Co mam z listem, pisanym do Zeneidy, robić? Czy go Tobie odesłać, czy zachować u siebie, czy Ptasznikowi posłać, by z niego wyrozumiał dokładnie położenie Twoje? O moja Dialy, moja Dialy ukochana, zawczoraj, idąc ulicą właśnie z Tym listem do tego jegomości, ujrzałem do rogów kamienic przybity afisz teatru z napisem: „Pierwsza wyprawa młodego Richelieu”. Jakby kto iskrą ze stosu Volty pchnął mnie w mózg i w serce. Stanąłem, odczytałem wszystkie osoby, Macon mnie otoczył, ujrzałem ten bulwark nad rzeką, uczułem rękę Twoją na moim ramieniu. Cukiernia wstała z ziemi przede mną, gruba cukierniczka wyszła z niej, szklankę z orszadą śród palców uczułem, potem wszedłem do sali pustej, my jedni tylko i dwudziestu bluźników na dole, Ryszard III wystąpił, Richelieu później — i to wszystko w jednej chwili, w jednej, na ulicy Miodowej w Warszawie, przy dziesięciu stopniach mrozu! Takim obrazem, jakby atmosferą, okrążon, szedłem dalej list Twój oddawać. O, Boże, Boże! Wspomnienie jest najwyższą potęgą człowieka. Wszelka przeszłość, chęć, żądza, wola, z niego się rodzi, ono światy stawia i światy obala w duszy indywidualnej, ono zarazem nektarem bogów i zjadła trucizną, lecz bardziej nektarem, bardziej; gdyby nie ono, tobym już nie żył, w nim czerpię ostatnie siły moje, i przez nie zbawiony będę, i przez nie stworzę sobie jeszcze nadzieję i uczynię przyszłość! O, prawda, prawda, miłość serca tem podobna do potęgi Boga, że dla niej nic małego, nic drobnego nie masz. Wszystko dobre, piękne, kochane równą opatrznością, tak teatr w Macon, jak katedra mediolańska, jak podróż pocztą do Sens, jak żegluga łódką w Neapolu, lub konno na Righi! Czyż to nie omnipraesentia379 serca?
Do obaczenia, do obaczenia
Twój teraz i na wieki.
226. Do E[dwarda] Jaroszyńskiego
Warszawa, dnia 14 stycznia, 1844 r.
Mój drogi Edwardzie!
List Twój kochany i taki dobry wczoraj odebrałem, ale powodu milczenia Twego nie pojmuję dotąd. Od roku 1839 w lecie, kiedyś był łaskaw mi pieniędzy przysłać, ja pewno z piętnaście razy do Ciebie pisałem, a nigdym odpowiedzi nie odebrał. Wreszcie przed trzema miesiącami, odsyłając Ci owe tysiąc rubli, także pisałem i pisałem, jak do tego samego zupełnie, z którym na łódce pożegnałem się wśród błękitów morza i nieba 1835 roku.
Widzisz stąd zaraz, że ani przestrzeń, ani czas najlekszej odmiany nie przyniósł do serca mego, i żem wiecznie tak samo Cię kochał i ufał Tobie; lecz i na ten list nie odpisałeś nic, tylko rewers z podpisem Twoim bankier mi przysłał. Wtedy coś gorzkiego wstąpiło mi do duszy; nie myśl, by jaka gorycz przeciwko Tobie, o nie, ale sroga przeciwko losom moim; bo wydało mi się, że nosisz w samej głębi serca jakiś wyrzut ku mnie, i że on przeszkadza Ci mówić ze mną. Wtedym oznajmił Skibickiemu żal mój i prosiłem go, by do Ciebie o nim napisał!
Nie porozumiemy się, Edwardzie drogi, aż się obaczym i głosem żywym, nie martwą literą, się pojednamy! Ten wyraz nie znaczy, jakobyśmy poróżnionymi być mieli, ale tylko to, że przez martwy papier dojść nam nie sposób do wyższej, świeżej jedności duchów naszych! Mogłeś i słusznie bardzo mieć przyczynę pewnego żalu do mnie, do ducha mego. Słyszałeś o mnie, nie dotykałeś się mnie; nie możesz łańcucha ogniwów, zwanych zdarzeniami zewnętrznemi i uczuciowo wewnętrznemi, a z których żywot ludzki się ogniwi, obliczyć dokładnie w piersiach moich. Ale, jeślim dbał o czyj sąd, to o Twój, bo Ciebie szanuję i kocham. Sąd ten kiedyś wydasz o mnie, mnie samemu, gdy się spotkamy i gdy się połączym grą wspólną myśli, gdyby grą światła! Do tej godziny, przeze mnie upragnionej, polegajmy jeden na drugim — wierz mojemu przywiązaniu, jak ja Twojemu wierzę.
A co, panie Edwardzie, czy stanowisko Hegla nie przekroczone w jednym kierunku piekielnie? Bo osobistość boża i ludzka zaprzeczone przez szkołę wielkiego mistrza, a w drugim kierunku anielsko — bo są ludzie, którzy dalej rzecz powiedli; wsparli się na logice jego, ale wykazali, że ona prowadzi do innych wyników, niż jego własne, bo do czynu opatrznego, bo do uznania konieczności religijnej, bo do nowych wieków ludzkości.