List ten spal, albo zamknij, a nikomu nic o nim; im mniej o mnie, tym lepiej mnie. Panią Komarową i Delfinę wkrótce tam obaczycie, jeśli już nie oglądacie; donieś mi, jak się mają. Ludmile ode mnie serdecznie się kłaniaj.
Szczęśliwych świąt, Wojewodo! Kończysz list, mówiąc, że piszesz, jak umiesz, ale kochasz lepiej od drugich; a ja Ci powiem, że i piszesz ślicznie, doskonale po polsku. Co zaś do kochania, wierz, że całem sercem Ci wdzięczny jestem za serce i na zawsze będę; kiedyś przypomnimy sobie to wszystko na zagonach naszych, i wtedy jeszcze Ci powiem: „Dzięki za serce Twoje, takie poczciwe, szlachetne i polskie”.
Jerzy Cię ściska, Aleksander Branicki także; to dobry chłopiec.
209. Do Delfiny Potockiej
27-go kwietnia 1843
Cały dzień wczoraj byłem chory. Wieczór odbyłem pańszczyznę, alem się wcześnie wyniósł. O 10-ej byłem w domu i zastałem już u siebie Bohdana327, który przez 3 godziny najciekawsze szczegóły opowiadał o panu Andrzeju i Adamie. To, com na Righi mówił, i oni to mówią, lecz zwykle parabole tylko sypią nieprzygotowanym. Słowacki odmienił się nadzwyczajnie, roztkliwił się, płacze wciąż; inni, twardzi i próżni, to samo — lecz przy tym mnóstwo szczegółów jak najdziwaczniejszych, jak najdzikszych. Np. dusz ludzkich za karę przechodzenie w swojskie zwierzęta, koty, psy. Czekają na męża przeznaczenia, na Mesjasza, który w bitwie wielkiej zwycięży, a dnia onego duch Napoleona przy nim bić się istotnie będzie, a nad nim czuwać duch Chrystusa. Ten Mesjasz kuszony ma być na wszelki sposób, lecz duch Chrystusa, jak tarcza, broni go i przez nią te pokusy przechodzą i łamią się. Trzy narody, Francja, Polska, Żydy, przemienią świat i cieszyć się będą, każden tym, co ukochał: Francja wielkim człowiekiem, Polska wielką ojczyzną, Żydy wielkim Bogiem Jehową. Więc ci ostatni najwyżej stoją?!! Matka Boska jest patronką tej sprawy — i dotąd jest na ziemi. Cała Familia święta dotąd jest na ziemi. Schodzą do takich np. szczegółów, że nawet kolory sukien noszonych są przeznaczone temu, który je nosi. Np. kolor brązowy i barakanowy surdut p. Andrzejowi. Żona mu go szyła, jako i resztę ubioru. Fraka mu wdziać nie wolno. Dwóch jeszcze proroków zjawić się ma — Bieliński i Szyszło — lecz nie wiedzą dotąd, gdzie oni, tylko ich nazwiska im są przepowiedziane. Mickiewicz, na rok przed przyjściem Towiańskiego, razu jednego był wieczorem u siebie z Bohdanem i drugimi, a smętny, w rozpaczy i bez wiary — w tym nagle krzyknął: „Widzę het, het daleko, widzę Litwę i z Litwy kałamaszką jadącego szlachcica, w okularach, który więcej wie, niż my wszyscy”. Właśnie wtedy raz ostatni z Litwy pan Andrzej wyjeżdżał. Klękają przed nim i całują go w ręce. Pierwszym warunkiem przystąpienia jest wiara, że Andrzej od Pana posłany. Bez tego nic. Kto zaś kalwin lub luter, ten wprzódy na katolicyzm przejść musi, nim przypuszczą go do siebie. Oto masz, co opowiadał Bohdan!
Wszystkie tajemnice mają być uchylone dotychczasowe, a inne mają powstać. O małżeństwie taka nauka, że tam tylko jest prawdziwe, gdzie jeden w drugim potrafił ducha obudzić — i to dopiero sakramentem. Wielka prawda! T. wciąż pisze a pisze, foliały leżą u Adama, który wciąż je czyta, a czyta i przyznaje, że wiele rzeczy dopiero później zrozumie, np. o eucharystii i o przyszłym rządzie dotąd nie mógł nic pojąć. Jednak Adam teraz stał się naczelnikiem i już sam przyjmuje innych i słucha ich ślubów. Dał mu tę moc T. Ja myślę, że Towiańskiemu dał moc raczej Adam, a im obu idea, a idei Pan! Lecz co do teorii ich, słowo w słowo odgadliśmy, powiadam Ci słowo w słowo w missale Romanum328! Co do szczegółów, chwała Bogu, że nie, bo niektóre za bzikowate!
Moja Dialy droga, czekam na listy Twoje i pójdę tymczasem do ojca.
Wrócił Jan z poczty — listy nie przyszły z Toskanii dotąd, bo burza straszna trzy noce była. Więc muszę, nie wiedząc, do Ciebie pieczętować list. Odpisz mi zaraz do Genui, a potem do Lucerny i Bazylei. Odpisz, co, jak, gdzie, czy w Melun, czy gdzieś indziej, choćby Freg. pojechała do Paryża, to zawsze mnie najbezpieczniej i najskryciej pod samym obozem nieprzyjaciela. Co dzień słabszy jestem, czasem do szaleństwa smutku dochodzę, ale, gdy ujrzę Ciebie, Ty mi dasz chwilę spokoju, chwilę szczęścia, chwilę wzniosłości. Do obaczenia, zapewne koło 6. stąd z ojcem wyruszę. Do obaczenia, Dialy, Ty aniele mój!
Twój na wieki Z.