Ściskam Cię z głębi duszy.
Scapa
Na gwałt kufry mi szlij. Sołtana uściskaj.
334. Do Augusta Cieszkowskiego
1851, 7 maja, Heidelberg
Drogi mój Auguście!
Wiesz, czybym pragnął Cię uściskać i nagadać się z Tobą, ale w istocie chwili czasu byśmy nie mieli. Mój ojciec cały mi czas zabiera. Przyjechał zawczoraj. Jest zaś tu pani Branicka, Arturowa, Kasia, Aleksander Potocki. Pani Załuska pojutrze przybywa.
To wszystko nic, bo wszystkie te osoby nie wkładają na mnie obowiązku. Mogę ich nie widywać lub tylko 10 minut na dzień widzieć, a resztę czasu Ci oddać. Lecz ojciec — ojciec, to co innego. Tum już na służbie i od niej nie dozwala mi sumienie odwiąży żadnej. Przyleciał do mnie aż z Petersburga w dni 10, a odjeżdża koło 1-go czerwca. Zatem by mi tylko pozostały godziny ranne od 8-mej po 10-tą i wieczorne od 9-tej po 12-tą. Jeśli masz natchnienie, to przyjeżdżaj! Częściej będziesz z temi damy, niż ze mną. Ja wszystek czas, co mi zbędzie, Tobie oddam. Lecz przy tem znajdziesz mnie znękanym, chorym, jęczącym, bo, jak wracam od ojca, z którym muszę ciągle rozmawiać (a z newralgią ruch ust jest potrojeniem bolu), tak się czuję zawsze rozchorowanym, że rzucam się na łóżko lub kanapę i tylko jęczę w nieopisanym osłabieniu i bezwładzie. Masz rzeczywistość położenia, a teraz natchnienia posłuchaj i czyń, jak duch wionie!
Od kiedym jeździł naprzeciwko ojca i z nim tu wrócił pozawczoraj, znów zapadłem ciężko na zdrowiu. Newralgia, a takie wycieńczenie sił, jak nigdy. Łazarz istny ze mnie, a melancholia do tego niepowszednia.
Dzięki Ci, dzięki, drogi mój, za pamięć o ś[wię]tym Zygmuncie. Dawniej urodziny i imieniny były godami. Dziś wszystko to smętnością niewypowiedzianą. Ah, prawda, chciałbym, chciałbym z Tobą się narozmówić o tylu rzeczach, o tej otchłani dziejów, coraz głębiej się zapadających i idących w dół, w nieskończoność, a w dół. Biedny Jerzy we Lwowie i nie utrzyma się przy zakładzie Ossolińskich — wysadzą go, i to go zarzyna. Fatalitas jakaś nad nim. Pani D. w tych dniach będzie w Paryżu. Mickiewicz, twierdzą, że się odtowiańszcza coraz bardziej — wszedł do komisji składkowej Biblioteki, prezesem mu Wład. Z.689, współczłonkiem Wojewoda. Poetyckie natury straszne hetkipentelki. Zwieść i pchnąć ludzi tysiące, a potem samemu zaprzestać dążności i odstać — o lekkomyślność niewieścią, to błazeństwo! Zobaczysz też, że wkrótce on w co innego znów z zapałem się rzuci. — Wszystko smutne. Jedna rzecz nie smutna śród ruin świata, to przyjaźń! Mamy to ostatnie wesele — podziękujmy Bogu!