzowsku z boską prostotą opisana. Sam już teraz, zupełnie sam Anhelli, bo wszyscy współwygnańcy pozabijali się, zatracili się, zginęli; duszno mu i tęskno. Ostatnią mu towarzyszką został anioł Eloe, stworzony przez Alfreda de Vigny, a przez Słowackiego zagnany na śniegi biegunowe, anioł, urodzony z łzy Chrystusa na Golgocie, anioł litości, co się dał uwieść szatanowi, anioł, co teraz grzebie kości pomarłych na błoniach białych, oświecanych przez zorze północne. Ten anioł drugi raz się urodził w ręku Słowackiego. Anhelli nareszcie, sam, skłoniwszy głowę, ducha oddaje. Aliści, ledwo skonał, pędzi rycerz na koniu, rycerz podobny do zjawisk Apokalipsy, wołający piorunowym głosem: „Do broni!”. Ale Eloe rzecze mu: „Jedź dalej, Anhelli już umarł, już on mój na zawsze”. Taki koniec. Nie znam nic smętniejszego, nic poetyczniej pomyślanego i wykonanego. Trudno było w elegią smętną, a jednak pełną barw moorowskich przetworzyć Sybir; poeta tego dokazał. Jeśliś nie czytał, dostań; jeśliś zaś już miał w ręku to dzieło, powiedz, co myślisz, czy to samo, co ja? Wiem, że po przeczytaniu tego utworu zapadłem jakby w sen magnetyczny i wyśniły mi się wszystkie gwiazdy, wszystkie tęcze, o których tam mowa; gwiazdy i tęcze, nie takie, jak u nas, ale podobne do świateł, nicość oświecających, gdyby można pojąć świat nicości.

Pisz zaraz do Neapolu. Godwinowi kłaniaj się, kontent jestem, że od Clarkiego miał wiadomość186.

Z.

Możesz na wszelki przypadek do Romy napisać, ale natychmiast, bo tam tylko kilka dni zabawim, a potem do Neapolu.

150. Do E[dwarda] Jaroszyńskiego

Neapol, dnia 29 decembra 1838 r.

Mój drogi Edwardzie!

Na tych samych brzegach, z których wsiadałem z Tobą na łódkę, z których patrzałem na okręt parowy, co z Tobą odpływał i żegnał mnie czarnym dymem, gdyby krepą żałoby; na tych samych brzegach, gdzieśmy się o donnę Giovaninę187 i o siostrę Twoją pytali, przedzieleni murem od tego głosu, co nam tak dziwnie odpowiadał, nam stojącym pod obrazem Chrystusa — wczoraj Twój list odebrałem.

Długo on szedł, aż przypielgrzymował do mnie; Konstanty188 go w Warszawie włożył w list swój i przesłał tutaj.