Napisz mi, czy gdzie w Dreźnie ostatnich „Przeglądów” bym mógł dostać? Wyobrazisz sobie, że Praslina wszystkie na wsi sąsiady żałują i opłakują, jak najlepszego człowieka i nie mogą pojąć, co się stało jemu, jak go szał napadł. Wszystkim albowiem był dobry, tylko tej ofierze jednej swojej zły i okrutny517, a okrutny nad miarę cochwilnemi okrucieństwy. Do Dieppe ze wsi nie chciała ruszyć — złudził ją obietnicą, że nazajutrz, przejeżdżając przez Paryż, zaprowadzi ją na obiad z dziećmi do restauratora. Ona, która z dziećmi i z nim obiadu od wieków nie jadła, uradowała się, upatrując w tem znak zbliżenia, jakąś pożycia dawnego powracankę — i obiadowi temu kwoli pojechała na śmierć własną, bo przed godziną obiadową, już z rana, padła pod nożem i kolbą pistoletu. Raz ją pierwszym był tak poczęstował, że wyszedł, myśląc, iż zabita — w pół godziny wraca, by otworzyć okno, strzelić w ogród, strzałem rozbudzić dom i oświadczyć, że strzelił do zabójców uciekających. Wtem trupa zastaje stojącego i dzwoniącego na gwałt — wtedy kolbą dobił. Umierając, spowiadał się i dzieciom zalecił, by nigdy nie ufali dziadowi, Sebastianiemu. Zresztą nic więcej nie powiedział. — Jaki łgarz Aleks. — powiedział Elizie, że przez dzień cały szukał mnie po Heidelbergu a nie mógł znaleźć. Rozśmiała się, wiedząc, że przeleciał i tylko Ciebie widział.

273. Do Stanisława Małachowskiego

1847, 9 grudnia

Odebrałem oba listy Twoje. Widzę, że Ci choro i smutno wciąż — mnie ani zdrowo, ani wesoło. Ilekroć przez jakiś czas dużo ludzi widzę, głupieję, zmieniam się na kształt ich, i robi się w sercu niepociesznie na widok głupstw i miernostek tylu. Zresztą czasy ponure, ponure! Na wszystkie strony drży i chwieje się świat, a kto wie, czy my, którzyśmy całe siły wyniszczyli w oczekiwaniu, potrafim jeszcze jakie zebrać i skupić na godzinę stanowczą. Darmo, oczekiwanie przez lat siedemnaście zniszczyło i przetrawiło nas; brak życia i powietrza uczynił nas schorzałymi. Ci, którzy długo siedzieli w więzieniu ciemnem, w chwili wyzwolenia światła już znieść nie mogą, i wyzwolenie staje się im ślepotą lub śmiercią. Smutne to wszystko bardzo, ale jakżeż się oprzeć tym myślom, które wkraczają w duszę i w niej się rozgaszczają i gryzą, jak grynszpan? Jakoś stary się zaczynam czuć, wszystko mi obmierza i ohydnem się staje. Stronnictwa, świat rozrywające, nic mi dobrego nie wróżą. Srogie zapamiętałości staną się paniami Europy. U nas dezorganizacja moralna ogromna, jednak szlachta o włościanach myśli i czynnie się bierze, czują, że w tej kwestii życie lub śmierć leży. Ale trudna, bo należy ubiec nieprzyjaciół dwóch: rząd i komunizm, należy chłopów usamowolnić, by stali się ludźmi, a skądinąd wpływ polityczny nad nimi zachować, by nie przestali być Polakami. Od rozwiązania tej zagadki, straszniejszej, niż wszystkie sfinksowe, zależy nasza przyszłość. O mój Wojewodo! Smutno i smutno! Za zobaczeniem więcej o tem. Tymczasem Ci powiem, żem tu Cię nie prosił, bo wiem, żeś chory, bo czuję, że zimno, bo wreszcie wolisz sam być ze mną gdzie indziej, niż w tych okolicach; zatem do obaczenia się w Romie. I tam nie z wesołem ja sercem jadę, nic tam mnie nie wzywa ni woła takiego, coby mi miłem indywidualnie było. Dla mnie Rzym mój mi przeszedł; zanadto niegdyś w nim młodo mi było, by on teraz nie miał mi jakby wyrzucać, żem się podstarzał, i to z goryczą grobową! Cóż chcesz, życie diablo smętnem. Jadę, bo muszę, ale, jak Radziwiłł do Hieruzalem: trzecim każdym krokiem w tył. Napisz też, co słychać o koźmianowym Dniu dzisiejszym518.

Teraz mam prośbę do Ciebie i tej prośby wysłuchaj. Nie mogłem znaleźć sposobu szybkiego doniesienia bratu Twemu o tem, coś chciał, musiałem to powierzyć Kasi; ona dopiero w tych dniach to siostrom Twoim powiedziała, siostry dopiero bratu mają donieść, a nim stamtąd skutek zawróci, to i ujdzie dni jeszcze wiele zapewnie. Zatem proszę Cię, pożycz ode mnie tu przyłączone tysiąc franków! Jeśli będzie Ci ich potrzeba, użyjesz, jeśli nie, to nie, ale mi spokojniej będzie myśleć, że leżą u Ciebie, niż, że u mnie gnuśnieją odłogiem. Uczyń to dla mojej spokojności, a wdzięcznie Ci w duchu podziękuję, mój Wojewodo, bo najsroższą troską w oddali troska o kochanych. Proszę Cię, nie gniewaj się na mnie za to, a kiedy będziesz mógł, to przybywaj i wierz, że Cię kocha na zawsze

Twój Scapavia.

274. Do Stanisława Małachowskiego

1848, 21 stycznia, Rzym

Mój drogi Wojewodo! Odesłałeś mi franki papierowe a przysłałeś na dobitkę kosztowną, arcy-ładną, absolutnie doskonałą cygarnicę. Dzięki Ci składam za drugą, pierwsze zaś z rezygnacją odebrałem, myśląc w duchu, że się na mnie gniewasz, gdy nie możesz wycierpieć, by leżały u Ciebie, ale przez lądy, góry i morza nazad mi je ślesz. List Twój, wczoraj z cygarnicą przybyły przez Aleksandra Potockiego, przekonał mnie, że się nie gniewasz, ale żeś smutny, tak jak ja. Dzięki Ci z głębi serca za list ten; schowam go do tych, które chowam, które skarb składają serca mego i w których odczytaniu szukam pociechy czasami, gdy mnie nieznośną się stawa każda chwila życia. W istocie wpadłem w melancholią, po prostu w chorobę, bezwładność umysłową a rozpacz serca, w hypokondrią ku ludziom a zwątpienie zupełne o sobie. Czasami nachodzą mnie myśli obrzydliwe519; pojmujesz, że je odganiam, deptam, pluję im w oczy — niemniej nadchodzą, to faktum psychologiczne. Choroba, choroba, przeciwko której nie mogę nic, kiedy jej napad mnie schwyci. Nikogo nie widuję, zamknąłem się, wszyscy mnie ranią, kaleczą, obrażają. Cóż chcesz, sam czuję, że to nikczemnienie taki stan, ale cóż począć, kiedy mnie opętał tak, jak reumatyzm, jak febra, jak tyfus. Przyjeżdżaj, kiedy możesz, zastaniesz zawsze dom swój u mnie. Pisać mi nawet trudno, każda litera mi idzie oporem, czuję, że z niej tylko głupstwo i smętek płynie. Wolę Cię uściskać sercem kochającem całem, niż dłużej nudzić umysłem znędzniałym, chorym, upadającym. Do widzenia, drogi. Kiedy zdołasz, przybywaj.

Twój