Rzym, 13 kwietnia 1848 r.

[...] Wczoraj papież mówił Elizie, że za dni kilka wyjdzie potępienie towiańszczyzny jako najsroższej herezji w stosunku do kościoła. Mówił też, że ostatni fałsz, jakoby im błogosławił; że już go nie widział585 od chwili, w której stanął przed nim w deputacji od sejmiku tutejszego i tak krzyczał i za ręce go chwytał... Pamiętaj, że towiańczycy to okropni ludzie, przekonani, że Bóg im kazał być katami wieków! Nie krzycz na nich, nie wydawaj się przed nimi, bo najprzewrotniejsi z ludzi; u nich przewrotność świętością. Papież zalecał, by, o ile można, starać się walczyć przeciwko nim.

[...] Koniecznie chciał Mickiewicz kokardę czerwoną, ową przez Lamartina586 z wielkim jego żalem odepchniętą, przywiesić do chorągwi tej polskiej, z którą tu wystąpił, ale oparli się sami jego uczniowie. Czerwona chorągiew jest ideałem Mickiewicza. Pamiętam, wściekał się w kłótni ze mną, gdym twierdził, że bohatersko spisał się Lamartyn, opierając się jej. To wiedz, że błogosławieństwa żadnego od papieża nie wziął, że papież go już nie widział, od kiedy z Orpiszewskim i księżami był u niego przedtem, nim zawiązał w towarzystwo tych trzynastu swoich, że papież potępia towiańszczyznę, że powiada, iż powinni Polacy i Polki kongregację założyć przeciwko niej taką, której by obowiązkiem było modlić się co dzień i wzywać łaski bożej przeciwko ich wpływowi. To są słowa samego Piusa, wyrzeczone wczoraj. Ręczę Ci, że prawdziwe, i przysięgam. Gdyby więc kłamać chcieli, to możesz prawdę oświadczyć. Zresztą jutro, czy pojutrze wyjdzie Towiańskiego potępienie. Przeciw zaś Mickiewiczowi nic nie wyjdzie, bo papież ufa jego słowu, gdyż przysiągł u stóp papieskich, że odstąpi mistrza, skoro mistrz potępionym zostanie. Pewny-m, że nie dotrzyma przysięgi. Ale powtarzam Ci, słowa: Chrystus i miłość zabijają go, spuszcza oczy i truchleje, skoro je wymówisz. Na polu daleko niebezpieczniejszem wystąpić mi przyjdzie przeciwko niemu i dopełnię tego obowiązku.

[...] Okropni są ludzie, okropni na planecie tym! O, jeszcze czas królestwa bożego nie nadszedł. Lękam się, by noc zezwierzęcenia się ludzkości jakowegoś nie następowała na świat. Bande infernale Prodromu587 wciąż mi na pamięć wraca.

Dzielny, arcydzielny Twój list do mnie z 31 marca, gdzie mi wyrzucasz, żem nie wystąpił przeciwko Mickiewiczowi. Powiem Ci jeszcze jedną rzecz. Lękam się, by w losach moich zapisanem nie było hrabiostwo Henrykostwo. Dziwnie mnie, ale jak najsprawiedliwiej zamęt niesłychany dziejów ludzkich mógłby do takiego położenia doprowadzić... Ah, chciałbym moich ocalić, ale ocalić na zasadach sprawiedliwości i szlachetności, przyszłość zapierścienić o przeszłość, nikogo nie gubić, wszystkich pojednać... Świętość i piękność i światło kochałem, a spotkam się z piekłem; a piekło mówić będzie: „Jam w imieniu przyszłości”. Cóż wtedy serce uczyni? Oczywiście odpowie: „A jam z przeszłości rodem, ja piekła nie chcę, ja piekło wyzywam”.

296. Do Augusta Cieszkowskiego

Wielkanoc — 1848, 23-go kwietnia, Rzym

Drogi i najdroższy! Mam nadzieję, żeś wciąż w Berlinie — żeś w zamęt i odmęt nie zapadł, żeś cały i zdrów, żeś na czasy bliskie a organiczniejsze zachowan. Wieści z Księstwa okropne — rozdzierające a błędne. Wojną przegrodzeni od Niemiec, od 10-ciu dni i więcej „Allgemeine” nie mamy. Tu zaś na każdy dzień zapowiedzian rabunek, rzeź, abominacja w świętych miejscach. „Śmierć Piusowi!”, piszą po wszystkich rogach ulic. Życie stało się udręczeniem. Miejsce każde drży pod stopami. Co chwila mi przed oczyma ojciec. Ah, i w Tobie także musi się choć 10-ta część dziać moich udręczeń. Okropnie — okropnie!

Wczoraj przyszło doniesienie, że i biedny Thurneyssen pękł. Miałem jeszcze z 800 000 fr. leżących u niego, powierzonych mu, więc będę musiał wpaść do Paryża na likwidację i inne interesa. Grosza nie mam, nie wiem, skąd pożyczyć na podróż, gdzie Elizę zostawić, co zrobić? Ah, dzieci i kobiety! Mówiłem Ci, zabierz owe 10 000 fr. a Ty natomiast swoich zastawnych zostawiłeś 12 000 fr. Czego mnie nie było usłuchać? A ja także głupi, pani D-ny instynktu nie posłuchałem, gdy radziła przed dwoma miesiącami moje, ze Śliwna pochodzące, umieścić w 3%. — Teraz zapewnie-m wszystko — to jedyne moje na świecie — stracił! Eh, zostało Chamtercier i Rey588 do sadzenia kapusty, kartofli i zbierania oliwek!

Mój najdroższy, najdroższy! Od kiedym przez Mickiewicza dojrzał szczelin społeczeństwa, a na wskroś przez nie otchłani, nad którą w tej chwili stoi ludzkość, stało się coś we mnie okropnego: jakby uroczyste przerażenie, ale nie człowiecze, kosmiczne raczej, ogarnęło mną. Ten człowiek pomieszał mi mózg i serce. Ah, jaki okropny, jakie jego cele, dążności, zamiary, te same, co wszystkich tajnych świata piwnic, tych ludzi podziemnych, których zowie Hoene la Bande Infernale589. Strzeż się ich! W wielkiem niebezpieczeństwie i Europa i Polska. A Polska tylko zbawi Europę, jeśli będzie czystą i mądrą.