Rzym, 31 marca 1848 r.

[...] Wszystko, co się dzieje, apokaliptycznem. Wszystko przepada. Zda się, że stare wszystkie kształty w proch się rozsypią. Ale nim do harmonii augustowej się dojdzie, jeśli trza będzie przejść przez rządy Mickiewiczowej i Spółki, to abominatio desolationis. Zupełnie takie samo wrażenie, jak na Tobie Mickiewiczowa, na mnie Mickiewicz sprawił i sprawia, coraz okropniejsze. Ten człowiek ma się w głębi serca i ducha za kata, posłanego z góry, by karać świat. Wszystko, co August pojmuje miłosiernie i kryształowo, on pojmuje krwawo, mistycznie, obrzydliwie, a Towiański u nich niezawodnie ten, o którym w Apokalipsis, że laską żelazną będzie rządził narody. est opętanie w tem wszystkiem, bo jest chytrość, fałsz, podstęp, kłamstwo wieczne, okrucieństwo, a przy tem niesłychana potęga. Jednak na imię Chrystus zawsze ócz spuszczanie i tchórzostwo moralne, jak u czartów.

To Pankracowie wszystko. Dziś poszedł znów walczyć z Makryną...

Jużci za p. Adamem do jego hufcu, tu zebranego, nie pójdę; chybabym gardło chciał sam pod nóż poddać. Co zrobię, nie wiem jeszcze... Odpoczynkiem by mi była bitwa, huk armat, zapach prochu; bo żyć z takiemi postaciami, jak p. Adam, patrzeć na takie konwulsje piekielne, to przechodzi siły człowieka. Ledwo pióro trzymać mogę... Co tu się dzieje w duchach ludzkich, nie wyobrazisz sobie. Wszyscy Polacy się kłócą. Rozbrat i miecz przyniósł im Mickiewicz!... Eliza578 ściągnęła na siebie gniew pana Adama za to, że walczyła przeciwko niemu, za to, że on czuje, że jej nie może oszukać. Ja zapewnie takżem już zapisan na księdze tych, co mają być zatraconymi w nowej epoce.

Ściskam Augusta. Niech się zbyt nie cieszy, niech wie, że będzie abominatio — i niech wie, że towianizm już liczy ze 2000 adeptów. Niech tej potęgi się strzeże! Powiedz też Augustowi, że Towiański Żydów ogromnie nawraca, a p. Adam ogromne wrażenie sprawia na Moskali! Ledwo go jaki Moskal posłucha, lata jak szalony i wielbi proroka.

292. Do Delfiny Potockiej

Rzym, 5 kwietnia, 1848 r.

[...] Pisałem Ci wczoraj, że p. Adam u mnie trzy godziny przesiedział, ślicznie, układnie, miłosiernie mówił — a ledwo wyszedł, dowiedziałem się z rozmaitych stron rozmaitych krętanin jego i dwuznacznych słów i czynności. Obiecał był matce Makrynie, że chorągwi ze swymi dwunastoma nie poniesie do papieża, a tymczasem na łeb na szyję kazał jakąś uszyć, a bez twarzy Chrystusa, i dziś ze swymi dwunastoma ma się rzucić do stóp papieża podczas procesji na dziedzińcu Piotra.

Towiański podobno przybył, a mówił Makrynie p. Adam, że już nie przybędzie. A oni dwunastu chodzą po ludziach i grożą. Z tajnemi związkami włoskiemi narady mają, zwiastują, że nadchodzą rzezie w Rzymie, straszą innych Polaków itd., itd.

Tymczasem u mnie p. Adam barankiem słodyczy i miłości! Masz prawdę; grunt tego ducha to Israël, a Israel znaczy: „Ten, który walczy z Bogiem579”. Masz prawdę! Dobrze go znasz! Ale nigdy bym nie był pomyślał, że chytrość i fałsz do tego stopnia dojść mogą, jeżeli prawda, że na dziś on taką scenę publiczną z chorągwią swą odbyć zamierza i za pomocą tej chorągwi lud porwać. Śni mi się zawsze Legenda... — bo niezawodnie Towiańskiemu się wydaje, że jemu naznaczono kościół obalić rzymski i na jego gruzach drugi postawić! Okropne czasy, okropne, okropne! Kto wytrwa i przetrwa, ten zbawion będzie!