Mój drogi, drogi Auguście! Żebym Cię miał pod ręką, tobym Cię bił — bił, powiadam Ci, za to, że nie piszesz. Raz napisałeś z Poznania przed nie wiem wielą tygodniami i umilkłeś — ani wiem nawet, czyś przybył do Berlina. A tak mi markotno, smutno, rozdrażniono na ciele i duszy, że wciąż teraz o samych klęskach, utrapieniach, nieszczęściach, chorobach marzę. Cóż się Tobie stało? Czyś chory? Co Tobie jest, Auguście? Na miłość Boga, pisz do mnie, pisz! Wczoraj z panią D. cały wieczór przepędziliśmy na myśleniu i mówieniu o Tobie. Eliza także wspomina Cię ciągle i pyta, czy listu nie odebrałem od Ciebie. Lepiej było rady mojej posłuchać, przyjechać do Nicei, niż w zimnym klimacie i ponurem mieścisku zostać. A ojciec Twój gdzie? Czy w Królestwie, czy w Berlinie? Pisałem list bardzo długi do Ciebie, odpisem na Twój — czy doszedł Cię? Do wszystkich moich utrapień i boleści a srogich, wierz mi, przybyło teraz niepokoić się o Ciebie.
Wiesz? Jerzy Sobolewski umarł przed miesiącem w Rzymie. Odchodzą zacni i dobrzy. Iluż to w tych czasach umiera, i rozmaitą śmiercią. Napisałem mu nagrobek zawczoraj; a mnie kto pisać będzie? Mój Auguście, czy zostanie kto do napisania nam? Przede wszystkiem proszę Cię, błagam, zaklinam, odpisz mi, gdzie jesteś, co robisz i jakie Twe zamiary na wiosnę. Tu czekam w tęsknocie nieopisanej Twej odpowiedzi. Ściskam Cię z wszystkich sił serca.
Twój na zawsze Zyg.
Ten miesiąc prawdziwie luty. Jerzy z Michalskim podobno we Lwowie — udało mu się otrzymać pozwolenie na zaciąg długu. Nie mogę pojąć, czemu Ty do mnie nie piszesz?
Jestem tak rozdarty wszystkiem, co mnie dotyka, czy subiektywnie, czy obiektywnie, że, prawdziwie, życie moje tu ciągłem zdychaniem. Subiektem, obiektem prawdziwie jestem, absolutnie smutnym — powinien bym się rozwinąć jako idea nieszczęścia na ciąg stworzeń ujemnych, wyobrażających coraz większy brak, rosnącą próżnię, kształtujące się bez-życie, a najwyższe stanowisko, osiągnięte w rozwoju takiej logiki, byłoby: nie duch, ale co? Oto Ci opowiem: myśl, w całej swej potędze pojęcia, a w całej niemocy urzeczywiszczenia. To albowiem najgorsze piekło. Śmierć fraszką przy tem. Ale śmierci nie ma. Stan pośmiertny, między dwoma żywotami zawieszon, to to właśnie. Myśl przy ubytku bytu i czyn żaden nieudający się. Dusze umarłych, nim się narodzą na nowo, w takim stanie są.
255. Do Konstantego Gaszyńskiego
Nicea, 1 marca, 1846
Drogi mój! I ja jak wariat chodzę, od kiedym przeczytał we wszystkich gazetach, co się stało455; myślę jednak, że nie koniec na tem, zobaczysz, że nie, i ja czuję, jakobym konał, ale nie tak, jak Ty, bez nadziei w przyszłe życie. O sobie wiem, że skonam, i to może w mękach, ale wiem też, że idea zwycięży! Przegranemi zwycięża ona! To, co ma na wieki zwyciężyć, musi przed dniem tryumfu cierpieć, w bólu się kształcić, męczeństwem się wyrabiać. Prawda, że u nas nie tylko czysty ból i czyste męczeństwo, głupstw rozmaitych domieszanie wielkie; ale któż w świecie kiedy oglądał masy rozumne i subtelne? I kto widział naród nieszczęśliwy, który by potrafił być jednym człowiekiem stanu?
Proszę Cię, pisz i pisz do mnie wszystko, co tylko dojdzie Cię. O Auguście456 nic a nic nie wiem, gdzie on? Czy nie słychać o nim? Przyznasz, że jest opatrzność nad psalmistą, kiedy dotąd nie powiesili harfy na wierzbie płaczącej: harfą zaś jest sam człowiek. Ściskam Cię z głębi serca.