Mój drogi Ty! Rozpacz mię żre i żre, i żre. Stałem się Nabuchodonozorem na łące — biednym!

Eliza znów do newralgii wracała. By ją przerwać, kazał jej doktor do Interlaken na parę dni. Pojechała z Sobolewskim i Wojewodą. Ja nie mogłem nawet tam pojechać. Bandażysta znów z Paryża przyjechał i przymierza mi pasy654, a ja, przymierzając przez kilka godzin na dzień, dostaję napadów nerwowej fiksacji.

Ojciec wciąż a wciąż pisze, że konfiskata, jeśli 1-go oktobra nie stanę655. Otchłań, otchłań, otchłań! Skoro będę mógł, stąd ruszę, zawlokę się do Baden, do Cheliusa, i zaraz Ci doniosę.

Ja myślę, żem już zwariował, tak dalece nerwy mną trzęsą i pogląd mój na świat nienaturalny. Rozpacz i rozpacz, bojaźń o każden krok.

Szklanny człowiek ze mnie. Nie wiem, co się ze mną stało. Ta newralgia mi dała pomieszanie zmysłów.

Pani D. w Spa; ma odwiedzić mię w Heidelbergu i pożegnać.

Myśl, że tej zimy skonam w Warszawie, ugważdża się coraz mocniej w mózg mój.

Ściskam Cię i błogosławię Ci.

Twój Zyg.

318. Do Ludwika Orpiszewskiego