W oczy to mu powiadała — a on spuszcza wzrok i u stóp jej konwulsjonizuje, ale w końcu końców wszystkich zwodzi i podstępną chytrością ołudza; każdemu co innego mówi. Z Moskalami ogromnie się zawdaje i wciąż o panslawizmie im kazania prawi. Ma jednak wpaść do Paryża, nim do Krakowa pójdzie.
293. Do Augusta Cieszkowskiego
9 kwietnia, Rzym, [18]48
Mój drogi Auguście! Odebrałem z Paryża Twe przypisania się wszystkie. Już byłbym ruszył k’Tobie, gdyby nie Eliza, którą nie wiem gdzie zostawić, która chce koniecznie jechać także do Drezna, do matki — a napadły mnie zdarzenia bezpieniężnym. Listów kredytowych ni wekslów już nie wypłacają. W szalonem położeniu jestem. Sam rad bym polecieć k’Tobie — ależ jakże zostawiać ją tu, kiedy tu mówią o rzeziach, o abominacji, desolacji581 w świętych miejscach. Jednak w tych dniach rozstrzygnę mojemi losy i przez Frankfurt będę zdążał k’Tobie. Napisz tam do mnie słówko!
P. Adam tu niesłychanych dokazywał rzeczy: zebrał kupkę z 12-tu ludzi, prawie wszystkich nic wartych — chciał dla nich wymusić błogosławieństwo u papieża. Dotąd mu się nie udało. Z sztandarem niby to polskim, a w istocie Towiańskiego, bo z orłem srebrnym na spisie, a krzyżami dwoma białemi na polach białem i czerwonem sztandaru, pokazał się na procesji, która miała miejsce, gdy ukradzioną głowę św. Andrzeja, apostoła Słowian, odnaleziono w ziemi, pod murami miasta, i odnoszono do św-go Piotra. Kto był ją ukradł? Zapewnie ci, którzy nowy słowiański kościół zakładać zamierzają. Panslawizm przebija we wszystkich dążeniach pana Adama. Germańskiego plemienia nienawidzi.
Mój najdroższy! Wszyscyśmy pod sądem bożym o tej chwili. Gdzie Twój, gdzie mój ojciec? Czuję, pisząc, że piszę z nogami nad otchłanią jakąś, która nas jeszcze przedziela od królestwa bożego, od królestwa miłości. Czy abominacji już tam także nie masz, kiedy piszę te słowa? Pamiętasz, ile my razy o niej mówili! Biedne Sorrento w Paryżu, i nie wyjeżdża. Biedny mój ojciec w Warszawie, i nie wyjechał. Biedna Eliza tu i schudła, jak szkielet, i najczęściej bez zmysłów. Mnie zaś od stóp do głów dzieje się uczucie, żeśmy wszyscy pod sądem bożym. Ledwo piszę, jak widzisz. Skoro ściągnę ostatni grosz, ruszę zaraz. Może Elizę w Nicei zostawię. Pisz mi do Frankfurtu nad Menem. Radzisz mi teraz kupować dobra ziemskie — gdzie i jak? Gdzie czas? A zresztą od Thurneyssena kto wydobędzie co w tej chwili? O! Bodajby tylko abominacji nie było i Bóg zmiłosierdział nad nami! Przyciskam Cię do serca i błogosławię Ci, mój najdroższy, najdroższy Auguście!
Twój Furiis
O sobie nie myślę ni przewiduję innego coś, jedno karabin na plecy i dalej! Czy cicha dotąd Wierzenica? Kto mi odpowie? Ściskam Cię, ściskam, ściskam, jakbym czuł, że niedługo koniec mi, że może ostatni to uścisk Ci przesyłam. Pamiętaj o Chrystusie! Jakżeż św. Jan wszystko przewidział w tym poemacie proroczym, pisanym przed 1 700 laty!!!
Opasaniśmy wojną zewsząd — w Lombardii wre, na drodze z Tryjestu do Wiednia powstanie słowiańskie, w Genui 200 rodzin angielskich czeka dla braku koni, wziętych pod zaprzęgi wojenne. To wszystko niczem dla mnie, ale dla Elizy! O, nieszczęśliwy, kto w dniach takich musi się oglądać na kobiety i dzieci — winszuj sobie, żeś nie poszedł za ojcowskiem życzeniem! Winszuj sobie też, że Campotertio masz. Gdzie ją zawieść? Gdzie ją zostawić? Norwid wybiera się ze mną, innych kilku także, ale wszyscy, tak jak ja, zaskoczeni wypadkami, bezpieniężni. Jakoś jednak to będzie, bo być musi. Ah! Kiedy patrzę teraz na Twego synka chrzestnego i na Adzia, to mi się wydaje, żem ich zdradził, wprowadzając ich w życie.
Ledwo mogę nogami ruszać, tak mi choro i osłable. O ojca się troskam dzień i noc. Ah, czy odzobaczym się kiedy na ziemi? Będzie dużo cierpienia i dużo pocieszenia, mówisz? I jam tej myśli, ale przy tem myślę, że ja tylko cierpienia oglądać będę. Daj Ci Bóg oglądać pocieszenie! Wiedziałem, com pisał w Akwisgranie, kiedym błogosławił, umierając!!!