P.S. Żywot nieznośniejszy mi coraz!!!

299. Do Adama Mickiewicza

1848, 1-go lipca

Kiedyś nie wiedział wprzód, teraz, po dniach czerwcowych, dowiedziałeś się, Adamie, czego wyobrazicielem sztandar czerwony, za którym tak tęskniłeś w marcu. Raczej, zdaje się, nie chciałeś wiedzieć. Dziś chcesz li, nie chcesz li, musisz. Sam albowiem ten sztandar rzecz swoją wypowiedział swemi napisami światu, sam wystąpił przez czyn, rzucił się do mordu, łupieży, wszeteczeństwa, pragnął zniesienia nie onych rzeczy, co przemijalne i przemienialne, ale owych, co wiekuiste tak na planecie tym, jak po wszystkich światach — bluźnił bożym prawom, arcybiskupa zamordował. Gdybyś miał siostrę, siostrze by Twojej nie przepuścił, gdybyś miał syna szesnastoletniego, byłby Ci go na wieki, zostawując mu życie, zesromocił. Kwasem siarczanym, zatrutemi kulami, kłamstwem i zdradą, od piekła zapożyczonemi sposoby darł się — a do czego? Do rozkoszy episjerów, do zbytków, które przeklina, póki ich nie osiągnie! Takie dzieje czerwcowego sztandaru, o którym takeś się ze mną sprzeczał. Upamiętaj się, człowiecze, i już nigdy nie powtarzaj, że takie czasy dziś, iż Bóg samych łotrów dobiera do sprawy swojej. Takich czasów nigdy na świecie ni było, ni będzie. Bóg nie dobiera łotrów do dzieł swoich, ale taki piękny, że, choć łotry wmieszają się w sprawę ludzkości, On z ich szkaradzieństw jeszcze umie piękność jakąś wiekuistą wyratować — taki dobry i miłosierny, że, choć łotry zwyciężą dnia pewnego, zwycięstwo samo ich gubi i zabija, a dobroć wiekuista w wyższe jeszcze okręgi świat porywa. Nie z łotrami więc trzyma Bóg, ale z ludzkością, którą stworzył przeciw łotrom, którzy się odstworzyli. Taka jest prawda, Adamie; mówiłem Ci ją w Rzymie. Teraz koniecznie uczułem sumienie, na mnie wołające, bym Ci ją powtórzył. Podziękuj Bogu, żeś tu się nie znalazł podczas tych dni, bo byłbyś duszę swą aż na samo dno piekła strącił. Opatrzność i dane Ci od niej natchnienie wyratowały Cię. Podziemie Cię paryskie schwycić i wycisnąć ze siebie, jako jedną z iskier swych, nie zdołały, choć taki miał być los Twój. Dziękuj, dziękuj Bogu, byłbyś Polskę w sobie odzacnił, a nad zacność nic wyższego, a szałem mniemać, że może być świętość i sprawa boża bez zacności. Wygraj mi pieśń bez dźwięków.

Bóg Cię prowadź i pobłogosław, Bóg strzeż ducha Twego!

Zyg. Kras.

Izrael w Poznańskiem dowiódł, o ile Polszcze przychylny. Książkę-m Ci Twoją oddać kazał, jakoś był zalecił. Za ostrzeżenie z Bolonii dziękuję, nie ruszyłem się jednak wtedy, bom ciekaw był widzieć w Rzymie czerwonego sztandaru powianie.

300. Do Ludwika Orpiszewskiego

1848, Babilon601, 14 lipca

Mój drogi! Kilka słów tylko. Dotąd-em tu — odwlekany termin strasznego rozruchu mnie wstrzymał od dnia do dnia. Na dziś naznaczona zguba Babilonu. Myślę, że nic nie będzie, alem się został. Zawczoraj Tow-go602 i Guta zaaresztowano — o tej samej godzinie cud się zdarzył, bo o tej samej zjawił się tu brat Adam i wziął znów rządy i zastępstwo. Wierz teraz tym ludziom i ich wyznaniom, legiom, itd. Oczewiście, com twierdził milion razy, oczewistem się pokazuje. Towianizm w ścisłem połączeniu z podziemiami, w których się knują spiski szatańskie przeciw ludzkości. Nigdy wyobraźnia nie zdoła wymarzyć okropności, tu się dziejących po pewnych lochach. Są teatra, gdzie upajają ludzi, by się bili na noże i od tego bilet się płaci; są zgromadzenia, na których tańcują koło jakichsiś bałwanów itd. Mitra i wschodnie czary wróciły. Do trzydziestu już naszych przytrzymanych, co się bili na barykadach; co będzie z M-czem603, to zobaczym, ale przyjechał, jest i duszę może aż na samo dno piekła strąci, jak i sam mówił i sobie proroczył. Towiański, gdy go brano, rzekł: „Gdybym nie chciał się dać wam, toby i 30 000 mi rady nie potrafiło dać”. Parodia nędzna Chrystusa!