Więc do obaczenia, drogi, lub też do nie obaczenia, ale zawsze obaczysz Elizę i małych, to jest dom swój, przejazdem choćby w Badenie.

302. Do Cypriana Norwida

30 sept. 1848

[...] Wiedz, co świata rzeczywistość: z kryształu ideał, zdarzenia z błota, czyn ze cnoty diamentowej. Oto są trzy integralne części wszech-dziejów. Jak w zwierciadle, duszę w pierwszym odbijać, jak z potworem, walczyć z drugim, a w Bogu zaczerpywać sił do trzeciego! Szczególnie dziś i teraz to prawdą, gdy Germanie wstąpili na scenę działań. U nich albowiem między kryształem a błotem, ideałem a wydarzeniem przepaść. Z drugiej strony i to trza wiedzieć, że nieraz, kto w samym zwierciadli się krysztale, ten przywyka być sam marą i wszystko za marę uważać — a gdy przyjdzie mu do czynów na skalistych i zwinnych drogach planety tego, nie dorównywając siłą potrzebie, jak najłacniej stacza się w burzę i wir i kip wydarzeń. W imię idei przystawa na zupełnie nieidealne środki i sposoby, ją widzi w oddali, dla niej gardzi potocznością; a jednak czynem istotnym: w potoczność ją, tę ideę, cochwilnie wcielać, nie skakać dla jej miłości gorętszej, odczerniać te pomyje dziejów złotemi jej blaski! To zwie się cnota — tego nigdzie nie ma dzisiaj, i dlatego źle i dlatego jeszcze gorzej będzie!...

[...] We wszystkiem, co się stało w Romie, widzę absolutne błazeństwo, błazeństwo, posunięte aż do szczytności. Nikt nie uczynił tego, co był winien sobie, wiekom, nawet stronnictwu swemu, nawet pasji swej, nawet zbrodni swej. Jeden tylko Rossi — bo upadł i skonał przy dokonywaniu swej myśli, swej powinności, a upadł i skonał, jak żył: z pogańską ironią i spokojem. Lecz Pius IX z krucyfiksem w ręku nie wyszedł do zbójców ostrzeliwujących Kwiryna!, nie rzekł do nich: „W imieniu Boga, nie!” — nie zatryumfował w nich czy obaleniem ich przed sobą na kolana, czy też własnem obaleniem się ciała swego przed nimi, przebitego od nich kulami męczeństwa. Wtedy byłby zmartwychwstał potężniejszy daleko — a teraz acz żyw, czy też zmartwychwstanie?

Książęta i szlachta rzymska warta Gemonii611. — Ani się jeden nie opowiedział przy papieżu, a niektórzy, strachem gnani, szpad dobyli przeciwko niemu. — Kazałbym bosych, w śmiertelnej koszuli, z powrozem u szyi zaprowadzić przed własne herby, gdzie bądź sterczą, z murów, czy pałacowych, czy cmentarzowych, czy kaplicznych i lizać bym im kazał te herby własnemi języki, ażby wylizali, choćby przez rok cały lizać przyszło — a potem zaprowadzić na szczyt Kapitolu i jednego po drugim przywiązać do ogona konia brązowego Marka Aureliusza, z napisem na czole: „Tak zwał się jeszcze 15-go nowembra 48 roku”. Przekonanym, że się w Rzymie wszystko rozlezie. Może przy tem będą zawieruchy uliczne, mordy, rabunki, lecz nic wielkiego nie powstanie. Mamiani pedantem — pedanty nigdy w dziejach nie znaczą nic. Lepszy najprostszy jenerał, co umie brygadę prowadzić, niż najuczeńszy i frazesów najpełniejszy, a bez ducha erudyt. Sterbini zaś tchórzem — mógłby wygrać rolę Robespiera, jak każden tchórz, ale czasu nie będzie miał ni materiału. Że Zucchi przywróci papiestwo — wszystko smutnem! U starych żadnej idei, u młodych żadnego charakteru. Epoka nikczemna! Z robaków jej dopiero, gdy przestaną się wić i rozgniją, wiosna jakaś tchnieniem z góry wyprowadzi kwiaty!...

303. Do Augusta Cieszkowskiego

1848, 22 oktobra, 38, Math. neuve (Paryż)

Mój drogi! Niech Ci Bóg daruje troskę, którą nas napełniasz. Od wyjazdu ani słówka! Żebyś wszechświatem rządził, tobyś mógł był jeszcze od dni tylu znaleźć chwileczkę do napisania jednego: zdrowym — i więcej się od Wasana Dobrodzieja nie żąda.

Śród cholery i zbiegowisk ludowych jesteś, a konstytucji nie wotujecie.