Rzym, 14 grudnia 1851 r.

Bardzo mi miło dowiedzieć się, żem mógł, choć bezwiednie, przyłożyć się w czemkolwiek do wyświadczenia Panu przysługi694. Zupełnie i czysto duchowo, bo jedynie przeczuciem, wpłynąłem na kierunek materialny Pańskich interesów. Dobrze, że o tem w owej chwili nie wiedziałem, bo zapewnie bym nie był tak śmiało twierdzenia mojego popierał, lękając się odpowiedzialności, a przez tę właśnie lękliwość, bardzo moralną, lecz w tym razie nader niepraktyczną, zaszkodził obrotowi Pańskich kapitałów.

Tak samo Ludwik Napoleon, gdyby zanadto długo był się zastanawiał nad ogromną odpowiedzialnością, którą przybierał, spisek swój przeprowadzając, nigdy by go tak zwycięsko, zręcznie i energicznie do celu nie dowiódł. Udało mu się. Jeśli się nie upoi tryumfem, nie znabuchodonorozuje władzą, która ma to do siebie, że równie jak niewola, zezwierzęca ludzi, kiedy nie chcą uznać, że jest pierwszą z niewol, bo najwyższym i najcięższym obowiązkiem na świecie — to, mojem zdaniem, wyrwie Francję, z otchłani społecznych rozkładów. Odda więc nie tylko przysługę ojczyźnie, ale i światu, ale i wiekom przyszłym. Lecz pełno trudności i zawad na jego drodze. Hydra czterogłowa stronnictw francuskich nie da się tak łatwo zaprząc do jego dyktatorskiego wozu. Periculosae plenum est opus aleae695. Uchowaj też, Boże, by zaraz teraz jaki nowy Verrina nowemu temu Fiesce puginału do piersi nie wetknął, bo wtedy byśmy przepadli wszyscy: Francja, i świat, i cywilizacja. Niecywilizowani tylko, jakiego bądź oni gatunku i plemienia, z tego by skorzystali i pozostali całymi na gruzach zamordowanego wieku.

Proszę przyjąć najszczerszą podziękę za pamięć o mnie i wyraz uwielbienia i szacunku, z którym miło mi oświadczyć, że pozostaję na zawsze

WPana Dobrodzieja prawdziwym sługą

Zygmunt Krasiński.

Liścik załączony oddałem Włodzimierzowi.

339. Do Stanisława Koźmiana

Rzym, 18 marca 1852

Mój drogi! Bardzo zmartwiła mnie wiadomość o zdrowiu Twojej matki, o które to zdrowie nie przestałem nigdy się modlić od dnia, w którym pierwszy raz mi doniosłeś, że słabieć zaczyna. Dopełnię Twego zlecenia i o modły poproszę, kogo się należy. Od Aleksandra Br. żadnej odpowiedzi na mój list nie odebrałem. Dobra scena u Franciszka — najwięcej interesowany, jak mówisz, z duszy rad, że tak się dzieje i nie pragnie, by się działo inaczej. Powiadasz „siostry umierającego”. Jak to? Czy umiera Henryk? Nic a nic o tem nie słyszałem. — „Przeglądu” poszyt z obrazem Słowa Polskiego i Machiawelem odebrałem w tych dniach. Przeczytam oba i zdanie Ci moje napiszę. Wyjeżdżam na 15 dni do Neapolu, wracam tu na Wielkanoc, a koło 1 maja stąd się wybieram nazad do Badenu. W jesieni zaś będę musiał wrócić696. Zdrowie moje coraz gorsze. Powrót więc ten jesienny, któremu odjąć się nie mogę na żaden sposób, pogrąży mnie jeszcze głębiej. Co ze mną się stanie, nie wiem. Czuję tylko w głębi ducha najsmutniejsze przeczucie. Prawda, że ten marzec, to wściekły miesiąc na chorych — trzeba być bardzo młodym, by wiosna była wiosną, a nie rozpaczą człowiekowi. Mnie już od 4-ch lat bywa rozpaczą. Jakoś teraz, kiedy spojrzę wkoło siebie, nie odkrywam na widnokręgu żadnej gwiazdy przewodniej, wszystko mi się wydaje nocą jedną, coraz ciemniejszą i głębszą — amen!