17 kwietnia 1849, Baden
Mój drogi! Cóż chcesz — od ciemnego pisania nie odzwyczaisz umysłu ciemno pojmującego, ciemno, nie jasno widzącego obrazy wewnątrz siebie648! Te dwa wiersze zapewne znaczą, że Pan taką rzeczą ukoi świat i przetnie rozstrój, która nagle robakom, myślę, że to znaczy pysznym i bluźniercom, wyzuje pychy i sił — przekona ich, że są głupi! Coś to takiego być musi. — Gorzkie Żale zarazem przeczytał. Śliczne, męskie, wdzięczne wierszowanie. Ustęp, co się zaczyna: „O Panie, ja cię co dzień stokroć błogosławię”, bardzo piękny. Ale czasem powtarzalność jest tej samej myśli przez kilkanaście wierszy — czasem ton raczej kazania, niż liryki. Nie ma poety, któremu się to nie wydarza — lecz na to jest mazanie po ukończeniu. Każdy, kto pisze, nie może od razu wymiarkować miary optycznej dzieła. Jemu się zawsze wydaje, że nie dość wyraził — a tymczasem przewyraził już myśl lub uczucie swe. Obraz w końcu aniołów od nieba po ziemię prześliczny, przypominający obrazy najmodniejsze szkoły włoskiej. Strofa: „Polska mowa ma świetlana” wdzięczna, polotna, skandowna, tryskająca mocno w górę. Co chwila wielkie, nagie prawdy, i wyborne wiersze. Zarzucam tylko pewien gatunek jednostajności, dłuży, powtarzania się — to, com na początku wyrzekł.
Teraz o Trentowskim. Widziawszy się z Tobą przeszłego lipca pod 38, w kilka dni później się z nim obaczyłem. Wtedy czytał mi już ukończoną Przedburzę, w której były cytacje z D. D. i Ost.649 — i zaraz mi mówił: poznałem — to Skapy! Na com niezmiernie mu serio odpowiedział, że się myli, że nie Skapiczne, ale Twoje. Przyjął za factum — i dlatego w Przedburzy, przeczytaj ją od deski do deski, nie znajdziesz nigdzie, by on odnosił swe cytaty do Orła, nigdzie a nigdzie, zawsze mówi: „Wieszcz powiada”; zatem fałszywie Ci mówiono.
Jakżeż nasi republikanie obłudni, mali, podstępni, przekręcający wszystko! Wycinek z „Gazety Poznańskiej” Ci posyłam. Jedno tylko słowo wypuszczone, a to słowo cały sens odmienia. Słowo zaś wypuszczone to słowo: „Demagogów”, następujące po słowach: „pod jarzmo”. Wiesz, warto by do Gazety napisać o tem słówku odezweczkę i zapytać się jej, czy o podobne rzeczy nie skarżą zawsze liberały na jezuitów i doktrynerów. Bez słowa „Demagogów”, wydaje się, jakby Chrzanowski wiedział o konspiracji króla i arystokracji na wydanie wojska w dniu bitwy jarzmu austriackiemu. Lecz ze słowem „Demagogów”, które w liście Chrzanowskiego stoi i przez wszystkie francuskie gazety powtórzonem było, pokazuje się zaraz, że to Rzeczpospolity zgubiły i wojsko na duchu, i ojczyznę na zwycięstwa możności. Udziel tej uwagi mojej bliższym. Z małych szczegółów niech sądzą o obłudzie partii! Król nowy sardyński zakochał się w Chrzanowskim, a wojsko całe go czci i trzyma się jego, jak kotwicy. Chrzan. dziś rządzi Sardynią. Weissenhof zapewne w tych dniach brał szturmem Sobolewskiego, bo Sobolewski był w Genui, a Weissenhof w dywizji Lamarmory. Władysław, 22-go dopiero z Paryża wyruszywszy, przybył już po klęsce650 — więc żyw. Witołd też zdrów — Szemiot też, jedno z spuchniętem gardłem i ręką od krzyczenia i walenia pałaszem w własnych żołnierzy uciekających. Breańskiemu też nic się nie stało. W Paryżu Czerwoni bardzo osłabieni, kiedy pod pozorem Włoch nie wystąpili po czerwcowemu. Jednak wciąż trwają w zamiarze wystąpienia. Co do Ksawerego, fałszem, by pomagał „Peuplowi” ale okpili go najszkaradniej z tą obrzydliwą „Trybuną Ludów”. Ona jego kosztem i kosztami wyrosła, a wyrósłszy, pokazała się jakby siostrą „Peupla” rodzoniuteńką! Co tam za bezecne wciąż artykuły! Przepowiadam jej redaktorom, że kiedyś sami Francuzi się oburzą na cudzoziemców, chcących dom cudzy wywracać, i ich ubiją! Biedny Ksawery! O biedni, biedni wszyscy nasi, którzy zaufali propagandom i demagogom! Rozranią i rozszarpią samych siebie — ojczyznę rozranią i rozszarpią też — i tylko pamięć wielkiego bezeceństwa i szału zostanie. Towiański z Awinionu znów na Górę Ezel się przeniósł. Wciąż twierdzi, że jeszcze nie czas i że wszyscy, co do Włoch poszli, niesłychanych klęsk doznają. O to się z Mickiewiczem poróżnili. Spokój nadzwyczajny ma być jego cechą, jak Mickiewicza nadzwyczajne rozdarcie. Eliza wciąż z małymi w Paryżu — i ja tu wciąż w trosce wielkiej, bo tam cholera się dąsa. Łączę tu 50 funt. sterl. jako część moją do składki na „Przegląd”. Jeśli później nie zbierze się tyle, ile potrzeba, to znów mi napisz, a szczerze mi będzie miło zdać się na coś zacnemu „Przeglądowi”. On jeden zacny na całym obszarze miotanej konwulsjami ziemi naszej. Ściskam Cię z głębi serca, mój drogi Stasiu, i proszę Cię, pisz trochę częściej, pisz trochę dłużej, pisz po staremu. Orp. i Konst. Cię ściskają.
Twój Erof.
315. Do Stanisława Koźmiana
Bern w Szwajcarii, 31-go maja 1849 r.
Mój drogi! Z Elizą, dziećmi, Wojewodą, Konstantym, Orpiszewskim, Kajsiewiczem, z Baden tuśmy się przenieśli. Lecz, ledwiem tu przybył, dowiedziałem się o srogiem nieszczęściu, spadłem na mnie. Doktor przywołany mi oświadczył, że mam z drugiej strony ciała tak, jak już na jednej, rupturę — że muszę odtąd dubeltowy pas nosić. Tu nie ma takich — posłano do Paryża — więc z 10 dni w łóżku muszę leżeć. Fiat sancta voluntas Dei651, ale pojmiesz, żem w rozpaczy — czuć się kaleką o takiej porze, śród trzęsień i wulkanów! O mój Stanisławie drogi! O mój drogi! Okropnie mi jest! Krótko więc odpisuję na Twój długi, pełny nowin list, dziś tu z Baden mi przysłany: Jeden Ojciec Niebieski wie, co będzie, co się stanie, co wypadnie. Wcześniej czy później Polska będzie, byleby w imię Pana, a nie w imię tych, którzy bluźnią Panu! Pamiętasz, jak się kończy „Dzień Dzisiejszy”?. Umieraniem wieszcza. Ach, podobno sprawdziło się, bo jużci kalectwo śmiercią, bezbytem! Pisz tu do mnie, bo tu pono jeszcze z 15 dni będę — a potem może do Interlaken — może do Cheliusa, gdy będę wiedział, gdzie on to lato przepędzi, a potem do Babilonu, by sprawić sobie zupełnie dobre, pasujące owe sprężyny nieszczęśliwe. Nic nie wiem o zdaniach Tańskiej o Nieboskiej i etc. W takiejem rozpaczy, że już mnie sądy ludzkie nie obchodzą. Może ona i prawdę ma, bo zapewnie gani. Bóg Cię strzeż, drogi Stasiu mój! Konstanty Cię ściska, Wojewoda także.
Twój Z.