O drogi i czcigodny Bronisławie! O tej porze wiele czartów moralnych grasuje u nas: przerażenie, zawiść, zła wiara, niby nowe obiecują życie, a w zapasie nic nie mają do dania prócz śmierci drugiej, pociągniętej pewnym życia pokostem na chwilę. Kto z grobu chce zmartwychwstać, ten niech wie, że tylko w świetle się zmartwychwstawa: bo światło i dobro i wszechmiłość wszelkiego życia warunkiem, cóż dopiero powtórnego żywota, żywota zmartwychwstań. Ni wola nasza, ni rozum, ni zasługa nie odpowiadają powołaniu naszemu, powołaniu najwyższemu, jakie dostać się mogło narodowi jakiemu na planecie tym ziemskim; bo jako od Chrystusa poczęła się jaźni jednostkowych ludzkich nieśmiertelność i godność, tak w nas i przez nas powinna by się począć narodowości ziemskich nieśmiertelność, a zatem i godność przedmiotowa, zbiorowa! Wszystko nas woła głosem przeznaczeń, tchnieniem woli bożej do owładnienia całą Słowiańszczyzną, na przekorę piekłu widomemu, ziemskiemu, które nas nęka, do obalenia siłą duchów żywych tego piekła, li z cielesnych środków chuci, niesprawiedliwości złożonego. Od nas mógłby się rozpocząć trzeci wiek, najwyższy dziejów ludzkich! Ale do tego trzeba, żeby z wolą bożą, z rozumem bożym nasza wola i rozum się zeszły do jedni, trzeba nam niepokalanymi być: bo, kto przeznaczon Chrystusa prawo wnieść w świat widomy z idealnego, kędy aż dotąd na uboczu zostawało, ten winien mieć w sobie chrystusową moc. Próżność i lenistwo naszymi katami: lenistwo czyli bezmoc, próżność czyli szalbierstwo, chcące bezmoc udać za moc jaką. I naturalnie, nie bez wiekuistych szwanków zapada się do grobu pomiędzy trzy piekła. Zmiłuj się, ratuj, jak i gdzie możesz, tę jaźń narodową, tak rozpadłą, tak zanękaną w tej chwili; grzmij głosem prawdy niebieskiej i ludzkie kłamstwa rozganiaj!
Rozpisałem się do Ciebie jakby do dawnego przyjaciela; wierz, że nim jestem! List Twój mi drogą pamiątką, którą zachowam, jakby świadectwo jakie, chlubne mi. Jeśli Bóg da, do obaczenia.
262. Do Bronisława Trentowskiego
Aquae Sextiae, 1846, 16 decembra
Różnym zbiegiem okoliczności stało się, że dopiero przedwczoraj odebrałem oba Twe listy, owe tak nagle po sobie pisane, z których następny poprzedzającego rozświeceniem. Dzięki Bogu, że oba razem dostały się do rąk moich, bo ostatni prawdziwie mi był ulgą i pociechą po przeczytaniu pierwszego, który niepomału mi po całem sercu się był rozszedł niewymownym bólem. Dziwiłem się albowiem fatalności nieporozumienia, która mnie przed Twą myślą przemieniała w tej chwili na bezserdecznego Twego serca kaleczyciela i obraziciela, na grubianina duchowego, kiedy właśnie, pisząc do Ciebie, byłem się czuł jaźnią żywą, całkiem ku Tobie podaną, kochającą Cię sercem a rozumiejącą umysłem, że możesz potężnie przyłożyć się do zbawienia ducha ogólnego, i dlatego też polecającą go opiece Twej myśli, opatrzności Twej cnoty, działaniu Twoich czynów! Otóż na chwilę, pókim Twego drugiego listu nie przeczytał, doznałem gorzkiego wrażenia, lecz nie myśl by przeciwko Tobie; nie, owszem, wszelkie w Tobie zaraz uznałem umiarkowanie i powściągliwość. Dziwiłem się nawet, że gorzej na mnie nie napadasz, jeśli już, pomyliwszy się, z tej pomyłki dna do mnie się odzywasz. Powtarzam, nie przeciwko Tobie ale przeciwko losowi, przypadkowi, dziwaczności zdarzeń, przeciwko temu wszystkiemu, co na świecie harmonią psuje, właśnie wtedy, gdy ona nastaje, kształci się i najwyższego stroju dochodzi — a Tobie owszem wdzięcznym był, że tak mnie jeszcze oszczędzasz, mimo to, że mnie za takiego masz. Drugi Twój list ukojenie mi przyniósł zupełne. Piszę to wszystko do Ciebie, byś był przekonany, żem ukojon zupełnie i że śladu najlekszego nie pozostało we mnie po tem nieporozumieniu. Znikło ono, jak chmura, co się rozpływa, jak śnieg, co taje w cieple i świetle. Światłem i ciepłem był drugi list Twój, i teraz dziękuję Ci serdecznie za oba; bo pierwszy był warunkiem wesela, którego doznałem przez drugiego odczytanie. Przywiodłeś mię do głodu, aleś nakarmił mnie; do pragnienia, aleś napoił mnie; do braku, aleś zdodatnił mnie: więc dzięki Ci raz jeszcze, i wierz już na zawsze, żem takim, jakim mnie zrozumiałeś drugim owym listem Twoim!
Śmierć Marcinkowskiego nieodżałowaną klęską. Było ich dwóch na całe Poznańskie, choć pod kształtem sprzecznym, lecz wiadomo, że jednia tylko z sprzecznych kształtów się wyradza. Dwóch ich było: jeden się zastrzelił, drugi się zagryzł, oba zsamobójczeni, pierwszy materialnie, drugi dusznie; i teraz pusto po nich, teraz już nie ma żadnej wzniosłej zacności tam, a za dni naszych trudniej o serce, niż o rozum, trudniej o poczciwość i niepokalaność, niż o zdolności. Goethe już wiedział o tem, kiedy małgorzatniemu sercu kazał zbawiać faustową genialność.
Kiedyśmy się raz ostatni ściskali, jeszcze była piędź ziemi polskiej, niby to niepodległej, na karcie europejskiej — dziś żadnej już nie znajdziesz. To początek końca, to przesilenie! Ostatnie złe musi w istocie być ostatniem. Przekonanym głęboko, że, jeśli własnoręcznie się sami dobijać nie zechcemy na chwałę naszym wrogom, od dnia zejścia Krakowa rozpoczyna się nasze polityczne odmartwychwstanie. Duch wieku, duch historii, Bóg, jednością w onej cyfrze, a my dziś przemienieni w zera zupełne, zaczniem w istocie wyobrażać to, co zera wyobrażają, gdy od jedności zaczynają... miliony! Lecz trzeba, byśmy się od tej jedności, a nie od czego innego poczynali, np. nie od znaku minus, nie od teoryj negacyjnych ujemnych, które sławnie umieją odciągać od życia to, co zgniło w świecie, ale nie potrafią nic a nic przydać do budowy świata i nowe życie wywieść z ruin. Więc bardziej jeszcze, niż kiedykolwiek, o duchu Bronisława, Ty przedziwna i wyborna części ducha ogólnego polskiego, ratuj i wspomagaj Twego wielkiego rodzica; unieś go na barkach z Troi pomieszanych wiar, wyobrażeń, przesądów! A pamiętaj, że, jako są przesądy z przeszłości, tak i bywają przedsądy z przyszłości, równie kłamliwe, okrutne, ciemnoty pełne; deptaj po pierwszych i deptaj po drugich nieznużonym, niezmęczonym żadną przeciwnością umem, przedzieraj się na przebój przez znikome a marne i ludowi Twemu pokazuj, co wiecznem i wielkiem.
W końcu końców wielkość tylko wielką, wieczność tylko wieczną jest i pokaże się tryumfującą oczom ludzkim, z których łuski zawsze nareszcie spaść muszą. Chrystus, Cezar, Napoleon! Przed takiemi postaciami wieki klęczą, choć miesiące, dni, lata mogą im bluźnić, prześladować je, nie pojąć ich. Darmo, mylniki żadne nie zagłuszą prawdy: pora studenctwa i burszostwa przejdzie dla niedojrzałych namiętności i rozumów, byleby z tej pory nie pozapadały w letarg, w szlafmycowość, podłość; bo, kto wiele krzyczał, ten później ochrypieje, umilknie, gotów się z jednej ostateczności przerzucić na drugą a stanowisko prawdy w tym salto mortale469 ominąć. Kobiety przebrane i idące rznąć nie zbudują rzeczpospolitej Platona! Nienawiść nic nie stworzy, miłość tylko twórczą jest, bo jest samą istotą ducha, duchem samym, a jeden duch tylko na równi z sobą samym, w najwyższej składni potęg swych wiednych i wolnych twórczym jest! Wszelka inna nadzieja tylko dzieciństwa piętnem, oznaką słabego mózgu i dobrego serca. O Bronisławie! Nasze zbiorowe powołanie najwznioślejszem na ziemi. Nigdy nie było narodu w tak szczytnych okolicznościach, przy tak pomyślnych warunkach, któremu by tak blisko było od krzyża, na którym wisi, do nieba, do którego powinien by wniebowstąpić. Żadne dzieje ludzkie nie przedstawiały dotąd, w żadnej porze rozwoju historii, takiego zbiegu zdarzeń, ułatwiających przejście ze śmierci do życia i tryumfu! Ale darmo duch absolutny roztwiera pierś wieków przyszłych ludziom skończonym, jeśli oni nie umieją się krwią tej piersi świetlaną nakarmić, jeśli zasługą, pracą, poświęceniem i pojęciem, nie przypadną do jedni z powołaniem wskazanem! Na miłość więc Boga pokazuj im, co stracić przez niedbałość, a co osiągnąć przez rozum i cnotę mogą!
Pisz do mnie i kochaj mnie, jak ja Ciebie!
Zygmunt