Tam kochać będziesz, tam walczyć ze światem, tam Hr. Henryk, duszę Twą ukochawszy, tknięty jej pamięcią, na resztę dni swoich już zapomni, co inną ukochać. Tam zaczną się i skończą losy serca jego, a Twoja postać zostanie, jak postać boska, co świeciła jego młodości, jak gwiazda polarna, diamentowa, nieruchoma na tem niebie, na którem wszystko się rusza i odmienia.
Wiesz, co w drugiej części, w tej którąś czytała. Jest to wiek męski: polityka, osobisty interes, walka wyobrażeń arystokratycznych z demokratycznemi, nareszcie przegrana pozorna pierwszych, zgon Henryka, zwycięstwo ludu — a jednak przy końcu śmierć naczelnika demokracji i wyznanie ust umierających jego: „Galilaee, vicisti”.
Trzecia część, to starość, ale wielka starość, prawdziwa starość — to to samo, co młodość, tylko pod wyżej rozwiniętą formą: potem nie ma starości dla ludzkości, jest tylko dla indywiduum. — Wiek trzeci ludzkości to postęp, wywyższenie, pokój, zgoda, rozum i uczucie, pojednane razem — to wiosna, ale harmonijna, nie w ciągłej walce, jak pierwsza!
W tej trzeciej części musi znaleźć się przetworzenie ludzkości. I Ty, i Henryk tu zmartwychwstać musicie. Ale Ty już nie w Wenecji, Henryk już nie jako wódz stronnictwa: Ty jako coś anielskiego na ziemi, Henryk jako przewodnik ludu, całego, pogodzonego, jednego.
Henryk na pozór tylko zginął. Ocalony został przez duchy Pańskie i oddalony od zgiełku świata, nim burza nie przeminie. Tam gdzieś w pustyni, gdzieś w jaskini lata mu schodzą na rozpamiętywaniu życia i odgadywaniu innego, wyższego — a Ty, jak duch, siedzisz przy nim i poprawiasz knot u lampy jego czuwań i szeptasz mu do ucha przeczucia przyszłości.
Tymczasem arystokracja i demokracja zużyły się na ziemi — ludzie westchnęli ku zgodzie i jedności. Ludzie sobie przypomnieli, że kiedyś żył młodzieniec, co śpiewał o przyszłości, a później walczył za przeszłość i zginął — a zatem w tym duchu była prawda, pogodzenie przeszłości z przyszłością, one obie pojęte!
W takim stanie świata wróci Henryk pomiędzy ludzi — oni go okrzykną za przewodnika. On poezję lat młodych na rzeczywistość zamieni — on wszystkich podniesie, wywyższy, uszlachci, a nikogo nie poniży. Wszyscy się zrównają, ale na wysokości, nie na padole!
Taki pomysł. Może umrę nim go zdołam wykonać — skreśliłem go tu kilku słowami. Ten pomysł obejmuje świat cały idei, zdarzeń, czynów, uczuć, walk, namiętności. Jest to ludzkość w rozwijaniach się swoich historycznych i uczuciowych. Jest to byt poetyczny ludzkości.
W I-szej części najwięcej przeważać będzie indywiduum, w trzeciej najbardziej ludzkość. W tej trzeciej musi się wszystko przetworzyć, podnieść, pogodzić — religia, polityka, socjalność! Koniec winien być jak w Fauście, boski, nadziemski, a jednak ziemski zarazem. Tam głos Twój także słyszan będzie wśród głosów — wyżej ponad głosy aniołów!
Taki szkic mi wpadł do mózgu dziś w tych promieniach słońca, co mi obiecały na jutro pogodę i wyjazd Twój z Neapolu.