1843, 25 augusta, Opinogóra
Dzięków Ci błogosławczych tysiąc, żeś był tu — i za te godziny, przebyte razem na cmentarzu. Niegdyś z Termów Karakalli patrzaliśmy na podobnie widnokrężną równinę — ale i Tobie, i mnie lepiej było wtedy. Możesz wierzyć, Auguście, że dołożę starania pilnego, by 15-go października stanąć w Wierzenicy — dasz mi tam pokój i spokój — i będziesz dobrodziejem moim.
Śni mi się Wierzenica teraz, jak Nicea dawniej — wyrywam się ku niej, wyciągam ramiona. Gdy odjeżdżać będę, wezmę trochę piasku jej na pamiątkę. Do obaczenia więc! Raz jeszcze Cię ściskam i z głębi serca dziękuję.
Twój na zawsze
216. Do Delfiny Potockiej
27-go augusta 1843, Opinogóra, 10-ta w wieczór
W tej chwili odbieram sztafetę od ojca. Wczoraj umarł p. Branicki349, po obiedzie u Sapiehy apopleksją rażony; już go Eliza nie zastała dziś rano, gdy z ojcem moim przyjechała. Muszę więc zaraz jechać do Warszawy. Ojciec mnie wzywa, ale tu wrócę za dni kilka. Tak mi się nie chce jechać, że strach. Biedny człowiek, zawczoraj jadł obiad z ojcem moim, był zdrów, tylko smutny — jutro na pogrzeb przyjadę. List ten zaraz za przyjazdem rzucę na pocztę.
Odebrałem list od poczciwej księżnej Lubomirskiej — od tej samej, co mi ten nasz pierścionek dała. Ani powińszowań, ani nawet wzmianki o wszystkim co się stało w tym liście nie ma, tylko przesyła mi tę modlitewkę św. Bernarda do Najśw. Panny. Za to mi ona drogą jest, że tak delikatnie przysłana, a że mi droga jest, więc posyłam ją Tobie; włóż ją do książki czerwonej!
Konie zaprzągnięte. Czeka mnie jutro płacz i lament, a serca nawet do tego nie czuję w piersiach. Módl się za mną, bom znękany, jakbym sto lat życia dźwigał na plecach, i zazdroszczę temu, co wczoraj świat ten pożegnał i dziś już spokojny jest. Raz jeszcze dziś odczytałem te dwa Twe listy i tak mi się tęskno zrobiło, żem myślał, że zemdleję. Jeden dzień tylko dobry miałem, tj. dzisiejszy przed odebraniem tej wiadomości — niedługo trwał.
Módl się za mną, bo mi coraz gorzej! Możesz sobie wyobrazić, co się dzieje we mnie. Ja nic udawać nie umiem, ja nawet cieszyć nikogo nie potrafię. Módl się za mną, proszę Cię! Do obaczenia.