Od kilku tygodni zapadłem w ciężką grypę a cięższą jeszcze melancholię. Widzę przed sobą czarną przyszłość nad miarę. Nie wiedzą, co czynią, ludzie. Społeczeństwo przywiodą do odspołecznienia się, cywilizacją do upadku. Skończą tak, jak rzymski świat: on na cezarach, oni, dzisiejsi, na rzeczpospolitach — odwrotny koniec, niemniej koniec zawsze. Nikt swego czasu nie rozumie, nikt nie widzi otchłani, nad którą stoi — wisi na włosku.

W Romie piękne dzieją się rzeczy. Żeby Pius był pojął, że powinien zawsze i wszędzie gwelfem być, nie byłby tego puginału na siebie spuścił do rąk wrogów swoich.

Stało się. Światłokrąg z frygijskich czapek czerwieniał na krużganku kopuły ponad grobem Piotra i pod spodem śpiewał ktoś Te Deum.

Pisz częściej, proszę Cię, mój drogi. Konst. Cię ściska. Ja z serca sił wszystkich również. Kiedy tylko zechcesz, przybądź tu do mnie, Blumen-Haus 10. Nie mogę Ci wypowiedzieć, jak okropną przyszłość, a bliską, już widzę. Gorzkie żale mi prześlesz? Ludzkość i piekło nie czytałem. Cóż to za nowy Bzika bryk?

PS. Niech Bóg broni, jaką korektą cieszy się „Przegląd!” Wszelka myśl potwornieje w takiego druku bezkształcie. Jakżeż chcieć, by w czytelników się wpajała, kiedy wygląda na twarz skancerowaną, bez ócz i nosa! Szczególnie poezja nie znosi takich nadużyć zecerskich. Jeśli Ci Twoje one 3 arkusze podobnie wydrukowano, to dziwnie ludzie będą musieli sądzić o rzeczy. Litera docet, litera nocet636 — jeśli gdzie prawdą, to tu. Mam z grudnia i stycznia Przegląd z sonetami Konstantego. Za głowę się kilka razy brałem, nie mogąc sensu sam zrozumieć. Cóż to za Psalmy, czyje, wyszły w lutym? Prosiłem Augusta, by mi je z Berlina przysłał. Co się tyczy izydorowych papierów, powiem Ci ze wstydem a skruchą, że dotąd nie przejrzane, nie uładnione („ład” źródłosłów), a potem wiesz, że ten biedny a poczciwy Izydor czasem nie jest absolutnym ortodoksa. Ach, ręce opadają, słowo zamiera na ustach, bo przeznaczenia idzie ku nam wszystkim rydwan, najeżon w kosy i noże! Jagiernauta wóz! Nie mów nikomu, żem taki melancholik, bo wielu jest, którzy dopiero śmierć uczują po śmierci!

312. Do Augusta Cieszkowskiego

1849, 20 lutego

Mój drogi Auguście! List Twój wczoraj z 15-go mię doszedł wraz z przesłanemi „Przeglądami”, za które Ci serdecznie dziękuję. Prawda, nieraz łudziliśmy się razem nadzieją przemienienia się, a nie przetworzenia się w zgniliźnie i robactwie! Lecz, jeśli pamiętasz, jam to łudzenie się przejął od Ciebie. Jeszcześ mi je do serca wpychał na termach Karakali, mija temu lat dziesięć, pamiętasz? W głębi serca jednak górą mi zawsze smutne biły przeczucia i, od kiedym na ziemi tej, niewiele dobrego spodziewać się umiałem od promieni słońca. Dopiero, kiedy kazano mi wierzyć, wierzyłem — chciałem wierzyć. Sam sobie rozkazywałem Mimo wszystkie te usiłowania wiekuista ku losom podejrzliwość i druga wiekuista ku naturze ludzkiej, kassandrowe mi słowa sprowadzała na usta. O mój Auguście! Z iluż to kielichów goryczy pić jeszcze musim, nim odejdziem z planety tego? Wszystkie austriackie, frankfurckie kroki itp., pochodzą z głównej przyczyny, że wybrali się iść w królestwo boże, a bez Boga. Chcieli gmach postawić, a wapna nie mieli, tylko cegieł kilka. Słowa Machiawela, które przeczytasz, a które taką prawdą na dziś wszędzie, dowodem, że natura ludzka, że wola ludzka nie odmieniła się od wieków czterech, choć inteligencja się rozszerzyła i wzrosła nauka. My zaś od samego początku wypadków także, jak błędne owce, działaliśmy. Zawierzyliśmy zrazu umizgom demagogicznym — mieliśmy demagogów za ludzi! Naiwne z nas istoty! Tymczasem z tego wszystkiego wypada, że wewnątrz, u siebie, rozspołeczniamy się coraz gorzej. Coraz dalej pokolenia nowe od poprzednich odbiegają. Będzie kiedyś u nas nie już nawet komunizmu społeczna walka między posiadającymi, lecz jeszcze głębiej w rozstrój zapadająca bójka, bójka już w okręgach natury między 40-sto a 20-sto letnimi! Może też między kobietami a mężczyznami — między rodzicami a dziećmi! Jeszcze do tego dojdzie, bo celujemy we wszystkich przesadach! Dii, avertite omen637!

Rzeczpospolita w Romie, we Florencji, papiestwo rozdeptane! Papież powróci za pomocą zewnętrznej przemocy, tak samo jak Rzplta stanęła za pomocą wewnętrznej przemocy. Lecz papiestwo samo czy powróci? Snadź z serca ludów włoskich wyszło na dobre. A taki wiek, taki czas, że w niem jednem jeszcze zaród władzy chował się przed oczyma narodów. Gdy i ten pierwiastek wymarł, a inny, następny, daleko gdzieś jeszcze w mgłach przyszłości, osierocieje ziemia i będzie jedną wielką, rozpasaną anarchią! Bez idei władzy stać nic nie może na tej ziemi — a idea ta zupełnie wyprowadzona z umysłów. Są tylko dorywcze fakta władzy, tj., że, kto pięścią silniejszy, czy z prawic, czy z lewic rodem, rządzi na czas, bije i depta i panuje! Tak samo być musiało po rozejściu się od gmachów niedokonanych wieży babelskiej. Darmo! Bóg sądzi i karze ludzi; nim sąd i kara dopełnione, zórz nie ma nowych. Z drugiej strony także darmo, natura człowiecza jeszcze anielską nie jest; jakiś pierworód zguby i poniżenia tkwi w niej. Dzisiejsza bezwola dowodem. Bezwola zaś wiecznie się przemienia w swawolę, swawola przechodzi w obłąkanie, obłąkanie w zezwierzęcenie — i farewell World zamiast King638, tak, jak stoi w Szekspirze!

Ksawerego639 donieśli do ambasady640, że rozmaite rzeczy robi; wtedy kazano mu wrócić — nie wrócił. Wtedy go odsądzono od żywota cywilnego i skonfiskowano majątek. Naturalnie, że jemu samemu lepiej z tem. Jakieś smutne nad wszelką miarę przeczucia owładają mną, czuję się chory i fizycznie. Masz wielką prawdę, że, gdy zagniję się na jakiem miejscu, zaraz mnie diabli biorą; a tak cierpię wciąż, że w istocie czuję, że lepiej mi było nie urodzić się!