Ja wciąż znękany i coraz bardziej serca ból rośnie, — bo coraz bardziej ta panna chce mnie. — Zawczoraj na chwilę tam wieczór poszedłem, — Fregata, jak psa, mnie przyjęła, Boreal jak najuprzejmiej i najuniżeniej. Do panny to tylko powiedziałem: „Aleksander mi mówił, że w tych dniach będę mógł z Panią się sam na sam rozmówić”. — Okropnie się zaczerwieniła i odpowiedziała tylko: „Ah, si seulement c’était possible313”. Wtem ojciec grający w wista coś do mnie przemówił. „Widzisz Pani, rzekłem, jak tu niepodobna gadać; już by mnie był ojciec przerwał, gdybym był zaczął jaką do Pani perorę”. Uważaj, Dysz, ten klasyczny wyraz użyty przeze mnie: „perora”, który każdej kobiecie, mającej nerwów cokolwiek, powinien spaść na te nerwy, jak fałszywy akord. Lepszegom nie znalazł. Wtem matka o stół karty rzuciła, wstała i przyszła do panny, ja do ojca poszedł i, przez pół godziny o polityce nagadawszy się, wyszedłem, lecz, nim wyszedłem uważałem, że panna dostała nerwowego ataku, bo ręce jej skakały i blada była, jak trup. Czy to matki gniew, czy co innego, nie wiem. Poszedłem do brata i prosiłem, by siostrze ode mnie powiedział, że niech dobrze rozważy, iż ja: 1-mo chorowity, 2-do melancholik, 3-tio devoré d’ambition314, a że to nie są domowe cnoty. Wczoraj na te trzy pewniki te trzy mi przyniósł odpowiedzi od niej: „1-o Je sais qu’il est malade. 2-do S’il est triste, je tacherai de l’égayer. 3-tio S’il est ambitieux, je tacherai de partager cette ambition parce qu’elle est noble315”.
Wczoraj czytaliśmy Towiańskiego Biesiadę. Tak się zowie pisemko, powierzone Skrzyneckiemu, a przez Skrzyneckiego wydane partii ultramontańskiej. Jest to dość niezgrabnie, a nadzwyczaj niepoprawnie pisany zwój z trzech arkuszy, którego treść mniej więcej taka: „Wszechświat cały, czy fizyczny, czy moralny, jest zbiorem żywych duchów, stojących na rozmaitym stopniu ukształcenia, z których niższe są duchami ciemności, wyższe światła. Miłość Boga do wszystkich tworów taka, że stara się nieustannie, ale według praw nadanych, według konstytucji, im nadanej, by się wyrobiły i dobrowolnie zgodziły z Jego wolą, dobrowolnie Jego ukochały! Wszystko dąży ku takowemu ukochaniu Boga, ku powszechnej harmonii. Człowiek jest ostatnim punktem, ostatnią pochwą, przez którą objawia się świat niewidzialnych, a żywych i czynnych duchów. Chrystus, posłannik Boga, ojciec tego planety i wielu innych globów, pierwszy rozpędził ciemne duchy, niższe, zalegające planetę tego, bo do czasu Chrystusa jedynie tylko tych niższych duchów wola i potęga pracowała na planecie wraz z wolą i potęgą człowieka. Chrystus z sobą tu pierwszy przywiódł orszak duchów światła i, według prawa harmonii zapoznawszy z nimi duszę ludzką, ich do niej przywiązał. Lecz po zniknięciu Chrystusa z widomego świata ciemne, niższe duchy wróciły i pomieszały jego dzieło. Wszyscy święci, wielkie wszystkie dusze, co tu żyły, choć już doszły do stopnia cherubinów, choć już chciałyby glob nasz opuścić, by popłynąć do Boga, bo już z globem naszym nie mają nic wspólnego, jednak o tyle tylko mogą wyżej się wznieść, o ile ludzi przywiodą do postępu i miłości bożej, którą Chrystus przyniósł, — i aż do dnia tego muszą, przyczepione do globu, żyć na najwyższych kończynach jego atmosfery. — Pragną więc ogromnie, by dopełniły się czasy, a skoro wola ludzka nakłoni się dobrowolnie do Boga, one zaraz przyjdą jej na pomoc według prawa harmonii, które tylko wyższym z wyższymi pozwala się łączyć, by rozpędzić niższe, ciemne, nie wyrobione dotąd, które dzieło Chrystusa zagmatwały. Czekają więc i tęsknią, choć są już w chwale wielkiej. Sam Bóg czeka i tęskni, choć jest Bogiem wszystkich światów, bo sam Bóg nie może według praw własnych obejść się bez miłości człowieka, bez wyrobienia się w doskonałości jakiejkolwiek cząstki wszechświata. (To piękne jest). Otóż w konstytucji boskiej przewidziane, że będzie siedmiu posłanników, siedem gałęzi chrystusowych, które coraz wyżej ziemię podnosić będą, aż za siódmym złe wszelkie zniknie i ziemia stanie się niebem. Teraz nadszedł jubileusz łaski wtóry. Chrystus, który nigdy globu nie opuszcza, bo jest ojcem jego na wieki, gotuje się posłać zastęp białych duchów na pomoc ludziom. Duch Napoleona idzie na czele i ma wszystkiego dopełnić. Ogień, przez Chrystusa zapalony przed 2000 lat, teraz stanie się gwiazdą (przestrzeń — bryłą, myśl — czynem), która jednak nie na całej ziemi, tylko na punktach jej pewnych zajaśnieje, bo nie czas jeszcze, by cała ziemia była niebem — ale odtąd ludzie, te punkta widząc i znając, łatwiej będą mogli z niemi się łączyć, a tym samem je rozprzestrzeniać. — Te punkta zaś wybrane, to Polska i Francja!”.
Oto masz nieco jaśniej wyłożoną gmatwaninę tę. Znać, że Towiański widzi obrazowo, poetycznie, bo to samo, co tu się zawiera, można znaleźć we wszystkich nowych pisarzach, lecz pod czystą formą rozumowania. Jednak wcale nie chcę twierdzić, by forma nawet Towiańskiego mylną zupełnie była. Bóg jest Bogiem żywych, nie umarłych, zatem i te wszystkie prawa boże, czy natury, czy ducha, które zowiemy martwemi, lub duchem objektywnym, jak np. prawo ciężkości, ruchów ciała etc., etc., lub naród ojczyzna, dobre, złe, piękne, w sferach ducha, muszą także być żywe, tj. reprezentowane w wszechświecie przez nieskończoną ilość istot, nam dotąd nieznanych, duchów! A magnetyzm nam świat ten odkryje. Żona Towiańskiego jest somnabulką316. Ona wszystko widzi, nie on.
Generał Skrzynecki tak go opisuje w jednym z swoich listów: „Towiański nie ma żadnej nauki, ale ma bystrość ogromną i geniusz w rozpoznawaniu zaraz charakterów ludzkich. Sam dla siebie i familii oszczędny i skromny nadzwyczaj, lecz, gdzie idzie o dopełnienie celu sprawy swojej, uważa pieniądze za nic i szafuje nimi, jak podłem narzędziem, przy tym, gdziekolwiek idzie mu o dopięcie tegoż celu, rozwolnione ma sumienie — gotów wszelkiego środka użyć; zresztą człowiek uczciwy, ludzki nawet!”. Uważaj przyznanie nieprzyjaciela; mówi, że dobroduszny, a wypadało z tego, co wyżej, że chytry! To mi dowodzi, że szczególnego coś jest w tym człowieku, coś podobnego do charakteru Joanny d’Arc, która także, gdzie szło o sprawę, wszystkiemi ruszała sprężyny, a zresztą we wszystkiem innem pełna była prostoty i szczeroty.
Przepisuję Ci Napoleona, ale to powoli idzie, bo głowa i oczy nie służą. Chciałem Ci o Towiańskim napisać; straszniem się zmęczył.
Niech Twój palec Cię nie boli, proszę Cię. Ząbka Twego strasznie mi żal. Jabłka Twoje i cukry jadam, kamizelki i szpilki noszę, książki czytam. Leroux to Strauss317 drugi, suchy filozof, raczej krytyk! Svedenborg przybył. Pojutrze pakę Ci poszlę. Nanetta sama pakowała, wszystko, co warto, tam Ci zmieszczę, — reszta, to jest nuty i książki, tu zostaną, a gdy będę wyjeżdżał, złożę je gdzie. — Jakieś przeczucie w sercu mi gwarzy, że niedługo Cię obaczę, Diały moja. Bóg by dał! Do obaczenia, do obaczenia, — ale wprzódy jeszcze dzielnie się tu namęczy Twój — Twój
Twój na wieki Zyg.
Napisz mi, czyś zrozumiała wykład mój doktryny Towiańskiego?
206. Do Delfiny Potockiej
1843, 16-go stycznia, Roma