1-go czerwca 49 r.

[...] Odwieczne to dzieje! Od kiedy świat się burzy i żyje, tacy zdarzali się niegodziwcy i zdarzają się dzisiaj. W tem się najsrożej mijasz z ludzką rzeczywistością, kiedy od jednych wymagasz, by aniołami byli, od drugich zaś niczego, nawet tego by wściekłymi tygrysami nie byli. Jednostronnyś i niesprawiedliwyś. Żyjesz żywotem albo bożym, albo pośmiertnym, ale nie w czasie, nie śród ludzi i z ludźmi. Żyjesz w wieczności. Wszystko, co mówisz, wiecznymi prawdami — zapominasz zaś, że dopiero rozwojem powolnym zdarzeń czasowych wiecznie się tu prawdy wyrabiają. Zaprawdę Ci oświadczam, że 24-go lutego652 nie przybliżyło się, ale oddaliło królestwo boże na świecie tym; to frazes, tylko frazes o niem wpadł w usta brudne i w ręce, spragnione krwi i gwałtu. Z jednej strony gwałt pychy, z drugiej pycha gwałtu świat między się podzieliła. — Ty się spodziewasz tęcz z tego złotych, a tylko ujrzysz krwi strumienie i błota obszary. Strzeż się litości dla niegodziwych, bo to litość sztuczna, bo to wykrzywione uczucia... Dopóki mogę, ostrzegam, a czynię to przez miłość, przyjaźń, przywiązanie — nie myśl zaś, bym chciał z katedry uczyć. Nie dość już młody jestem, bym mógł myśleć, że można czego bądź nauczyć kogo bądź. Doświadczenie tylko, klęska tylko i nieszczęście nauczają, bo przez nie nauczycielem jest Bóg sam!...

Ludzi do głębi znaj — to Ci najwięcej pomoże do urzeczywistnienia cokolwiek dobra w sferach ludzkości. Dopiero zasługą przed Bogiem: ludzi znając, kochać ludzkość! To najwyższy szczyt miłości...

Zgadzam się z Tobą że wszędzie rozdarcie, brud, zło lecz, co do Francji, myślę, że tacy ludzie, jak Changarnier653 są ostatnimi ojczyzny francuskiej, upadającej przez demagogów, zbawicielami. Gdy się dom pali, trzeba ratować — nie czas teoryj robić o chemicznych pierwiastkach ognia...

Miej więcej prostoty, a mniej podejrzliwości i drażliwości — nie myśl o jednych, że są aniołami, czy osobach czy stronnictwach całych, bo takich aniołów nie ma zewnątrz Ciebie, są tylko wewnątrz ideału Twego. — Lecz skądinąd nie posądzaj drugich, że ich celem nie oddać Tobie, co się Tobie należy, to jest: kochania, przyjaźni, szacunku, uznania wszystkich Twoich zalet, przymiotów, zdolności — bo ludzie, choć nie bywają aniołami, nieraz mają serce tkliwe, dobre, chcące ukochać i sprawiedliwość oddać...

[...] Jeśli mi dozwolisz prawdę Ci powiedzieć, staraj się ludziom wyraźniej i jaśniej kłaść w dusze ideę Twą. Trza być bratnim, miłosiernym, kochającym. Jasność zaś w mowie i piśmie jest mowy i pisma bratnią dla ludzi miłością.

Ciemność zaś egoizmem — bo Ty używasz i rozkoszujesz, a ludzie nie używają i nie rozkoszują. Jak arystokrata się z niemi obchodzisz. Tu potrzeba być demokratą. Jedyną tę uwagę Ci tu piszę: światło powinno być sztuki oddechem!...

Wszystkie giętkości, wszystkie skarby, wszystkie żyźnie i morza, i lądy, i błękity leżą utopione w Tobie — ale nie rozcinasz dość wód od lądu, nieba od ziemi. Nie skończenisz dość nieskończoności swej. Brak Ci tej smętności, która zwie się opisaniem i ograniczaniem, a bez której jednak nie odpozna się nigdy duch ludzki w tworze sztuki. Nam, śmiertelnym, trza śmiertelności obok bezmiaru!...

317. Do Augusta Cieszkowskiego

Bern — 1849, 29 lipca