Teraz własną ręką, teraz sercem, nie rozumem już. Zgadłeś, żem ciągle chory; prawda, do żadnych sił powrócić nie mogę. Tysiąc razy Ci dziękuję, mój drogi Bronisławie, za Twoje życzenia, a Bogu dziękuję za to, że mi Ty tak dobrze życzysz. Eliza zasyła pani Trentowskiej i Tobie na ten rok najszczersze wszelkiego dobra i pomyślności życzenia. Konstanty też swoje łączy. Rad jestem, że Ty z pisma przynajmniej zdrowszym wyglądasz. Przed trzema tygodniami nie będę mógł przenieść się do Baden. Skoro to się stanie napiszę Ci, a wtedy wielką mi będzie radością odzobaczyć Cię i pomówić z Tobą o wielu rzeczach. Między innemi kilka Ci myśli udzielę o bóstwie Chrystusa, tak, jakoś mi kazał.
O zamiarach Austrii zajęcia południowych Niemiec na teraz jeszcze wątpię. Rosji polityką jest radzić jej szały, by ją, pomagając jej, tą pomocą rozkruszyć. Później wszystko się zdarzyć może. Ale też i Bóg nadbiega, Bóg niedaleki już! Zobaczysz, jeszcze czasu trocha, niech źli będą jeszcze gorszymi, niech z Polski nie zostanie już prawie nic, a w tem Nic wychyli się ramię boże, trzymające grom. Czemu już w każdej chwili gotówem wierzyć, to rozbestwieniu chłopstwa i rzezi. Ściskam Cię serdecznie.
Twój
325. Do Stanisława Małachowskiego
1851 Heidelberg, 13 stycznia
Drogi mój! Proszę Cię, zaraz odbierz pięćset franków od Thurneyssena, i z tych trzysta franków zaraz poszlij zupełnie anonyme, w kopercie listowej, 96. rue de St. Lazare Norwidowi Kamilowi Cyprianowi, i każ tak wręczyć, by na pewno odebrał, dwieście zaś pozostałych schowaj na rachunek tego, com Ci już i co Ci dalej jeszcze będę winien. Znów mi gorzej i bardzo znacznie gorzej. Changarnier upadł, ale się zemści. Synowiec670 dowiódł energii, ale to wszystko odmętem, spieszącym ku roztrzaskaniu się własnemu. Ściskam Cię najserdeczniej.
Twój
326. Do Bronisława Trentowskiego
Heidelberg. 1851, 21 stycznia
Dzięki Ci za Twój ostatni list. Zawszem w równym stanie; pas z newralgicznych srogich boleści ściska mię i, jak pierścień, przesuwa się od głów do stóp, to katując głowę, twarz, szyję, to znów piersi i żołądek, to znów nogi! Przez cztery dni niedawno wciąż tak cierpiałem, żem aż ryczał. Szczęśliwszyś ode mnie, bo do żadnej pracy umysłowej nie mogę przystąpić, natychmiast zawrót i ból obalają mnie. Skoro do Baden się przenieść będę mógł (na co dotąd Chelius nie zezwala), zaraz Ci doniosę, a wtedy się odzobaczym i pomówim. Teraz nawet i pomówić bym nie był zdolny.