236. Do Delfiny Potockiej

1844, Warszawa, 8-go novembra415

Najdroższa Dialy! List Twój z 29-go mam. Zarazem odebrałem i z przeciwnego krańca świata list Aleksandra416, dość zawiły, nic nie tłumaczący jasno, broniący się osobliwie pod tym względem, że nie mógł ukryć rzeczy, zapisanej w aktach czarno na białem, wciąż ręczący, że wszystkich dokłada starań, skarżący się, żeś nie chciała przeszłej zimy układu z nim zawrzeć, jak Ci ofiarował, i że stąd wszystko złe pochodzi.

Anim myślał o Tobie, przesyłając Ci kawałeczek o faryzeuszce doskonałej. Nic faryzeuszowskiego w Tobie nie masz, moja Dialy. Chciałem Ci tylko wykazać, co to jest praktyka bez inteligencji, litera umarła bez ducha i serce suche! Faryzeuszów pełno koło Ciebie i pełno w świecie. Dlategom ich charakterystykę Tobie posłał. Nie dzielę zdania Twego, by duch francuski coraz bardziej ubożał — owszem, bogacieje, wysysając z niemieckiej piersi mleko gęste i mętne, a ożywcze, i przerabiając je na płyn świetny, przejrzysty, jasny. W baronie niemieckim zgadzam się, że więcej rozumu, niż w księciu francuskim, niż w lordzie angielskim, ale nie więcej, niż w Lapradzie, niż w Leroux, niż w Sand! Umysłowość francuska stara się o głąb germańską, — przepaść germańska zaczyna porastać kwieciem i trawą francuską. Obu dobrze z tem. Duchy, dopóki odosobnione i sprzeczne, słabymi są, ale, gdy się zapoznają, pokochają, przepoją jedne drugiemi, wtedy ich prawdziwa zaczyna się potęga. Potęga wspólnej miłości.

Świat starożytny dopiero wtedy stanął na szczycie umysłowości swojej, gdy Rzym wszystkie zapoznał narody, gdy proroki hebrajskie, wschodnie teozofy, greckie sztukmistrze i mędrcy zeszli się duchami pod jeden portyk i ręce sobie podali na wskróś przez wieki i kraje. Wtedy uharmonizowały się przeciwne dążenia i uderzyła wszechzgody, wszechwykwitu godzina w starożytnym świecie, razem koniec jego i nowego początek, chrześcijaństwo. Ale jest coś dzisiaj na świecie, co może prześciga już dążeniem i duchem i francuskie i germańskie idee, słowiańska filozofia się podnosi, pełna zarazem wiary i rozumu, miłości i inteligencji. Ona to występuje przeciw sceptycyzmowi i panteizmowi germańskiemu i obali go. Jej zasadą fundamentalną jest, że Bóg nie oceanem rozlanego światła tylko, ale też i osobistością, o sobie wiedzącą, jednostką, wszystkiem rządzącą z góry swojego ja, i że człowiek także nie tylko odbiciem znikomem Boga, przemijającem, jak tchnienie, odpadającem w nicość, jak liść suchy od gałęzi w alpejskie przepaście, ale osobistością, jednostką nieśmiertelną, duchem, przerzynającym wieki wieków dwoma skrzydłami, duszą i ciałem, zsypującym z siebie i tę duszę i to ciało, ilekroć mu przychodzi umierać na to, by wdziać piękniejsze i silniejsze, ilekroć mu przychodzi odżyć!

Nie uwierzysz, ile dzieł w takim rodzaju wychodzi; jest ruch ogromny filozoficzno-religijny na łonie Słowiańszczyzny. Wszystko, o czem tylekroć mówiliśmy przy gwiazdach Koloseum, niezawodnie się wypracowywa i wyrabia, nie w jednym, ale w wielu nieśmiertelność ducha, osobistość Boga — oto dary, które ludzkiemu rodowi, które wątpiącej Europie przyniesie duch słowiański. Przypomnisz sobie, że znałaś człowieka, który o nich nigdy na chwilę nie zwątpił, gdy był czas, że wszyscy wątpili, i który Ci przepowiedział, że, nim pomrzemy, będą to prawdy nie tylko wiarą wierzone, ale dowodem dowiedzione, filozoficznie uznane, matematycznie pewne. Do tego dochodzi już zewsząd dążność tej filozofii, która, przejąwszy od niemieckiej doskonałą metodę logikowania, odrzuca wszystkie jej wnioski i rezultaty, po ich gruzach sama wyżej się wspina i otwiera przyszłości widnokręgi, dotąd nieznane.

Pogodzenie się wiary z rozumem, inteligencji z miłością, religii z nauką, nastąpi na słowiańskiej niwie. Prawdziwie odbędzie się tym sposobem zlew Ducha Św., który wytłumaczy wszystko i uwielbi wszystko. Lecz jak mówię, to się odbywa w wielu, w mnóstwie duchów, nie w jednym. Zewsząd do tego materiały znoszą, ale wszędzie to samo dążenie i jedna idea. Nawet wtedy, kiedy się sprzeczać zdają, kiedy jedni z drugich żartują lub krytykują się. Dziwnie to zastanawiający i przepyszny widok, znać w nim opatrzne rządy Boga! Kiedy godzina jakiej prawdy wielkiej bliska, zdawałoby się, że prawdziwie natchnienie o niej spływa w piersi oddychających ludzi przez powietrze, że każdemu liście i kwiaty polne szepcą o niej, że na falach rzek i strumieni ona płynie, że pomieszana z światłem słońca i z gwiazd światłem, na jawie i we śnie, wpaja się w głowy i serca! Oto strona boska dziejów wszelkiej idei. Znasz jej stronę ludzką, przekrzywienie, — głupstwo, — komiczność, fanatyzm! Więc dziś o nich mówić nie będę. Bóg bądź z Tobą i zawsze i wszędzie — wspominaj czasami tego, który sercem czuł przy Tobie tyle razy, żeś Ty i on nieśmiertelne duchy i wzywał na świadectwo gwiazd Kolizeum. Do obaczenia — do obaczenia. Stopy ściskam Ci.

Twój teraz i na wieki Z.

237. Do Delfiny Potockiej

1844 Warszawa 22-go grudnia