Był tu Rogier508, bawił dzień; mówiłem mu. Teraz jedzie do Księstwa; obiecał, że się rozmówi z tymi panami i z Potworowskim itd., itd. Że przez kilka miesięcy będzie próbował, czy można wskrzesić to, co ze zgonem Marcinkowskiego skonało, że po tym czasu upływie mnie uwiadomi o skutkach negocjacji, a w każdym razie sam pozostawa na odwodzie i gotów pospieszać na odsiecz. Zatem się nie troszcz, czy tak, czy owak będzie rzecz, owe 1000 talarów rocznie, skądkolwiek płynąć będą, będą płynęły. Przyszła Wielkanoc udowodni Ci to moje twierdzenie. Piszę jeszcze z Włoch. Myślę, że tak za miesiąc będę przejeżdżał koło Kiehl; wolałbym Cię w Kiehl oglądać lub gdzie zechcesz między Kiehl a Fryburgiem, niż w samym Fryburgu. Skoro albowiem przybędę do Fryburga, natychmiast o tem wiedzieć będą; a nie trzeba, by się domyślano, że się znamy i żeśmy ściśle spójni z sobą. Zatem gdziekolwiek zechcesz na tej kolei, między Kiehl a Fryburgiem. Doniosę Ci zawsze, na kilka dni przed przejazdem, o sobie. Odpisz mi raz jeszcze do Nicei! Ściskam Cię z głębi serca.

Rogier nigdy żadnego listu od Ciebie nie odebrał, a nikt mu nie był wspomniał, że jego szukasz, dopiero ode mnie tu, wczoraj się dowiedział.

Nie dobrze mi na zdrowiu, dlatego krótko i piekielnie niewyraźnie piszę, bo drgam nerwowo od stóp po łeb! Mam nadzieję że już będzie wcielony w druk ów Ojczyźniak, kiedy spotkam się z Tobą i że mi go dasz. Bóg Cię strzeż, drogi Bronisławie!

Zygmunt

Taka przyczyna urwanych dochodów: owi ludzie, przekonawszy się, że z dzieł drukowanych cudem magicznym, jak się spodziewali, nie wyrosły pułki i legiony zbrojne, alboli też, że same książki nie zaczęły latać po powietrzu i przemieniać się na pękające granaty, tryumfujące, powiedzieli sobie, że literatura na nic się nie zda. Oni myśleli, że literatura o dniu naznaczonym, o danej chwili, jak mina prochu leszczyńskiego, buchnie i wysadzi, nie figurycznie mówiąc, ale realnie, świat. Dzień naznaczony minął, książki z półek księgarskich i z bibliotek po dworach nie ruszyły, nie porosły w nogi, ręce, więc zdradziły, więc nic nie warte. Czy nie godni głębokiej litości? Ale teraz sam powiedz, czy można z takowemi duchy obchodzić się, jakby z pełnoletniemi, i czy często gęsto nie wypada nakręcać wyrażenia własnego do ich pojęć dziecinnych? Pamiętaj zawsze o tem! Bo o to idzie, by ich zbawić, przede wszystkiem o to! A możnaż kogo zbawić tem, do czego nie dorósł? Owszem, wtedy go się gubi, a nie zbawia; to jakbyś dawał roślinie, miasto powietrza, wody i gnoju, gotowane mięso i pulpety — zwiędła by.

271. Do Bronisława Trentowskiego

Aachen. 1847, 15 septembra

Musisz już być z powrotem z Regensburga. Piszę tak olbrzymio, bo, od kiedym tknął się tutejszych wód, ciągle zawrotami głowy nękany, cierpię okrutnie i co chwila mi się wydaje, jak gdybym konał. Już dwa razy na ulicy padłem bez zmysłów. Jednak ciągnę dalej, ale z przynależną ostrożnością. Dzięki Bogu, że są ludzie u nas i że ten Dymsza tęgi. Niedawno był w Paryżu, na klub polski uczęszczał, tam się nikt nie domyślał odkrytych w nim przez Ciebie przymiotów.

Może się zdarzyć, że dopiero w listopadzie wrócę, może znowu że za tydzień będę musiał, bo, jeśli cholera, już w Odesie przed 18-tu dniami zjawiona, pomaszeruje ku Warszawie, natychmiast tam pojadę, by przy ojcu się znaleźć o takiej chwili. Zatem zależę teraz od marszu cholery. Zawszeż będziesz o mnie wiedział przed mojem odgraniczeniem się od Europy.

W Rzymie pięknie się dzieje: nie tylko legacje, ale i całe Włochy trzęsą się od ducha piusowego. Po Włoszech zacznie się trząść i świat, bo wszystko zogniwione z sobą za dni naszych.