Nic a nic wymiarkować nie możem z wieści poznańskich, galicyjskich i moskiewskich. O Leuchtenbergu590 twierdzą, że niezawodna. Oszaleć trzeba dziesięć razy na dzień! Donośże Sorrentowi o sobie, bym wiedział, gdzie Ty i co robisz. W tych dniach wyjeżdżam, Elizę nad Ren odwiozę. Stamtąd puszczam do Drezna, sam zaś poskoczę do Paryża, by, jak Marius, usiąść na ruinach kapitałów roztrzaskanych i coś urządzić i komuś powierzyć interesa. Dziś wielki dzień, nie tylko noc, bo wybory we Francji: od nich los świata zawisł. Tu od tygodnia dni i nocy opłakane pędzim. Co chwila grożą nam rabunkiem i zgonem, papieżowi śmiercią. Powiadam Ci, że, jeśli kiedy w życiu jeszcze zejdziem się na kilka godzin ciszy i rozmowy spokojnej, bądź u Muellensa, bądź na cmentarzu, jak w Opinogórze niegdyś u grobu biednej pani de la Haye, to, padłszy na kolana, podziękujem Bogu i uznamy, że te kilka godzin ciszy i spokoju to niebo na ziemi. Co chwila, co chwila marzyć, że ktoś z ukochanych na ziemi w tej chwili ginie: ojciec — Sorrento — Ty. Albo znów, że dziś w wieczór, że jutro rano, że oto za godzinę Elizę zarzną i Adzia — i Twego chrzestnego!
Mickiewicz przyłożył się ogromnie do tutejszych rzeczy zgubnych. On i jego zwolennicy pracowali śród ludu, a nie tak ludu, jak śród sektarzy rozmaitych. Ah, to okropni ludzie! Ah, to zdrajcy absolutne, zdrajcy wieków! Zawrót świata do stanu dzikich ludzi — oto ich cel, oto miłość i piekielna otucha! I to wolą bożą zwą! Strzeż się ich! Strzeż! I jeśli Bronisław gdzie blisko Ciebie, ostrzeż go także! Jam pewny, żeś: w Berlinie; musi być i Konstanty z Tobą. Uściskaj go ode mnie i siebie też. Wciąż Ci do Berlina będę pisał. Kocham Cię, i kocham, i kocham na zawsze, mój Ty drogi Auguście! — Bóg Cię strzeż od nieprzyjaciół!
Twój Furiis
Norwid Ci się kłania — ze mną jedzie. Rogierowi się przypomina. Wstaję z łóżka, by Ci to pisać, bo od dwóch-em dni leżał.
297. Do Stanisława Małachowskiego
1848, Rzym, 15 maja
Drogi mój! Z listu pani D. i z „Nationala” dowiaduję się, żeś z Quicorain zawrócon do Paryża. Podziękuj Belgijczykom, bo cóż byś pojechał robić czy do Księstwa, czy do Krakowa o tej chwili, w której trzech rozbójników znów nas dusi, a my sami wewnątrz siebie samych się zarzynamy! O, emigracja centralizacyjna odpowie przed Bogiem i sądem historii za powtórny grzech! Już po raz drugi skutkiem jej zachodów wrzucenie nas w ręce Moskwy. Co list do Metternicha zapowiadał591, to teraz kształt na się wdzieje i rzeczywistość. Najokropniejsza to z dróg, któremiśmy mogli zdążać do zmartwychwstania, bo zmartwychwstaniem, ale jakimże kosztem, po iluż łez, krwi i sumieni, a to najgorsza, wylewie; tak, sumieni, oczywiście albowiem, że nadchodzi chwila, w której nie tylko los od nas łez i krwi, ale jeszcze sumienia naszego zażąda. Germanów szkaradne krzywdy, wywołane po części szkaradną naszych demagogią, walka, wszczęta w Księstwie między organizującymi się a organizatorami, poprowadzi tok naszej sprawy prosto w ręce czyhającego Moskwicina. Przyjdzie do tego, że będziem musieli, by odżyć, pobratać się z plugastwem chuci słowiańskich, a my powinni panować z góry im, i wyczyścić je, i zlać z zachodnią światłością i wiarą. Lecz ludy w rozpaczy nie rozumują, pędzą choćby w otchłań, skoro do ruchu się zerwą. Widzę to wszystko z goryczą niesłychaną serca, widzę. Chyba, że się Germany upamiętają. My ich i siebie i Słowiańszczyznę zbawić mogli, taki był nasz los niebieski, a teraz przyjdzie do tego, że my ich i Zachód tępić będziem. Módl się, módl się, stary szlachcicu polski, módl się do Boga, by się to nie ziściło, by się sny towiańczyków nie sprawdziły; bo, choć odżylibyśmy takim sposobem, toby pochłonęła nas Słowiańszczyzna, a nie my ją podnosili i nauczali być narodem.
Odpisuję tak późno, bo sił, palców, myśli-m nie miał do pisma, a potem dni te straszne nastąpiły. Rzeź i rabunek co chwila zaglądały przez bramę, przez okna. Czuwaliśmy po nocach z Norwidem i Orpiszewskim, otoczeni dubeltówkami i pistoletami. Lojola592 ściśle się powiązał z Mazzinim, oba starali się o anarchią i upadek Piusa. Biedny Pius, dał sumienie święte i czyste uwieść pierwszemu, a wtedy pierwszy rzekł do drugiego: „Obal, a zemścij mnie!”. Taka prawda dziejów tutejszych. Lękam się o kopułę593, by, porysowawszy się, nie runęła.
Jeszcze dni kilka tu zabawię, po czem pośpieszę do Paryża i mam nadzieję uściskania Cię tam.
Owe dwa tysiące franków zostaw księciu594 i ostrzeż o tem Władysława595, któremu je winienem z powodu niewypłacenia pewnego innego wekslu.