Ach, bo też to ból bólów. Żon można mieć więcej nad jednę, dziecka stratę zdoła zastąpić przyszłość, lecz ojca ma się tylko jednego. W temeś tylko wybrańszy od drugich, że wiesz całą pełnią wiedzy Twej, iż nawet na tej ziemi Ten, który odszedł, nie odszedł całkowicie, non omnis mortuus est739. Póki trwa mowa polska, póty i on jako posąg stoi przed obliczem narodu, a pokolenia nie tylko patrzeć nań, przechodząc, ale mu i błogosławić muszą. Jaka zaś duszy tej nieśmiertelnej nagroda u Pana dusz i wieków wszystkich, wiesz także, bo znasz żywot jej ziemski, taki bogaty w cnotę, taki wspaniały tylu lat ciągiem.

Płacz więc nad sobą, nad całym rodem swym, nad nami wszystkimi, ale nie płacz nad nim!

Drogi Jędrzeju! Pamiętaj, o ile on zawsze był łaskaw na mnie, pamiętaj, iż, ojca mego kochając, i na mnie był zlał cząstkę onego kochania. A na to pamiętając, kochaj mnie także! Podanie przyjaźni rodów naszych przeciągnijmy dalej.

Twój zawsze

356. Do Augusta Cieszkowskiego

13 sept[embra], Baden, [18]56 r.

Obiecałem Ci zdać sprawę z wrażenia, jakie wywrze na mnie dzieło Mirosławskiego740 — oto je masz.

Styl potworny, podobny do owych bożyszcz indyjskich, co miasto dwóch nóg i rąk człowieczych mają ich sześćdziesiąt — podobny do tej Izydy egipskiej, której na znak płodności i siły trzydzieści wymion zamiast piersi dwojga dali dziecinni jeszcze rzeźbiarze. Lecz pod temi wymionami, nogami i rękoma bez liku, nadzwyczaj nieludzkiemi a zatem obrzydliwemi, dopatrzeć się można bujnej fantazji, trafnych pomysłów, czasem istotnej i głębokiej prawdy. Szkoda, że prawda w takie ręce niemyte się dostała, stała się tem samem niedostępną wielkiej części czytelników, szczególniej obcych, gdyż gorącej miłości ojczyzny potrzeba na to, by w śmieciach szukać pereł. Polak tylko na takiego szyfoniera741 się puści i zacznie hakiem a z latarką rozgartywać te kupy gałganów, by u ich dna znaleźć czasem zgubiony pierścionek lub spinkę. Cudzoziemiec, skoro obaczy śmieci, odwróci się ze wstrętem i odejdzie. Że też tego nie zdoła pojąć człowiek z rozumem, a już nie młodzieniaszek, że nie zrozumie, iż tak uroczystego przedmiotu nie godzi się stroić w kształt arlekiński i po smarkaczowsku mówić o ojczyźnie i dziejach ludzkości! Że nie pojmie, iż bez powagi nie sposób poważnych pisać rzeczy i że to gatunkiem umysłowej zdrady kraju piękno i wzniosłość jego sprawy brudzić taką formą, przeniewierczą wszelkiemu pięknu i wzniosłości! Żal mi jego, bo znać, że to w nim systemat, że to rodzaj hołdu, ciągle składanego koszlawością i brzydotą wyrażeń stronnictwu, do którego należy. Party jego terroryzmem duchowym, nie śmie być estetycznym i, skoro co dobrego lub pięknego pomyśli, natychmiast, by uzyskać przebaczenie od swoich, wyraża to plugawie i gminnie. Majestat ducha polskiego z jednej strony go ciągnie i mówi: „Bądź wieszczem, kaznodzieją, bądź wielkim mówcą, kiedy o mnie piszesz lub, jeśli nie zdołasz, to przynajmniej zacnym, czystym, poczciwym pisarzem”. Klub zaś lokajski ciągnie go z drugiej i mówi: „Drwij po wolterowsku, szydź po heglowsku, a jeśli nie zdołasz, to przynajmniej staraj się zawsze i wszędzie zachować znamiona ulicznika”. Serce jego rade by posłuchać pierwszego głosu, ale nałóg, próżność, wstyd przed wspólnikami, wreszcie chęć czy chuć popularności w kole, do którego przystał i przywykł, nie dozwalają mu takowego posłuszeństwa. Zatem musi rad nie rad wszelką poważną prawdę przetworzyć na koncept lichy i wciąż, miasto grzmieć piorunami prawd śród błyskawic ze światła, strzela z fuzyjek, pożyczonych u demagogicznej ruchawki, skąd tyle dymu powstaje, że poza dymem tym trudno dopatrzeć się błysków — a kule, niesione słabym pędem, miasto wdrażać się w pierś nieprzyjaciela, odbijają się od niej i walają się po ziemi. Jeśli o czem, to o tym stylu, mającym w wyobrażeniu autora kiedyś zapewnić mu władzę i pierwszeństwo pośród demagogii, można powiedzieć: omnia serviliter pro dominatione, gdyż nie znam serwilizmu większego nad poddanie ducha, pojmującego wszystko, co wielkie i szlachetne, wymagalnościom formy, na tem właśnie zależącej, iż składa się z wszystkiego, co niskiem i podłem — i to z umysłu, i to z świadomością, w celu samolubnym! Stanowisko Polski do mocarstw rozbiorczych i do świata doskonale pojęte, wewnętrzne zaś jej stosunki fałszywo wysłowione, a naumyślnie, z przesadą, z buńczucznością kłamstwa i potwarzy, chcących sobie zasłużyć na władzęDixi.

Com Ci zawsze twierdził, niezawodną prawdą: Napoleon742 chciał nas — Anglia nie chciała; wtedy Napoleon zawarł pokój. Morny, tam jadąc, miał od niego rozkaz starania się o wszystko, co tylko możliwem dla nas — sam mi to oświadczył i był tu dla mnie najuprzejmiejszym z uprzejmych; w onych to chwilach tak Ciebie potrzebowałem. Będziesz zapewnie pamiętał, jeśli tam pojedziesz, by, jak 1-szą razą, kredą czerwoną nie znaczono listów moich — wszak nie zapomnisz? Ściskam Cię z głębi serca. Słyszałem, żeś w Ostendzie ponad morzem nieraz się przechadzał z jakąś panienką, krewną Twoją. Domyśliłem się, że to siostrzenica, raczej synowica Twa. Czy tak?

P. S. Mój stan zawsze jednaki. Na kulach łażę — po większej części leżę. Czy Ty w istocie już tu się nie zjawisz? Czy w istocie powędrujesz na zimę do Królestwa? Zajrzyjże tu jeszcze! Dotąd nie wiemy, co zaszło po koronacji. Tylko, że amnestia bez oddania konfiskat. Mój ojciec z łaski bożej zdrów ciągle aż dotąd. — Vado już jest na Chaussée d’Antin. Giettator dopiero za kilka tygodni spodziewany — bardzo chory, zdaje się.