[18]52, Baden, 5 oktobra

Drogi mój! W każdej kobiecie szesnastoletniej jest tylko jedna dusza, — w każdej, co 25 lat przeszła, jest ich dwie — jedna wesoła, druga smętna — jedna dzielna, z serca krew poświęcenia ssąca, jak kwiat soki z korzeni swych, druga samolubniejsza i bardziej ziemska. Stąd pochodzi, że trudne do poznania duchy niewieście, skoro się w takowy sposób rozpadną na dwoje. Lecz to prawem ich wiekuistem. Otóż i tu dostrzegam takiej dwójności... Są oczy nabijane światłem, jak u Madonny Sykstyńskiej. Staraj się więc zawsze o to, by oczy brały górę i panowanie, [...] a [...] coraz silniej świetlały, aż cała osoba stanie się tylko owemi oczami, tj. przejrzystą i światłem nabijaną, jak one. Na tem ma zależeć wychowanie, które rozpocząłeś, a którego musisz dokonać. Skoro Cię te oczy kochają, to się nie lękaj — uprosisz je, by się rozszerzyły i objęły wszystkość osoby. Lecz pamiętaj, że bardzo w tem ostrożnie, miarowo, artystycznie, strojnie, należy postępować. Nigdy gwałtem, ni dąsem, ale ciągle prośbą serca, prośbą ócz własnych, rzadziej zaś ust prośbą. Lecz i z tą czasami wystąpić należy, jednak nie directe700, ale obrawszy sobie za cel krytykę innej osobistości. Raczej zawsze o estetyce mówić, niż z kazaniem jakiem występować — raczej tchnieniem muskać i gładzić i naprawiać lub poprawiać wszystko, niż maksymami i prawidłami — bo tu o skutek chodzi, nie o sposób. Nade wszystko zaś pamiętaj dwie rzeczy: 1° że w samych tylko początkach może duch męski przełamać niewieściego, jeśli takim jest, że go trza łamać — lub otrzymać odeń miłość na wieki, jeśli takim jest, że go łamać nie trzeba, i że w tej pierwszej chwili sam ze siebie kocha. Wszystko, co później się staje i dzieje, już pierwotnej siły nie posiada, pierwotnego wpływu nie wywrze — 2-gie, niechaj nigdy i przenigdy duch niewieści nie spostrzeże w męskim obrażonej miłości własnej, niech tylko widzi prawdę lub piękno obrażone — bo w pierwszym razie zaraz wyższość swoją własną uczuje, w drugim zaś przyzna ją męskiemu i ukorzy się. Duch niewieści sam pełen miłości własnej — lecz przywar własnych nie cierpi u mężczyzn. Skoro je tam spotka, buntuje się przeciwko nim zażarcie i olbrzymio. Nigdy takowemu buntowi sposobności nie podać.

Ostatnie to moje rady — ostatnie, drogi mój, bo później ani ja już Tobie ich będę dawał, ani też Ty będziesz mógł ich ode mnie się domagać. Po radach weź jeszcze raz sercu błogosławieństwo całe, pełne, gorące. Bądź, o bądź szczęśliwy! Tu raz mi jeszcze i to zaraz odpisz, bo zapewnie 22-go stąd wyruszę ku Città Dolente701, a 30-go w niej stanę — chybaby mi przydłuż przysłali, o czem wątpię. Bóg Cię strzeż — i obłogosławiaj. Znajdź serce, jakiego się Twoje domaga i godne.

Twój Z.

P. S. Proszę Cię, gdybym już był znikł z Europy, a Ty dowiedział się o Wronkach, to prosto napisz, udzielając tych wiadomości do Marceliny do Paryża. Proszę Cię o to.

342. Do Augusta Cieszkowskiego

Warszawa, d. 23-go stycznia 1853

Mój drogi Ty! Cóż Ci powiem? Ateizm natury, śnieg, ta równość absolutna, ta bezbarwna nicość, zewsząd mnie obwiała. Śród płócien, rozwieszonych na kołkach, by jej nie widzieć, chodzę po ścieżce, wymiecionej na długość 30-tu kroków, wzdłuż i nazad, a kruki i wrony kraczą mi ponad głową, jak Mazepie. Co dzień dwie lub trzy godzin takowego pogrzebnego chodzenia, przy tem kąpiele, bańki, pijawki itd. i nieustające nigdy cierpienie, nawet zwiększające się, w miarę jak więcej śniegu pada, lub mrozu przybywa, lub jaka bądź zmiana się dzieje w powietrzokręgu. Oto jedno, co powiedzieć mogę, zresztą nic nie wiem. Od miesiąca nie przeszedłem progu dziedzińca pałacowego, gdyż moje samotne przechadzki odbywają się w ogrodzie, tam, gdzie dziećmi, pamiętasz, igraliśmy, a ja się nie spodziewał, że mię służący pod rękę, jak ślepego, prowadzić będzie śnieżnym obszarem do ścieżki owej.

Wiem, żeś pisał do Elizy i że Ci ona odpisała. Dzięki Ci. Ojcam Twego raz widział. Drugi raz był łaskaw teraz być, alem w łóżku pijawki stawiał, więcem Go nie mógł widzieć. Coś Ci powiem jednak z nowin tutejszych, oto: — Zdarzyła się tutaj dziwna istota. Szesnastoletnia córka Niny Łuszczewskiej702, która wciąż od jakiegoś czasu przed zgromadzonymi licznie gośćmi u matki improwizuje. Wiele jej kawałków już widziałem. Wątpię, by to była istotna improwizacja, bo każdy kawałek nosi cechę najwyższej sztuki i najdziwniejszego spokoju ducha. Żeńskości nic, zapału i podrywu nic, młodzieńczości żadnej. Ale mowa najpiękniejsza, jasność najprzejrzystsza, wiersz najnaturalniejszy, erudycja ogromna, idei pełno, powiązanie ich najzręczniejsze, mądrość, jako cecha charakterystyczna każdego utworu. Słuchającemu ich przychodzi na myśl lodowaty spokój Goethego, przychodzą na myśl rabiny i Salomon. Nic dziwniejszego być nie może nad podobny rozwój ducha w tak młodej istocie, w której nie młodość, ale dojrzałość natchnienia (bo jest zarazem i natchnienie i dojrzałość) panuje i włada. Serca tam nigdy nie znać, ale rozum, miara i wyrób ducha, który sam siebie już opanował, do najwyższego stopnia przebija. Tak dalece, że to na smętne naprowadza pomysły, i że podziw obudzony, a bez żadnego uniesienia, jak gdyby w pewien gatunek przestrachu wprowadza duszę i każe się jej domyślać, że, kiedy w taki sposób dzieci śpiewają na tym świecie, to niedaleki zapewnie musi być koniec zużytego świata. Jeśli ten dar się nie rozbije o próżność lub nie pryśnie sam w sobie, tak, jak zwykle przedwczesne, anormalne wyroby inteligencji, to ta kobieta kiedyś zasłynie szeroko i stanie się jedną z chwał ziemi tej.

24-go stycznia. Można o niej powiedzieć: „Nie dziewczyna mówi, ale przez dziewczynę mówi”. Pierwszy to duch może w rozwoju naszej literatury, nie mający śladu podmiotowości w sobie, duch doskonale przedmiotowy. Im więcej rozważam jej utwory, tem bardziej podziw rośnie we mnie. Nie jest to poezja serca, bo zawierałaby w sobie podrzuty namiętności lub łzy rozrzewnienia. Nie jest to poezja wyobraźni, bo zawierałaby w sobie więcej plastyczności lub obrazowości. Jest to poezja czystego rozumu, co, jak Minerwa, od stóp do głów zbrojna, wyskoczyła od razu z czoła jowiszowego. A tem czołem „tajne brzemię lat”. Dziwne są porody i pokolenia duchowe, równie tajemnicze, jak cielesne.