Troszeneczkem lepiej, więc zaraz do Ciebie piszę. Wystawiam sobie, jak czytujesz teraz710 gazety, dawniej nudne, z zajęciem. Czy też stanie się zadosyć odwiecznej tęsknocie? Pamiętasz, jakem zawsze twierdził, że eksprezydent nie kretyn ni wiarołomca żaden? Pamiętasz wieczór u Marceliny, kiedy mię tak gromiła o to? Wiedziałem ja dobrze od drugiego grudnia, że inny prąd zaczął płynąć i popychać fale na oceanie świata. Najstarsza córa kościoła znów idzie na krucjatę i znów z Ryszardem Lwiego serca; inne kształty, pozory, a konieczność ta sama, a cel jeden, i znów wszystko się rozpoczęło od kwestii o grób Chrystusa! Admirabilia711! Oto dopiero ukryte ścieżki Pańskie i mądrość ludzka, która głupstwem przed Bogiem! Spodziewali się tyle od 1848, nie spodziewali się niczego od drugiego grudnia. Jakżeż niedorzeczni, i jakże wypadki kłamstwo ich rozumom zadają!
Co Tobie za talara podpisuje Konrad Wallenrod712 ja to mam tylko do dwudziestego siódmego maja, ale dołożę wszelkiego starania, by na dłużej dostać, bo opłakany stan zdrowia mego nieodzownie tego wymaga. Com ja się nacierpiał i co cierpię wciąż, Bóg jeden wie. Nie mogę dalej, chciałem tylko Ci przypomnieć kochającego Cię, na zawsze Twego. Marysi serdecznie kłaniam i Alfonsowi, który taki dobry dla mnie.
Twój
Mimo nadzieję przewiduję mnóstwo boleści i klęsk i najtrudniejszych przepraw. Oh, być bez zdrowia teraz, to najsmutniejsza z dól; czasem wielka rozpacz znachodzi się w sercu mojem. Czy przypominasz sobie Wernyhory proroctwo i legendę o Bobolim? Wszystko dziwne, wszystko Pańskie! Raz jeszcze Cię ściskam z głębi głębin serca.
346. Do Stanisława Małachowskiego
7 lipca, 1854
Mój drogi! Okazją piszę. Pani Branicka dostała rozkaz opuszczenia natychmiast Warszawy i stawienia się w Kijowie. Taki sam jej dwaj synowie, Konstanty i Aleksander, co dopiero byli do niej od dni kilku przybyli. Zatem wyjechała, siedemdziesięciopięcioletnia, z dwoma synami, z których jeden żonę Jadwigę zostawia bliską połogu. Widzisz więc, że tam nie żartują. Co z nimi będzie? Wielkość olbrzyma na takich kończy się małostkach i zemstach. Olbrzymim sposobem niski duch.
Scapa713 dostał przedłuż na sto dwadzieścia dni. Ciekawy dokument, pierwowzór; tak samo wszystko piszą, noty dyplomatyczne i traktaty. Zaczyna się bowiem od tego, że Er. nie widzi przeszkody przedłuży, że tę łaskę akorduje, a akordując, zostawia generałowi Rüdigerowi rozporządzenie jej szczegółami, przydając jednak, że łaska czterech miesięcy przenosić nie powinna. Zatem generał Rüdiger rozkazuje ministrowi badeńskiemu714, by się naocznie przekonał, czy podróż natychmiastowa życiu pana Scapy przynieść by mogła niebezpieczeństwo. Gdyby tak było, pozwala mu oświadczyć, że może jeszcze cztery miesiące siedzieć tam, gdzie jest, z oznajmieniem przy tem, że to ostatni raz mu się przedłuż taką daje. Gdyby zaś nie był tak chorym pan Scapa, to prosi generał, by mu o tem zaraz doniesiono, na to, by on znów ze swej strony natychmiast rozpoczął kroki, w takim razie przepisem nakazane. Tak brzmi ten nieoceniony dokument. Zaczyna się niby to od łaski, a kończy prawie na żandarmach; stawia zaś ciągle Scapę w cochwilnej zawisłości od humoru i kaprysu ministra.
O Paszkiewiczu nie wiedzą, czy wróci do Warszawy, czy nie. Do tego stopnia łżą Moskale, że w listach z Warszawy piszą, że Szylder zdrów i żyw, a że pod Sylistrią nie było porażki żadnej!
Ea., zdaje mi się, strasznie bałamuci i zwodzi wszystkich. Królestwo coraz bardziej gniecione. Będzie Polska, ale przejdziem przez niesłychane klęski. Co zaś do mnie, nie wiem, co się ze mną stanie. Jeśli będę musiał wrócić po upływie terminu tego ostatniego, to przepadnę marnie, gdzieś wywieziony. Bóg jeden, jeden, opieką naszą.