331. Do Stanisława Małachowskiego
6 kwietnia, Heidelberg, 1851
Drogi mój! Nie odpisałem zaraz na Twój list długi z trzydziestego pierwszego, bom nie mógł; znów na oczy przez te dni byłem zapadł, a dyktować nie cierpię. Choroba mi folgi dać nie chce, i melancholia, i całe ciało w strzykaniach, a oczy ostro dokuczają i błędnie widzą.
Co, myślisz, nastąpi w maju, czy jaki czerwiec? Gazety na żałobny ton pieją, pociesza mnie tylko Dembińskiego przybyt, bo znana rzecz, że, ilekroć rewolucja w Paryżu, to jego nie ma. Tak się zawsze trafiało. Za parę tygodni przenoszę się do Badenu.
Smutek Czajki685 po niewczasie, trzeba było być smutnym wprzód; poginiem przez takie mądrości po szkodzie. Przykład, przezeń dany, jest jednym z najfatalniejszych dla pokoleń polskich, i tak coraz mniej zasad i wiar mających. Trapistostwo Norwida tyle warte, co islamizm Czajki: pozowanie, teatralność, pycha, próżność, a w końcu otchłań, zgotowana i aktorom sztuki, i teatrowi całemu, i patrzącej publiczności.
Nie mogę dalej dla iskier przed oczyma. Ściskam Cię serdecznie. Ojciec kazał Ci się kłaniać serdecznie.
Twój
332. Do Stanisława Koźmiana
1851. Heidelberg. 22-go kwietnia
Alleluja, Resurrexit — i mój biedny Adzio także, z łaski bożej, w tych dniach, z snu śmierci, w którym leżał przez pięć dni i nocy wciąż, zmartwychwstał i ocalony jest! Bóg a po Bogu Chelius go wzbudził, nie odstąpiwszy ni dniem, ni nocą przez godzin 96. Było to Schleim-Fieber686 to samo, na com był stracił już przed laty Danielewicza, co się rzuciła na mózg i zapalenie sprawiła. Nadziei już żadnej nie upatrywano. Mogłem już na oczy rozpoznawać i widzieć rękę śmierci, wyciągniętą, podsuwającą się coraz bliżej po dziecko moje. Wtem Cheliusowi przyszedł pomysł genialny. Ciągłą, bezprzerwną uwagą odkrył był, że ta gorączka anormalnie się objawia, co drugą noc napad silniejszy przypuszczając, a zatem przybierając na się niewłaściwe sobie piętno feber przestających. Dał mu chiny. Na zwykłe zapalenie mózgu byłby dobił takim lekiem, lecz tu przeciął zaród złego i zbawił. Przeszedłem przez otchłanie bolu nieopisanego, a wiesz, śród tego bólu bólów, gdziem szukał pociechy i kto mi jej dostarczył? Oto „Przegląd”. Zdziwisz się. Słuchaj!