1846, Nicea, 6 marca

Od dni kilku, jak na piasku ryba zdychająca za wodą, tak ja tęsknię za listem jakim od Ciebie; wreszcie przybył z drugiego marca, ale mało w nim szczegółów o stronach naszych. Gazety pełne nowin różnorodnych. Szlachtę polską wiążą chłopy polskie i wydają! Ojce synów chwytają i wydają! Spiskowi, co chcą piekło obalić, nie jak anioły poświęcenia wstają, ale piekarzów namawiają do zatruwania chlebów! Chcą wyrzynać wszystkich Niemców itd., itd. Dowódcą olbrzymio rozgałęzionego sprzysiężenia kto obran? Młody szaleniec, szarlatan, fraześnik, Mierosławski!!! Boże mój, Boże! Krwawe łzy mi z serca ciekną, ilekroć gazety czytam. Żal chwyta za serce, że choć się tych dwóch czy trzech godzin, podczas których bito się o ideę polską, tych godzin, mówię, kilku tam nie było; to znów wściekłość porywa duszę, że frazesa nikczemne jednego stronnictwa, wymysły śmieszne, sekreta na wytrucie wojsk nieprzyjacielskich, rzezie, marzone na skalę ogromną, a nie mogące udać się nigdy, bo natura rzeczy dziewiętnastego wieku nie dozwala już takich anti-ludzkich głupstw — że to wszystko spadnie na cały naród. Boże mój! A mimo to wszystko dzielne jednak to serca, dzielne i odważne, tylko brak wiary w ducha, co światem rządzi, brak wiedzy o prawie wiekuistem, które temu tylko daje zwycięstwo, kto siebie poświęca, a nie temu kto drugich. Otruwać i wyrzynać, oto mi wynaleziony sposobiczek, oto mi lekarstwo specyficzne z apteczki nierozumu i bez serca. Jedynym warunkiem udania się powstań jest gotowość w każdym oddania gardła za sprawę, a przed oddaniem go bronienia sprawy do upadłego. Tak gotowi, mogą zwyciężyć. Nie siła specyfików żadnych, nie siła proszków, nie siła zwierzęca, ale duchowa, zwierzęcą deptająca, nas zbawi! O mój drogi! Dusza moja grobem. Czyś się spodziewał, by chłopi wiązali szlachtę, by ostatnich obrońców idei własny lud, ów lud, tyle pod obłoki podnoszon, wydawał! Przeklęte gadaniny, frazesy, głupie niedojrzałości smarkaczów demagogicznych! Smutne proroctwo ktoś im wypsalmował przed wybuchem, zaklinając, by celu wieków nie cofali, znów nie spóźniali457! Wiesz, w krew rozpływa się serce moje, rozpływa się, jakby miało zniknąć, z bólu się ulotnić i nie być już nigdzie! Ah, czemuż takie przeklęte głupstwo ma oburzyć znów niemiecki świat! Szlafmyca zadrżała na głowie Niemców wszystkich; tchórze, ogłoszą nas za antropofagów458!

Zmiłuj się, co tylko wiesz, pisz, proszę Cię, szczególnie o imionach. Co August, co Jerzy? Nie tak o pierwszego, jak o ostatniego się lękam. Łatwo w takiej mieszaninie dostać kulą w łeb, choćby tylko za to, że się przez ulicę idzie. On miał był w one czasy pojechać do Lwowa. Wszystko, co tylko wiesz, napisz!

O przedłużenie paszportu w tych dniach się postaram, kiedy nieco się to wszystko rozświeci, bo dotąd to wszystko jakby za kurtyną dymu wielkiego.

Przybywaj tu! Mój ojciec podobno koło pierwszego kwietnia do Turynu pojedzie. Ty pamiętaj o mnie w każdym razie. Nic przewidzieć nie można. Mówią, że i w Litwie, na Podolu, na Wołyniu krew się leje, każden dzień nowe może przynieść wieści; zatem niech wiem co chwila, co czynisz i co zamyślasz czynić. Jednak myślę, kiedy logicznie myślę, że na teraz wszystko już zduszone, a co spadnie grobowych, olbrzymich kamieni na grób, co się na chwilę, na godzin dwie chciał roztworzyć! Tak, to nowego męczeństwa, i okropniejszego, niż wszystkie poprzednie, początek, ale też ono ostatniem już będzie! Za list od Scheffera459 Ci dziękuję.

Miło mi jest, że na cokolwiek zdałem się Juliuszowi; zostaw mu myśl, że on mnie dźwiga, jeśli ta myśl jego wydźwignąć może.

Kłaniaj się Konstantemu, a odpisz mi prędko i często pisz, bo jestem jak raniony człowiek, a list Twój jak opatrzenie rany. Z serca i na zawsze

Twój

257. Do Augusta Cieszkowskiego

1846, Nicea, 16 marca