Najdroższa Dialy! „Kto ma, temu więcej jeszcze danem będzie, kto nie ma nic, temu wszystko odjętem”. Zastosuj te słowa do natury ducha, a zrozumiesz. Któż śród duchów ma co? Oto ten, który się wypracował, wyzasłużył, wyrobił na coś, ten, który wciąż siłą twórczą siebie stwarza dalej na podobieństwo Ojca niebieskiego. Więc, na tej drodze podwyższeń, on coraz bardziej i bardziej rośnie. Im więcej nazbierał, tem nazbierze więcej, co silniejszy, świętszy, płodniejszy, rozumniejszy, lepszy jest. Kto zaś nic nie ma, tj. wcale nigdy nic nie wyrobił z siebie, nie wypracował żadnej potęgi z serca swego, zgnił sam przez się, umarł przez brak woli, uczucia, pojęcia, temu i Pan nic nie da, temu i stopień, w którym jest, odjętym będzie, tj. że się niżej cofnąć musi, że w coś podobnego do nicestwa wpaść może, rozletargować się, więc i dar życia w nim uśpi się, zagasieniczy się! Oto słów tych głębokie, duchowe znaczenie. To prawo wieczne pochodzi z tego, że duchy wolnemi są, że muszą własnowolnie z bożą wolą się zgodzić, czyli, co wszystko jedno, z łaski bożej korzystać, bo wola boża tak już w sobie doskonałą i piękną, że dla nas łaskę stanowi. Otóż, jeśliś wolą korzystała z tej łaski, przystąpiła do niej czy tu, czy na gwieździe jakiej, czy jako człowiek, czy jako anioł, czy archanioł itd., tem Ci łatwiej wciąż do niej przystępować, z nią się we wszelkiem uczuciu, rozumie, czynie jednać i takim sposobem coraz wyższej nabywać potęgi. Im wyższą jesteś, tem jeszcze wyższą być możesz, im piękniejszą, tem jeszcze piękniejszą, a coraz bardziej, rozleglej, wspanialej, bo widnokręgi Twoje coraz rozemkniętsze, olbrzymiejsze. Cały postęp nieskończony ludzkości i światów wszystkich zawarty w tych słowiech Pana, w ziemskiem nawet, najniższem, najodleglejszem od właściwego znaczenia znaczeniu jeszcze się prawdzą. Weź cokolwiek na ziemi, potęgę polityczną, handlową, majątkową, co chcesz! Im więcej kto ma, tem z tego samego wypada, że więcej mieć może. — Rotschild zyska Ci miliony w jednym dniu na giełdzie, bo obraca ogromnemi kapitałami, które już pracą od lat wielu nabył. Praca wszelka, dodana do siebie, zmnożona przez siebie, staje się zasobem, fundamentem, podstawą. Imię świetne nabyte jest łatwością, której nie ma człowiek bez imienia, — on dopiero o takowe musi się starać. Piękność lica nawet jest potęgą, i stąd przychodzim do mniemania, że ona musi być nabytą, wyrobioną, przez zasługę życia przeszłego, innego! Na tem spoczywa idea metempsychozy wszelkiej! Ale dotąd ziemski świat rozdzielon od duchowego, od niebieskiego. Religii i Boga dotąd w handlu, w ekonomii politycznej, w rozdawnictwie i układzie bogactw nie znajdziesz, zatem nieraz szachraj ma więcej i może przez to jeszcze więcej mieć, niż poczciwy i ubogi. Jeszcze nie stało się na tej kuli pojednanie woli ludzkiej z bożą wolą w okręgach świata. Stąd tak na pozór razi nas i kaleczy to prawo wieczne, ogłoszone przez Chrystusa, a które jest naturą samą rzeczy. Nie prawo temu winne, nie logika boża, ale wola nasza, jeszcze dziecinna, co nie przystąpiła do wiekuistej woli i łaski. Gdyby i w rzeczach świeckich była religia, była wszech-przytomność i obecność boża, gdyby i handel, i bankierstwo, i wszystko podobne było kapłaństwem, było uważanem jako sakrament, wtedy ten tylko miałby więcej śród ludzi, kto by i miał więcej przed Bogiem, tj. duch wyższy moralnie, świętszy i piękniejszy posiadałby tem samem wyższą potęgę, więcej pieniędzy nawet, bo jedynie tylko miłosierdzie, rzetelność, sprawiedliwość, pomoc i usługa miłościwa, drugim wyświadczona, stałyby się celem handlu i podobnie wszędzie, w każdej sferze ludzkiej. Wtedy by to słowo Chrystusa i w ziemskiem swem znaczeniu już nas kaleczyć nie mogło. Wszak pojmujesz, Dialy moja? Nieraz dawniej to miejsce także i mnie ubodło, ironią mi się wydawało i byłoby niezawodnie nią, gdyby Bóg-człowiek był mówił tylko jako człowiek, ale on mówić także musiał jako Bóg, a zatem odsłaniać prawa, które czy tu, czy tam, na ziemi czy w niebie jednakowemi są, prawa wszelkiego postępu. Bez owego nie byłoby postępu żadnego nigdzie, praca żadna cielesna czy duszna nigdy by nic nie przyniosła. Weź najprostszą rzecz — ucz się czego: im pilniej się uczysz, tem więcej posiadasz przedmiotu, którego się uczysz, im więcej grasz, tem lepiej grasz na fortepianie! A skądinąd, im bardziej leniwiejesz, temeś leniwsza — tem zapominasz bardziej, coś umiała, i niezręczniejesz! Życie nigdy nie stoi: albo się wznosi, albo opada i cofa się. Niech Bóg Cię strzeże, moja Dialy! Unikaj czadu i źle opalanych kaplic, a módl się za mną, a módl, Dialy najdroższa. Do obaczenia!
Twój teraz i na wieki Z.
238. Do Augusta Cieszkowskiego
25 marca 1845, Warsz[awa]
Mój drogi Auguście! Dzięki Ci za wszystkie listy. Ostatni pani D. bardzo był pomieszany — czuła się chora mocno i w głębi ducha wzywała mnie. Głupim, żem się dał podbić chorobie i że teraz muszę się pasować z łóżkiem, które mnie nie puszcza.
27-go. Myślę, chyba chory będę, jak pies, wyruszyć stąd i do Ciebie prosto jechać. Jednak jeszcze Cię listem ostrzegę; potem zobaczymy, co mamy do uczynienia. Chciałbym Jerzego widzieć, choćby przez dzień, a potem do Wiednia, a stamtąd nie wiem gdzie, czy za Alpy, czy nad Ren. Ja wciąż myślę, że pani D. chora, coraz chorsza i że z Włoch nie ruszy. Bóg widzi, żem się tej zimy rozszarpał i rozgryzł nad wszelką miarę; już ciało teraz dziękuje za taką służbę i nie chce słuchać ducha.
Ściskam Cię z wszystkich mi pozostałych sił, Auguście, za Twoją dobroć i to, że chcesz ze mną razem jechać. Niech Bóg Ci odpłaci!
Tak mi spieszno być z Tobą, a znów tak mi trudno podnieść się i stanąć na nogi! Wycieńczyło się życie, nerwy, jak nicie pękające — myśl, jak gąsienica łażąca, bezskrzydlna — serce, jak czara, w której grynszpanu wiele. Co chcesz? Straszliwe bywają stany ducha! Eli, Eli, Lama Sabachtani417! Ściskam Cię raz jeszcze z serca całego.
Twój Zyg.
P. S. Eliza kazała mi koniecznie, bym od niej podziękował Tobie, że chcesz ze mną jechać — dopełniam rozkazu.