Drogi mój! Dzięki Ci za list — a bez daty, jak zwykle — domyślam się, że 25-go lub 26-go. Razem i list, przez Kasię613 pisany, dziś odebrałem. W pomieszaniu zmysłów chciał sobie w łeb strzelić614. Do tego dowiodły go potwarze demagogiczne naszych wariatów. Bóg im zapłać! Ale zbawiony. Adam615 był przy nim i nie dał mu się zabić. Prawda! Bogu kornie czołem uderzyć o ziemię za drugie ocalenie — a kiedy mówisz „drugie” kto wie, czy nie dziesiąte? A Twój ojciec — a mój? Zgasła cholera już w Warszawie i wkoło Warszawy — a Ty, a ja, kto wie, ilekroć śmierć koło nas krążyła? Słabym, jak pies, na nerwy mózgu. Wszystkie te gromy mnie rozwiązały. Zda mi się, że co chwila z zawrotu padnę! Dziwna rzecz, konania, a do śmierci nie dochodzi; apokalipsy, a do zniszczenia Babilonów nie dochodzi! Czy to czasem nie ostrzeżenia Pańskie pod figurą o rzeczywistości. co nastąpi niechybnie, jeśli jedni i drudzy grzesznicy pozostaną w grzechu? Mój drogi, i o Ciebiem się natroskał niepomału. Dzięki Bogu, żeś zdrów. Lękam się jednak wciąż i co chwila, bo Berlin mi wygląda na paskudnie zarumienić się mającą knajpę!

Mastai616 mi pisze z Rzymu, że Austria sieje pełną ręką anarchie najokropniejsze wszędzie po Włoszech i że stąd pójdzie Włoch ruina. — 5-go lub 6-go nowembra będę w Baden — wraz z Krucyfiksem617. Vado618 tu jeszcze. Dzięki Ci, mój Auguście, za Twoje kochanie, dzięki temu kochaniu, żeś kląkł; dobrze i klęknąć czasem, w tych czasach! Ściskam Cię, a więcej nie mogę pisać, bo głowa drga, jak galareta. — Pani D. jak najtkliwiej Ci dziękuje za pamięć.

Bądźże mi zawsze cały i ocalon i zdrów i natchnion i wierz, że kochasz kochającego Cię na wieki.

Furiis

Pamiętaj, każ do gazet niemieckich przetłumaczyć list mój z Debatów o Jerzym. Ten list będzie mu pociechą! Kasia pisze, że będzie musiał się wydalić na czas od wszelkiego zajęcia. Już Eliza pisała doń, prosząc, by przybył do Baden. Co za rok Auguście! Co za rok! Co za ręka sądna!

305. Do Ludwika Orpiszewskiego

Brzeg Oceanowy, 1848, 29 oktobra

Drogi mój Ludwiku! Co za fatalizm ścigający! Wiesz zapewne, że temu 4 tygodnie pani Krasińska konno pojechała z Leopoldem Krasińskim na przechadzkę, a gdy wracała po niej, zślizgnął się Leopold z konia, legł u kopyt i umarł rażony gromem apopleksji. Więc Pani Krasińskiej to nie pomogło na zdrowie. Teraz znów inny a jeszcze dla niej gorszy przypadek. Bona się pomyliła — o 7-ej z rana 8-go oktobra miano jej nalać do szklanki lekarstwo na nerwów uciszenie, nalała drugie, dane do zewnętrznego tarcia. Morfiny pół szklanki tak wychyliła od razu Eliza. Natychmiast uczuła piekło w piersiach i gardle. Szczęściem organizm sam odparł zaraz część trucizny — ale przez 18 godzin nie wiedzieli przywołani lekarze, czy wyżyje — przez 18 godzin jej łóżka nie odstąpili. Dali jej gran 12 emetyku, dali 120 ipekakuany, wreszcie trucizna zupełnie wyrzuconą została — i ocalała, ale bliska już była grobu i ksiądz przez czas ten cały stał w przyległym pokoju. Pojmiesz, że i to na zdrowie jej nie pomogło, ni mnie, a teraz mój biedny, kochany Jerzy Lubomirski dostaje w Wiedniu chwilowego pomieszania zmysłów, z rozpaczy przez potwarze naszych czerwonych sprowadzonej, i podczas tego obłędu w łeb sobie strzela619. Szczęściem Ad. Potocki, przytomny, ocala go; podobno tylko lekko ranny na twarzy, a na umyśle już zupełnie przytomny. Czy nie fatalność tego roku! Wszędzie, zewsząd, ach, to strach! Za dni kilka będę w Bad Baden, zabawię tam do decembra, a w decembrze do ojca, który nie może wyjechać, pojadę, zachowując Elizę zagranicą, by tem potem łatwiej samemu się wydobyć.

Lecz któż wie, jakie czyje losy? Może się i nie wydobędę tak łacno. Posłałem Ci sous bande to, coś lubił; nie mów nikomu o autorze, a o rzeczy, jeśli chcesz, mów — udziel też i Norwidowi. Mickiewicz jest w Babilonie wciąż, wziął na się wychowanie Ksawerego620. Biedny chłopiec — mówią mu, że „W. Duch”...

Wiedeń się jeszcze nie poddał, ale to go nie minie — póki demagogii, póty nas nie będzie! Lecz też póki w Rzymie nie pojmą dni obecnych, póty Rzym nie będzie siłą. Ogromny o tem list pisałem do Sig. Luiggi zawczoraj, o to przez niego zaproszon.