214. Do Delfiny Potockiej

14 augusta — Wierzenica (1843)

Przyjechałem. Tylko list od Augusta348 zastałem — jest w Królestwie — i usiadłem przy jego stoliku w pustym, polskim dworze i piszę do Ciebie raz ostatni przed granicą. Nie było żadnego listu od Ciebie na poczcie w Poznaniu. Boże, co to się znaczy? Ty chora być musisz, byłabyś inaczej napisała do mnie. Rozpacz mnie wciąż żre i przeje mi serce.

O Dialy, o aniele mój, pamiętaj, że umierający woła na Ciebie, byś wierzyła w niego, byś wierzyła, że dopóki dni mu na ziemi stanie, on Twoim w każdej chwili i na każdem miejscu. Co chwila duch mój cały wyrywa się do Ciebie. Tyś zawsze przy mnie, ze mną, we mnie. O, kiedyż powrócę do Ciebie, o kiedyż, kiedyż! Ale darmo. To jedynym celem moim, instynktownym nawet, bo wszystko, co robię, zmierza do tego, jak igła magnesowa do bieguna, każda chwila życia mego przepojona tym celem, mimo woli nawet każden ruch mój, każden gest to oznacza.

O Dialy, Dialy, Dialy! Przez piekło teraz dopiero idę. Wszędzie, gdzie stąpnę, pogardzam, albo nienawidzę. Straszny stan ducha, a w Tobie tylko, w myśli o Tobie, odpoczynek mój. Boś Ty wzniosła, dumna i dobra zarazem, bo teraz, teraz jasną tkwisz mi przed oczyma, i czuję, ileś mnie kochała, po torturach moich znam, ileś Ty tortur przebyła. O, u stóp Twoich leżę i błagam Cię, przebacz mi wszystkie łzy, któreś wylała! Patrz, równie gorzkie i krwawe ja teraz co dzień leję, a wszystko, co widzieliśmy i czuliśmy razem, wydaje mi się niebem, rajem jest tej ziemi, świętością, anielstwem. O moja, moja, zmiłuj się nade mną, niech wiem zawsze, co myślisz, co czujesz, co robisz, gdzie jesteś, wszystko, wszystko. Niech nasze duchy będą jednością, niech połączeni, choć dalecy, zawsze nachyleni ku sobie, w Bogu, który nas zapoznał i spoił, ufni, wierzący w siebie i mający nadzieję w dzień spotkania, niech jedni, nierozdzielni idziem oboje po tej smutnej drodze, wspominając niebo i nadziejąc się w niebo. Nadzieja to cnota nierozdzielna od wiary i miłości, ale miłość wyższa, niż wszystko. Miłość niech trwa, a przepadnie świat.

I miłości pełny i miłością ku Tobie natchniony, miłością, co wszystko pokonywa, miłością, co wszystko przecierpi w imieniu Twojem, miłością świętą i anielską przepojony idę na męki straszne, na życie wśród ciemności, na płacz i zgrzytanie, idę ciałem, ale duch mój zawraca, duch mój stąpa ku Tobie, duch mój z Tobą, tam gdzieś Ty. Myśl, że nie ma chwili, w której o Tobie nie myślę, każda chwila czasu jednem uderzeniem serca mego ku Tobie, jednem wyrywaniem się duszy mojej do Ciebie. Nie licz dni już odtąd na godziny i minuty, ale na tęsknoty i żale moje, a gdy wieczorem kładniesz się na spoczynek, pomyśl: „Tyle a tyle jego łez dziś upłynęło, a każda płynęła w stronę moją i to się dniem jego nazywa”.

W Bogu i przed Bogiem Twój jestem teraz i na wieki. Co Pan połączył w duchu jednym, tego ludzie nie rozplączą. Mogę umrzeć, ale nie przestać być Tobie, czem byłem od chwili, w której nasze zapoznały się dusze i, wiedząc, że się znały dawniej i że w wieczności się razem zleją, pobiegły ku sobie, jak dawne znajome, jak przyszłe siostry na wieki wieków.

Tak mi Bóg dopomóż na ziemi, a kiedyś za grobem! Do obaczenia!

Twój nieszczęśliwy

215. Do Augusta Cieszkowskiego