A więc byłeś w Dreźnie z Jerzym; świadczyłeś przeciwko świadectwu plotkarskiemu R...! Dzięki Ci — tem zbawiłeś Jerzego, a mnie takżeś ważną przysługę wyświadczył. Mówiłem Ci, że Rogier przyjechał starać się o Kasię420 — i teraz wiem pewno przez Elizę, że tak jest.
Pani D. każe Tobie czule dziękować za listy Twoje i ciągłą o niej pamięć. Ja zaś jeszcze dziękuję za to, żeś mi wszystkie listy, i jej, i innych, wciąż płacił — a gniewam się dotąd za szampańskie w Köthen. Napisz, co zamyślasz robić i co robisz w Wierzenicy? Guano — irygacje itd. Napisz też co o małym. Św. Jan się zbliża — czy ząbki pokazują się wciąż małemu, czy też znikły? Wracając w auguście, będę przez Wierzenicę jechał, jeśli w niej będziesz. Teraz przez Turyn i Mon-Cenis ku Heidelbergowi, a potem po wypiciu kissingskich wód w Heidelbergu do Wildbad lub Hagi, jak przeszłego lata, na morskie kąpiele. Bóg Cię strzeż! Ściskam Cię z serca głębokiego.
Twój na zawsze Zyg.
Pisałem do Ciebie z Wiednia o pannie K. Pojedź, pojedź do Elizy! Wierz mi, Auguście, ja mam instynkt dobry dla tych, których ukochałem. Zaufaj instynktowi memu! Sercem wącham przyszłość. Ignasia nie było w Wiedniu — nikogo nie było, tylko w wigilię wyjazdu, wieczorem do domu wróciwszy, zastaję kartkę wizytową: Leo Graf Thun i ołówkiem poniżej te słowa: „Kochalby se seznati pana Krasinskeho421”, ale, żem wyjeżdżał, nie byłem u niego, tylko prosiłem Sołtana, by za mnie odwiedził go. Kopersztychy doszły; jeszcze i za nie winienem Ci coś, Ty, przekupujący mnie człowiecze!
241. Do Konstantego Gaszyńskiego
Nicea, 7 czerwca 1845
Odpisz mi, czy możesz, do Heidelberga poste restante, wtedy jeszcze może przed przybyciem poproszę Cię, byś na miesiąc gdzie najął parę stancyjek, np. na Champs-Elysées, tam koło Rond point, gdzie stał Jerzy, bo jeszcze lepiej wysiąść w gotowem mieszkaniu, niż do gospody. To wszystko tylko za pomocą Twojej dyskrecji udać się może, bo, gdyby się ktokolwiek dowiedział, to Crasne422 nie przybędzie. Jest tam teraz mnóstwo znajomych, jest towianizm, jest monarchizm, jest demokratyzm, jest co tylko komu się podoba! Mnie zaś nic z tego się nie podoba, bo zanadto dobrze wiem i głęboko czuję, żeśmy doszli do wigilii wielkiego czynu, wielkiego przesilenia, którego wszystkie znaki dają się rozpoznać na niwach naszych, koronnych i litewskich. To gdy się stanie, w tem oczywiście, że przepadną, zaginą, przeobrażą się, siłą samej natury wypadków wszystkie dzisiejsze stronnictwa; bo zawsze i wszędzie stronnictwa giną przez swoją jednostronność, wyłączność, fanatyzm, ślepotę, a rzecz sama, sam czyn pozostaje, niepodobny do tego, co każde z osobna marzyło, ale podobny do summy zbitej i skupionej ich wszystkich, na miazgę rozbitych. W czasie zaś, już bliskim końca i wypadku, stronnictwa to mają do siebie, że szaleją, twardnieją w swej dumie i zarozumiałości, stają się fanatycznemi nad miarę. W takiem usposobieniu ducha, bez chęci zaszkodzenia, ale przez samą ślepotę i wyłączność i namiętliwość gotowe zgubić człowieka, wydać go, rozkrzyczeć, czy chwaląc, czy ganiąc, czy uwielbieniem, czy potępieniem nadto głośnem z nóg go ściąć i ścieżkę zamknąć przed nim przyszłości. A potem pomnij na zgubny żywioł paplarstwa, rozlany po naszych piersiach! Pomnij, żeśmy z ludów najgadatliwszym, a że mamy do czynienia z ludem z ludów najskrytszym, najmilczniejszym. Zatem pojmiesz, Konstanty drogi, że Crasne nie może inaczej, jak za pomocą absolutnej Twej dyskrecji i absolutnego alibi przybyć uściskać Cię.
Odpisz o tej nowej negocjacji, co myślisz Ty i Twój deputat. Jeśli można, to zaraz dostań aktu potrzebnego i miej go w kieszeni, najlepiej do Bad-Baden dany paszport z Paryża Crasnowi. Do obaczenia; kilka kawałków nowych Ci się odda. Ściskam Cię serdecznie; skoro mi pomyślnie odpiszesz, dalsze Ci przyszlę moje zawiadomienia i prośby423.
242. Do Delfiny Potockiej
1845, 12 lipca