Twój

330. Do Stanisława Koźmiana

Heidelberg, 1851, 23-go marca

Mój drogi! Mniejsza o to, gdyby Norwid był tylko wariatem i kapryśnikiem, ale on przy tem wygląda mi na arcy-wyrachowanego komedianta śród wybryków swoich. Wszyscy ludzie, lubiący udawać wielkie namiętności a mający za jedyną w istocie próżność tylko, są takowymi. Pozór — szaleństwo, głąb — rachuba. Do tego jest to najniewdzięczniejszy z ludzi. Jaki był mnie, tak jest lub będzie bratu Twemu niewdzięcznikiem, bo z pisma Twego się domyślam, że własnym nakładem brat Twój jego poemata, te dwa, drukuje — wszak tak? Cave hominem680!

Dziękuję Ci tysiąkroć za „Przegląd”. W Dwóch Ideałach brat Twój zanadto się uniósł potępieniem na Mickiewicza, łaską na Erofa681. Bądź co bądź, Mickiewicz jest, był i pozostanie największym poetą polskim i słowiańskim! Prawda, „improwizacją” pchnął młode pokolenie w drogę straszną, uczepił je do wiszoru, wiszącego nad samą otchłanią, i ono tam odtąd, z bluźnierstwem na ustach, a podrygami nóg w próżni, zwisie się trzyma. Prawda, lecz to po części i wina pokolenia, które na odwrót pszczołom, wysysa same jady, a wszelki miód nietknięt zostawia. Co to za spiż koryncki wiersz p. Adama! Nikt nigdy nie wyrówna tej odwieczności wiersza, która cechą jego. Należało więc wspomnieć i o zasługach i o wielkości. Mniej byłoby jednostronnem, a prawda zyskuje zawsze na niejednostronności! Co do Erofa, tak się sam czuje znikczemniałym, że dziwi się i admiruje, gdy znajdzie gdzie o sobie wspomnienie. Zawsze mu się z początku wydaje: „Być nie może, co to?” itd., itd. Ah, taki stan umysłu twórczym nie jest.

Co do Generała, coraz bardziej się przekonywam, że poeci i pisarze straszliwie do kobiet i dzieci są podobni. Miłość własna bez granic. Wiesz — zaczynam niemi (nie osobami ich, ale naturą ich) pogardzać. Gorzkie to, ale tak jest. Jakieś tam błazeństwo leży, którem podszyte najwyższe natchnienia — chyba na pamiątkę pulvis es et in pulverem682 etc., etc. Mickiewicz, Lamartyn, Słowacki, Norwid, a teraz ten gniew... i za co? za krytykę, mojem zdaniem, i najsumienniejszą i najpochlebniejszą! Delirant683. Ah, bo to straszna rzecz być kochankiem idealnej piękności. Jak się w niej zakochasz, znieść nie możesz zarzutu, żeś jej szat nie dotknął. W każdej chwili chciałbyś o sobie samym, w sobie samym, wiedzieć, że ona Twoją!

Anglią gromem, rzuconym z Watykanu, rozdarł papież i przyłożył się do jej ruiny; boć i Anglia, drogi mój, kiedyś się rozwali! Co za szaleństwo popełnił biskup z Chartres przeciw arcybiskupowi paryskiemu! W kościół wprowadził rozryw taki sam, jaki istnieje w izbie. Tego jeszcze brak było. Wreszcie sama stronniczość przezeń przemawia. Od orędzia arcybiskupa rzadko co wznioślejszego czytałem.

Erof niedawno mi mówił, że przysłałby Ci kilka zgłosek do „Przeglądu” — at, głupstwo, nic, nic — ale że go zawsze przeraża zecer wasz. Pomyłki albowiem takowe i tak liczne sprawiają wrażenie podobne do tego, jakie wywrzeć musi twarz bez nosa lub uszu. W tem koniecznie winniście się poprawić. Teraz o Twego stryja zaczynam się bać, bo Czarnieckiego skończył. Wyjątek, co był w „Przeglądzie”, o Szembeku i Kmiciance, śliczny. Mógłbyś mi tu przesłać dyliżansem czy koleją raczej egzemplarz jeden Dnia Dzisiejszego Twego i Ostatniego, edycji paryskiej, bo już w Paryżu nie ma. Powinien byś także kilkadziesiąt ich odesłać Królikowskiemu684, który na żądanie musi odpowiadać: „Nie ma — są u autora wszystkie”. O „Przegląd” też następny upominam się. Daruj, że Cię tak nudami obarczam, ale do kogóż mi się udawać? Pisuj też nieco częściej! 15-go kwietnia przenaszam się do Badenu. Pułkownik tu do mnie, zacny i poczciwy, aż z malborskiego nadjechał — i bawi jeszcze kilka dni — potem Paryż odwiedzić chce. Konstantego krytyką zanadto nie zmartwcie, bo i on łacno dotkliwy. Jednak prawda przede wszystkiem — lecz obok prawdy niech i przyjaźń będzie. Rzewuskiemu oddaliście, co mu się należy — i to jeszcze z wielką w wyrażeniu miłością. To duch, z błota lepion. Dziwi mnie, że talentu nie ma do poezji. Ściskam Cię z głębi duszy.

Twój Heidelberski

Gaszyński posłał Ci śliczny jeden krótko-wiersz o wygnańcu, co widzi na progu siostrę i żonę czyjąś. Wydrukujże go!