vale et ama!335

211. Do Konstantego Gaszyńskiego

Grenobla, 21 maja 1843

Mój Konstanty! Wczoraj przyjechałem i Twój list i wiersz Do Matki Polki zasiałem. Moim zdaniem, czwartą i piątą strofę trzeba żebyś jakoś przerobił na energiczniejsze: strzelby, kulbaki, lance i pałasze zanadto techniki wojskowej! „W imię boskich ołtarzy” słabe, przypomniało mi l’autel et le trône336; trzy zaś pierwsze piękne są. „Paryski akcent” tylko mi wpada w nietragiczność, chybaś to na Lola napisał; Te cztery wiersze: „Niechaj się dowie... wygnania przecieka!” pyszne są — wielki, majestatyczny obraz. O Korsyce dzielna strofa, tylko o odwecie nie dość dobija targu. Trzeba by na zakończenie tak energicznej strofy coś jeszcze energiczniejszego! Taką jest krytyka moja.

Od dawna Ty już marzysz o Kazimierzu Pułaskim; pamiętam, ukochany to był zawżdy bohater Twego serca, i w istocie homeryczna figura. Można by w pierś mu włożyć wszystkie teraźniejszości przeczucia, i gorzki żal, pochodzący z wiedzy, że te proroctwa markowe nie za dni jego spełnić się mają, choć pewno się spełnią; zupełnie, jak u Achillesa, który wie, że Troja upadnie, ale też wie, że sam przed jej upadkiem zginie, a pragnie tak całą duszą zwycięstwa i Trojan zaguby. Oto byłby prawdziwy zarys tragiczny w Pułaskim. Pamiętaj też, że się całe życie kochał szalenie w tej Krasińskiej, co była za Karolem Saskim, i chciał ją osadzić na tronie. Ta miłość była mu bodźcem indywidualnym. Koniecznie trzeba by naszej epoki myśli i przeświadczenia wetknąć mu w serce na to, by żywotną był figurą, nie tylko historyczno-rzetelną, ale i duchowo-prawdziwą. Przeszłość albowiem tym żyje, rośnie, nie umiera, że od każdej teraźniejszości nowej krwi do żył zastygłych dostaje. To jest, co stanowi następne wskrzeszenie umarłych przez żywych, na tym zależy umysłowe zmartwychwstanie tych, którzy przeminęli; a potęgą, co im w oczach ludzkich życie, wraca, jest poezja, zanim rzeczywiście, przez Boga powołani, do życia powrócą w obliczu Boga samego!

Proszę Cię, zaraz mi tu odpisz i, co będziesz wiedział, pisz aż do dziesiątego czerwca. Ja także będę do Ciebie pisał. Bądź co bądź, przekonanym teraz, że Przedświt nie głupstwem jest. Wieleż też kosztował ze wszystkiem? Ciekawym, czy zysk będziesz miał jaki?

Ściskam Cię z serca.

212. Do Adama Sołtana

1843, Drezno, 3 augusta

Daleko ode mnie wszystko, co kocham. Wracam do kraju za dni trzy, głęboko czuję się obalonym ręką... Czyją? Powiem, że losu. Słabym na ciele, pomieszanym i rozerwanym na duchu, co dzień mi gorzej. Wróblom lub kanarkom dobrze do klatki, gdzie dużo nasypano lnianego nasionka lub maczku; ja innego łaknę pokarmu. Wolę milczeć, niż rozwodzić skargi. Cokolwiek kiedykolwiek usłyszysz o mnie, niech Cię nie dziwi; prócz podłości, a tej nie uwierzysz, zresztą wszystkiemu wierz, nawet, żem się powiesił gdzieś na rozstajnej drodze pod figurą.