Manifest mi swój przyniósł p. Adam z 15 punktów, które jako słowa są niebem na ziemi, a jako czyn mogłyby się przekręcić w piekło na ziemi. Między innemi, obywatelstwa wszystkie prawa nadane kobietom, każda rodzina chłopska gruntem uposażona własnym, każda gmina gruntem gminnym, wspólnym. Polska podaje dłoń Russowi i Czechowi i całej Słowiańszczyźnie. Ewangelia staje się prawem politycznem i społecznem Polski. Na pomoc każdemu chrześcijańskiemu ludowi uciśniętemu Polska zawżdy bieży — słowem, jak gdybyś Przedświt zamieniła w kodeks.
Powtarzam: jako słowa na papierze, to niebo; jako wykonanie, może być piekłem. To zależy od wykonania! Pod tem wszystkiem coś leży, jest jakaś krętanina. On chce koniecznie stąd błogosławieństwo papieskie, albo Makryny te wynieść. Na to, by to otrzymać, gotów rozruch wszcząć między ludem.
Mówiłem mu wczoraj, że wciąż stawiając się na stanowisku Chrystusa, nie staje się Chrystusem, ale owszem uzewnętrznia się jak szatan. Z wielką pokorą przyznawał. A tymczasem adeptami swymi burzy Włochów! Bóg wie, co będzie na procesji dzisiejszej.
Ukradziono z św. Piotra głowę św. Andrzeja. Długo ją szukali. Wreszcie papież kazał pod bramą św. Pankracego kopać w pewnem miejscu ziemię i tam złożoną głowę tego apostoła Słowian odnaleziono o pięć stóp głębokości. Sam papież mówi, że nie może nadzwyczajnych ogłosić okoliczności, które mu dopomogły do tego odkrycia. Dziś procesja z tą głową. Czyby się nie chciało Towiańskiemu tę głowę odzyskać lub zdobyć, by na niej kościół słowiański założyć? Wszyscy wczoraj Polacy tu przerażeni byli w wieczór: zdawało się im, że coś na dziś gotuje się nadzwykłego. Ja pełen przeczuć nadzwyczajnie czarnych. Ciężkie czasy!
6 kwietnia. Wczoraj postawił na swojem p. Adam. Procesja wielka była do św. Piotra — odnosili ukradzioną głowę św. Andrzeja, apostoła Słowiańszczyzny. Z dwunastoma swymi szedł za papieżem Mickiewicz, a Gierycz niósł chorągiew, naprędce ukleconą: orzełka białego, srebrnego, na szczycie drzewca zatkniętego, a na płótnie czerwonem i białem dwa krzyże. — Nikt o podobnej nigdy nie słyszał. Ciceruacchio580 stał zaraz obok Gierycza, pilnując wszystkich jego ruchów; był im zaś oznajmił, że, jeśli chcą, mogą sobie pójść wraz z chorągwiami klubów innych rzymskich, ale że biada im, jeśli zechcą zatrzymywać pochód i krzyczeć lub mówić do papieża. Więc odbyło się cicho. Ci dwunastu tylko byli, żaden inny Polak. I tak wystąpił sztandar polski, zamieniony w znak jakiegoś tajnego towarzystwa słowiańskiego, niesion przez najzaciętszego towiańczyka, przez Gierycza.
Tak to wszystko u nas w kłótni, w niezgodzie, w rozdarciu się rodzi!...
Jeśli prawda, że wojna wydana Rosji, to natychmiast ruszę i karabin na plecy wezmę. Do żadnych nie chcę się mieszać teoryj i rozpraw. Com miał teoretycznego w piersiach, wylałem już. Teraz do czynu, i to najprostszego, i na śmierć, bo czuję, żem nie ze zwycięzców, ale z umierających.
Co do p. Adama, niezawodnie wielka w nim przewrotność. Dobrześ go osądziła, doskonale. Gdy do Paryża wróci, jeszcze tam narobi hałasu i pchać będzie do coraz straszliwszego zniszczenia. Doskonały niszczyciel! O, Boże mój, Boże!
7 kwietnia. [...] P. Adam wybiera się do Krakowa ze swoimi, by tam dzieło zacząć i panslawizm ogłosić. Gdy wracał zawczoraj z procesji z chorągwią swą, do odwachów gwardii narodowej posyłał swych uczniów z rozkazem, by broń prezentowali. Jeden odwach nie usłuchał. Wtedy sam p. Adam zbliżył się do żołnierzy i rzekł: „Przed dwoma miesiącami, gdyby chorągiew austriacka tak szła, bylibyście jej cześć złożyli, a dziś polskiej nie chcecie? Zaraz mi prezentujcie broń”. Włochy osłupiały i uczyniły zadość rozkazowi.
Jest w tym człowieku zewnętrzna ogromna odwaga, wszystkie jej pozory, ale tylko pozory; bo w gruncie ducha samym, ostatecznym, on się lęka piekła dla duszy swej ogromnie — i wyroku niczyjego wytrzymać nie zdoła. Celem niezawodnie jego jest: powrót do barbarzyństwa, i to zowie świata uchrześcijanieniem. W istocie czartowski to pomysł, a przed żadnym środkiem się nie cofnie, by go doprowadzić. Takich to duchów potworzył Towiański! Makryna o nim mówi: „Pycha, pycha, tchórz, plaśnie, jak marna mucha i nie zrobi nic!”