Dotąd my tu, śnieg zasypał nas. Upakowane wszystko od trzech tygodni, tymczasem to Adzio, to Lili, to Marylka wciąż zapadali jedno po drugiem na grypę. Zdaje się jednak, że w tych dniach ruszym ku Romie, biorąc się na Romę nowożytną, bo przez ściśle obojętną Helwecję ani rusz przy takiej porze.
Pan Adam733 już odszedł od nas. Na tę wieść pękło mi serce. On był dla ludzi mego pokolenia i miodem, i mlekiem, i żółcią, i krwią duchową, my z niego wszyscy. On nas był porwał na tej wzdętej fali natchnienia swego i rzucił w świat. Był to jeden z filarów, podtrzymujących sklepienie, złożone nie z głazów, ale z serc tylu żywych i krwawych; filar to był olbrzymi choć rozpękły sam, a teraz dołamał się i runął w przepaść. I całe sklepienie ono zadrżeć musi i kroplami krwi z ran serc, z których złożone, płakać nad jego grobem! Największy wieszcz nie tylko narodu, ale wszystkich plemion słowiańskich, już nie żyje.
Smutno — smutno — smutno!
Z drugiej strony wiesz zapewnie jakie położenie nowe mego ojca734, i możesz sobie wyobrazić, ile to rodzi obaw w duszy mojej, jak się troszczę o nadwerężenie jego sił pracą i o wiele innych rzeczy, bo z tej pracy tylko smutek, zdaje się, wyróść może!
Uściskaj Alfonsa, złóż moje najserdeczniejsze przypomnienia się Marysi, jako też i od Incomparabile, i zastanów się, zapaliwszy cygaro, obwinąwszy się w szal zamiast burnusa i położywszy się na sofie, zastanów się nad wszystkiemi rozdarciami, jakie dziać się muszą w duszy mojej. Ile przypuszczeń, niepewności, zamętu we mnie, spowodowanych zbiegiem zagmatwanych zdarzeń. Ręka tylko boża rozgmatwać je potrafi. Raz jeszcze Cię z głębi serca ściskam.
Twój usque ad finem
353. Do Augusta Cieszkowskiego
6-go decembra, Baden, 1855
Mój drogi! Arcy-smutna wiadomość!735. Głazem grobowym przycisnęła mi serce, bom go kochał, i ducha, bo to był choć pęknięty może, ale zawszeż wielki, olbrzymi filar śród podtrzymujących, rzadkich już i pękniętych wszystkich, nasze sklepienie.
O biedne filary i biedne sklepienie! Jedne po drugich rozłamują się: pierwsze padają w przepaść znikają — a co z drugiem będzie?