Smutne wieści z Krakowa Cię doszły. Co za rozstrój w Polsce! Co za oskarżanie się wieczne, wzajemne! Okropnie mi, gdy się nad tem zastanawiam, i czuję, że w tej chwili olbrzymie dwie, a sprzeczne niby to, ale na pozór tylko, grożą narodowi apostazje: demagogia i Moskwa. Obie żądają od niego, by zupełnie zerwał z przeszłością, to jest, z wiekami, które jego zasługę ziemską składały i wyrobiły mu na ziemi ciało widome. Gdyby lud z jednej strony uwieść się dał i w rzezaczy uwierzył, a z drugiej mający być wyrznięci, owi morituri, rzucili się w objęcia, obiecujące im ochronę, w objęcia, Moskwy — powiedz, czyby to nie gorszy był finis, jak na maciejowskiem polu? To w tej chwili grozi nam, niechaj Bóg nas ochroni, on jeden może! O mój Konstanty! Czuję, że umarłem. To strach, strach położenie obecne! Patrzeć na nich wszystkich, samobójczących się przez nierozum, głupstwo, a niektórzy świadomie, przez podłość, gorszą, niż owa judaszowa.

Dziwne tu biegają pogłoski: mówią, że źle między austriackim a tutejszym rządem, że tutejsza szlachta cała chce koniecznie, by Lombardię przybrać do siebie i ogłosić włoskie państwo, a Niemcom odprawę poza góry dać. Rozmaite w tym duchu manifestacje zaszły w tych dniach ostatnich. W stanach świątobliwych, księdza, co kazanie miał przeciw Francuzom, gdy zeszedł z ambony, tak rozdarli i rozsiekali, że prawie kawałka po nim nie zostało. Będzie jeszcze wielki zamęt na świecie tym! Ściskam Cię z głębi serca, mój drogi.

260. Do Konstantego Gaszyńskiego

Nicea, 9 lipca 1846

Drogi mój Konstanty! Witam Cię z pych bruku paryskiego powróconym na spiekłe prowanckie równiny! Już August musiał Ci napisać, że w niebytności pana de Maistre nie mogę Ci żadnego pozwolenia wyrobić i przewieść z St. Laurent do Nicei. Ja zamierzam wyruszyć około pierwszego sierpnia do wód nadreńskich, ale August, który jakoweś dobra kupuje w Basses Alpes, pojedzie do Ciebie po pierwszym sierpnia i weźmie Cię z sobą do onego partykularza, położonego gdzieś w okolicach Digne. Może i ja tę drogę obiorę, by się dostać nad Ren, wtedy byśmy się uściskali. W każdym razie wrócę tu w jesieni; jeśli zatem do Paryża nie pojedziesz, u de Maistra wtedy wyrobię Ci przejazd i obaczym się. Na teraz zaklinam Cię w interesie Augusta, pamiętaj, że, co czytać i przepisywać będziesz, powinno pozostać świętą tajemnicą w Twych piersiach. Oczywiście, gdy przyjdzie do druku, będą domysły i wypytywania. Ty je z daleka zbywać będziesz, a czasami, gdyby Cię przyparto, powiesz, niby tajemnicę odsłaniając, że to pośmiertne Danielewicza papiery, a przy tem błagać będziesz słuchacza, nie słuchaczy, bo chyba we cztery oczy takie wyznanie uczynisz, błagać go będziesz, by nikomu nie powtarzał; powiesz, że przed zgonem, Danielewicz przesłał Tobie, czując już bliską śmierć, zeszyty owe i żądał, by dopiero po kilku leciech wydanemi zostały i że tego dopełniłeś teraz. Sam gdy przeczytasz owe rzeczy, przekonasz się, że koniecznością niechybną tak się z niemi obchodzić, i że wszelka nieostrożność w tym względzie byłaby zgubną, śmiertelnie zgubną! Rad jestem temu, że to wszystko czytać i zgłębić będziesz musiał, (bo bez istotnego zgłębienia i przejęcia się, anibyś zdołał przepisać, ani też wydrukiem pokierować), bo pewny jestem, że wielką korzyść i pociechę z tego odniesiesz, korzyść umysłową, bo to Cię przeniesie w okręgi, dalekie od potocznego życia, które Cię już znudziło, i serdecznie zarazem, bo to obudzi nową siłę w Tobie! Nie ma tam mistycyzmu ni gmatwaniny, jest to, czego trzeba, czego serca wyglądają i rozumy, jest prawda jasna! Autorze Przedświtu, spotkasz się ze Świtem466 teraz! Niemało zgryziesz piór nad nim, lecz, skoro przeczytasz, urośnie w Tobie przekonanie, że Ty, przyjacielską usługę wyrządzając Augustowi, a zatem i mnie, który go tak kocham, wyrządzasz jeszcze ważniejszą komuś ważniejszemu, to jest krajowi Twemu! Zatem gotuj się drogi mój Konstanty, do podróży onej niedługiej i do długiego pisania i do długiej korekty.

Confession wczoraj przybyło. W Królestwie źle się bardzo dzieje. Wszystką młodzież, wylegitymowaną na szlachtę, synów obywatelskich, którzy mieli prawo dania zastępcy, teraz, mimo ten przywilej, biorą do wojska na Kaukaz. Nie wszystkich należących uwięziono, ale takim sposobem wszystkich się pozbędą i pewniej, niż więzieniem, bo nożami Czerkiesów i pałkami Moskali; dzień teraz sądny w Królestwie! Takie to skutki prowadzi: powstać, a nie bić się i nie umrzeć na obranem stanowisku. Śmierć jednych przeciąga walkę drugich, walka przeciągnięta sprowadza nowe wypadki; ale porwanie się, a po porwaniu oddanie się, wydaje naród cały spętany w niemiłosierne ręce. Kto nie chce dziś zginąć, ten jutro zginie gorzej stokroć. Oto sens moralny krakowskiego głupstwa! Bóg Cię strzeż!

261. Do Bronisława Trentowskiego

3 nowembra 1846. Heidelberg (Bad-Hof)

List Twój odebrałem, drogi panie Bronisławie, a mówię „drogi” do Ciebie, bo, od kiedy Cię znam, a jużci i po polsku i po niemiecku znam, drogim mi jesteś dla potęgi umysłu i śmiałej serca prawości: pierwszą podziwiałem na każdym wierszu dzieł Twoich, drugą ukochałem szczególniej w Cybernetyce, i w słowie przeszłoletniem O wyjarzmieniu ojczyzny. Kto prawdę mówi najnieszczęśliwszemu narodowi, ten go najgłębiej kocha, ten najszlachetniejszym jego ziomkiem, bo mu żywot przynosi, a stara się od fałszu, tej śmierci, na wieki wybawić. Może większą zasługą i duchowo wyższą odwagą nie pochlebiać nieszczęśliwym niż nie pochlebiać szczęśliwym! Otóż widzisz, żem Cię znał, uwielbiał i kochał od dawna. Skoroś się do mnie odezwał, natychmiast byłbym pospieszył na głos Twój do Ciebie, zapewnie, by wiele się od Ciebie nasłyszeć i nauczyć gdybym tu nie musiał, jak przykuty, dosiadywać w oczekiwaniu cochwilnych wiadomości, które natychmiast za przybyciem swojem włożą na mnie obowiązek ruszenia do Frankfurtu i puszczenia się stamtąd w dalszą podróż z żoną i dzieckiem. Oczekiwanie to jednak kilka dni trwać może. Niepodobna mi stąd się wydalać, ale podobna, że dni jeszcze kilka tu przebędę. Jeśli jakie natchnienie chwilowe cię popchnie, zaniesię aż na kolej, a kolej cię żelazna porwie, zdarzyć się może, i bardzo nawet prawdopodobnem, że mnie tu jeszcze byś zastał. Jeśli zaś tak się nie stanie, dołożę wszelkiego starania, bym za powrotem z Frankfurtu, przesuwając się tędy ku Włochom, gdzie na chwilę towarzyszów drogi porzucił i wpadł do Ciebie.

Spotkamy się w posępnej chwili: sunt lacrimae rerum et mentem mortalia tangunt467. Rzeź humańska niczem w porównaniu z galicyjską: w pierwszej nierównie więcej ciał zginęło, ale w drugiej dusz przepadło wiele, i w jej przeciągłem wrażeniu przepada co dzień jeszcze. Jaźń Polski w niesłychanem rozdarciu, dusza narodu zaczyna się ciała narodu lękać, ciało nie ufać duszy, a nam tak pojednania obojga, tak potrzeba, by jeden tylko był harmonijny duch narodowy! Ciemnota i rozpacz, dwie najpiekielniejsze poradnice u młodzieży naszej; a to z łaski wroga, którego kwestią żywotną, najżywotniejszą: odnarodowienie ludu polskiego, przez ścięcie z jego karku głowy jego, w której to głowie jedynie przemieszkiwa zmysł narodowości, zmysł, pojmujący, że trzymanie z Zachodem i oświeconą ludzkością było i jest pod rozmaitemi kształty, ale w duchu i tradycji zawsze jednej, zasługą, zatem i powołaniem polskiej ojczyzny. Zetnij głowę narodu, o której mówię, wyrznij szlachtę, a zostanie lud bitny, ciemny, rozpasany na chwilę, który, nie mając przeszłości, nie znając przyszłości, obecność swoję za pewien byt dobry odda w ręce pierwszego lepszego Attyli, metodę mającego, to jest kadry wojskowe, i wtedy dopiero w całem znaczeniu rzeczy dopełni się bluźniercze Bogu i ludziom, a tak namiętno-płatne życzenie owego piszczyka, który do Metternicha list o tem napisał468.