Czyś o koźmianowym Dniu dzisiejszym nic nie słyszał?
W mieście wiekuistem spokój. Tu nie będzie nigdy gwałtów ulicznych. Dwór, jak dawniej, taktyką opieszałości zastępuje moc istotną. Boga reprezentujem, a ludzi się boim!
Znów August przez dwadzieścia cztery godzin, i już tą razą w cytadelli, przytrzyman, potem wypuszczon i grzecznie przeproszon, jak pierwszą razą.
275. Do Stanisława Koźmiana
25 stycznia, Rzym, 1848
Mój drogi Stanisławie! Czekałem na Twój list, jak kania deszczu. Pytałem się ks. Hieronima, czy nie pisujesz — odpowiadał, że milczysz. Już mnie sroga zdejmowała obawa — zdawało mi się, żeś chory, albo też nadzwyczaj smutny. Wreście z 13 stycznia Twe słowa dziś mnie rano obudziły i pierwszy raz nie przebudziłem się w melancholii, od kiedym tu, bo Twój list ją rozgonił. Ja zaś, drogi mój, nie pisałem, bom od kiedy tu wstąpił pierwszym krokiem, uczułem się pchniętym w mózg — po prostu fizycznie pchniętym, czy przez wpływy atmosferyczne, czy przez dalszy rozwój choroby, której ni Akwisgran, ni żadne Chiliusy pomóc nie mogą, która co roku powoli postępuje, a tego roku doszła tu do objawów bardzo mi gorzkich, bo takie ciągłe mózgu i serca drganie, taka rozdraźń tych dwóch organów myśli i czucia, że aż organa ruchu, to jest ręce i nogi, dostały od nich drgania ustawicznego, i ja, niegdyś πόδας ώχύς520, jak Achilles u Homera, muszę teraz wlec nogi za sobą i stąpać krokiem starcowatym. Widziałbyś mnie co dzień popołudniu tak wlokącym się po żebracku, zawsze jedną drogą, przez Maria Maggiore i Lateran do Koloseum i nazad — a zawsze samotnie odbywam tę pielgrzymkę, samotnie, jak człowiek, uciekający od ludzi, bo czuje się pękniętą machiną, bo czuje się umarłym, i to w miejscach tych samych, kędym niegdyś tak był pełnym życia. W tem mieście, po tych drogach wiosna moja była mi — a teraz! Więc słuchaj, rozpaczy tak głuchej, jak od kiedym tu, nigdym jeszcze nie doznał w życiu. Tak Ci się długo tłumaczę, byś pojął, czemum milczał; milczałem, bom nie istniał.
Teraz słuchaj stanu rzeczy tutejszych. Jest Wład., jest Orpisz., jest Kajs.521, będzie za kilka dni niezawodnie Mickiewicz. Co sobie rokujesz z tej mieszaniny zetkniętej rozmaitych żądz, chęci, wól, zamiarów? Każdy ciągnie na swoje, stara się, każe, podchwytywa — aż tu śród tej cichej niwy usiłowań milczących spadnie piorun, pana Adama głos nieparlamentarny. Twierdzą jednak, że jedzie w skrusze i pokorze. Mnie znękanemu nowem będzie donękaniem to spotkanie. Dam tutejszych anim widział, nikogom nie widział — uciekam od wszystkich. Haeret lateri letalis arundo522. Nie znam nic podobniejszego do duszy mojej od wiersza tego — a wiersz jakżeż dźwięku rozpaczliwego pełen! Z Norwidem zapoznałem się — to nie z kaleczących ni raniących — owszem. Skarb mu wielki dan od Boga — byle go umiał użyć — to najtrudniejsze. Kolory i światło, to nic — ale tęcza uwita, rozpostarta na niebie z nich, foremna, rytmiczna, istna przepaska niebios, to wszystkiem — to trudnem i w każdej sferze ludzkiej, nie tylko artystycznej! Miły i uprzejmy duch ten norwidowy, ale zdaje mi się, że jeszcze sam siebie nie stworzył. Nie wyrzekł w głębiach swych własnych fiat lux523, ale przyjdzie ta chwila i stanie się on potęgą!
Jak to, fantów nie odebrałeś? A Adaśże ich Ci nie oddał, pod pieczątką, w kopercie, przeze mnie mu powierzonej? Zdaje się, iż Ci niemi najnikczemniejszą-m z przysług wyświadczył — bo zupełną obojętność, a żale, o których mróz, mówisz, że je skrysztalił, może by Ci przyniosły co innego, niż obojętność ludzką. Nic zaś gorszego od obojętności; przebacz mi, ale cóż chcesz począć z pękniętą machiną, którą już należy pod strych gdzie rzucić i zostawić pyłowi i szczurom na pastwę! Tu zaś wszystko harmonijnem dotąd, nie ma żadnych scen ni gwałtów. W Neapolu zmusi powstanie sykulskie rząd do przyłączenia się do Ligi Włoskiej. Pius ukochan przez lud — serce wielkie, dobra żądające i dobro dające. Wiesz, jak takie serca kończą w dziejach? — Na krzyżu — nie mniej ich idea zwycięża! Lecz one same pękają pod niewdzięcznością ludzi udarowanych i u-błogosławionych. Taki i jego koniec! Utinam sim falsus vates524! Co do Włoch, niezawodnie wygrana ich. Lecz droga, po której wyprawa owa wygrawać się będzie, może być bardzo rozmaitemi ścieżkami, potokami, awalanszami i prądami lawy poprzerzynaną. Jednak, bądź co bądź, nie obejdzie się to wszystko bez dalekich wpływów i drgań, udzielonych z pierścienia do pierścienia w łańcuchu ogólnym. O liście obłudy mówią u nas, że wszeteczne kłamstwo! Pewno Hieronim Ci już doniósł. Co mnie boli, to guizotowe postępowanie. — Quos perdere vult, prius dementat525. Więc p. Kajetan526, już i skądinąd mnie doszło — rozgniewał się na mnie, żem obowiązku dopełnił, żem nie chciał, by sam uszkodził w czymkolwiek dziełu swemu. Źle chyba mnie zrozumiał i nie uważał, że ofiarę robię! Wojewoda dotąd w Paryżu ale ma tu wkrótce się zjawić. Castelbianco pracuje nad Chrystusem, fale uśmierzającym. Ściska Cię serdecznie — dobry, poczciwy, milczący. Dzięki Ci za doniesienia o cholerze. Brat Elizy, Potocki Przemysław, przez nią wzięty.
Wiem, czuję, tam Tobie smutno bardzo od mrozu i nerwowo źle, a mnie tu słońce nie ożywia. Brak nam czegoś, czego dotąd nie ma na świecie, co dopiero w łonie bożem urodzone spoczywa i nie zeszło — ale zstąpi — a wtedy lepiej będzie nerwom! Biedny August fatalne godziny miał do przebycia. Jeśli go ujrzysz, powiedz mu, że mi bardzo źle na mózgu — że Konstanty 20-go miał stanąć w Paryżu, i żeby pisał do mnie. Więc u nas o stosunkach nie myślą włościańskich? W nich jednak kwestia życia lub śmierci. Jeśli szlachta nie wynajdzie kombinacji, nadającej godność ludzką i możność podniesienia się chłopom, a zarazem jednak nie wysuwającą ich, jak w Księstwie, spod wpływu tradycji, spod zależności moralnej od tejże szlachty, to źle, to bardzo źle, to fatalnie źle!
Pisz częściej, drogi Stanisławie, daruj mi ten list smętny — uważaj mnie za chorego, uważaj za jakiegoś Hamleta, co się zbliża ku piątemu aktowi — może ukoją się nerwy, może wróci siła — wątpię — ale cóż? Nie wielka szkoda ze straty jednego. Pal go diabli i niepamięć. Serce tylko swe zachowaj sercu memu! Pisz i pamiętaj, że Cię kocha