P. Ad.582 powiada, że przeczyta Ojcze nasz, skoro będzie w Paryżu. Tak mi kazał odpowiedzieć, ale pod warunkiem, że Ty z wiarą go odmówisz. Choć tak odpowiedział, w nim Chrystusa nie ma. Jest tylko Jehowa; miłości za grosz nie ma. Bucha tylko zawiść i nienawiść — coś piekielnego! Strzeż się ich — w każdym pychę rozbudzają — na tem zależy ich potęga; a w adeptach pijaństwo ciągłe. — W tem są χατ’ έξοχήν583! Cel ich ostateczny zawrót do attylowych czasów!

294. Do Delfiny Potockiej

Rzym, 10 kwietnia 1848 r.

P. Adam przyszedł mnie pożegnać wczoraj. Był jak człowiek zabity. Od kilku dni wszystko, co tu chciał robić z Włochami i Niemcami, mu się nie udało. Ostatni raz wczoraj widział się z Makryną, która mu powiedziała: „Porwałeś się jak lew, a upadniesz jak mucha. — Odtąd same upokorzenia zbierać będziesz i nic Ci się nie uda, aż do Boga się nawrócisz”. Był po tem pożegnaniu się u mnie — miękki, tkliwy — ściskał mnie i żegnał ze łzami, przysięgał, że gdyby czego Ci było potrzeba, to on Ci usłuży i obroni Cię w Paryżu. Ściskał mnie do zaduszenia. Wyglądał na człowieka zupełnie przełamanego. Mówiłem mu jeszcze, by siał miłość, nienawiści nie krzewił. „Masz święte prawo tak mi mówić” — odrzekł i jeszcze ściskał mnie bardziej, jak dziecko, jak pół-obłąkańca, jak starzec rozbity. Wszystkiego tego cechy były na nim, a szczególnie jakby strach przyszłości i w własne losy nieufność, jakby zwątpienie o towiańszczyznie. Niezawodnie w gruncie ten ryczący czasem tygrys ma serce, pełne niepewności. Pycha je nadyma, a źdźbło słomy, napotkane na drodze, obala; w godzinę później znów pycha podnosi i nadzieja, że Towiański posłannikiem z góry, aż znów w kwadrans przychodzi mu do myśli, że on się czartowi oddał i że zaginie duszą w piekle. Z takich żywiołów złożony ten człowiek, i on szczerze jest najprzewrotniejszym i stąd też najniebezpieczniejszym z ludzi.

Rozstałem się z nim jak najlepiej. Jeśli go więc odzobaczysz, nie mów nic jemu, coby go mogło rozdrażnić. Guarda e passa584... Żegnając mnie wczoraj, rzekł: „Dziękuję Bogu, że się tak rozstajemy, a nie inaczej”. — Jeszcze, nim przyszedł mnie pożegnać, namawiał pannę Łopacińską, by szła z nim i z tymi dwunastoma, obiecując jej, że będzie ministrem, kiedy matka gniewała się i stawiała opór entuzjazmowi córki!

Mówił mi też, że Paryż niebezpieczny, ale Rzym stokroć niebezpieczniejszy, że tu będzie rzeź księży. Ku księżom pała piekielną nienawiścią.

Butieniew wczoraj mówił Kisielewowej, że sprężyną tego co dziś ma się stać, Mickiewicz i jego dwanaście uczniów, czy towarzyszy. Prowadzi ich on do Mediolanu, a sam do Paryża jedzie. W Poznańskie mu się nie chce.

Dogmat towiańszczyzny twierdzi, że przez Moskwę Polska wstanie, więc, że nie według reguł sztuki, nie chce jej przyjąć od Niemców.

Gdyby wojna była, natychmiast, gdzie pierwszy pułk w mundurze polskim wystąpi, tam idę; ale mieszać się do rozpraw komitetowych nie myślę i nie radzę nikomu...

295. Do Delfiny Potockiej