357. Do Stanisława Koźmiana

Baden, [18]56, 23 oktobra

Mój drogi! Przez jesień całą czekałem na Ciebie, aleś się nie zjawił. Cóż porabiasz i co Ci na przeszkodzie stanęło? Kiedyż się odzobaczym? Dzięki Ci najserdeczniejsze składam za ostatnią książek i „Przeglądu” przesyłkę. Leży mi na sumieniu, że tyla kosztu Ci jestem powodem. Proszę Cię, zdejm ten ciężar ze mnie i powiedz mi, ilem Ci dłużny za one książki wszystkie.

Mija 3 miesiące, jak napad podagry, pomieszanej z reumatyzmem, na kolano wzniecił mi w niem zapalenie stawu i znaczne wycedzenie się płynu stawowego. Odtąd na kulach chodzę — a od 1½ miesiąca, zdaje się, nie wychodzę już, jedno z łóżka wlokę się do kanapy i nazad. Możesz sobie wyobrazić, jakie z bezruchu i bez powietrza dzieją się w organizmie moim awantury, przydawszy do tego ciągłe używanie trucizn, jak merkuriusz, akonit i colchicum. Obiecują mi, że za 4 tygodnie stanę na nogi. Zdaje się, że do Paryża na zimę się przeniosę, a na wiosnę wrócę do Kongresówki.

Co się też z biednym a kochanym Drusiem dzieje? Niech Stefana puści w obieg z Lipska, kiedy nie sposób skądinąd, ani spokoju żywym, ani czci umarłym niepodobna. Smutno — smutno. Lecz sądzę, że Lipsk, a nawet i Leszno, mogłyby zaradzić temu.

Dziwnym szykiem wszystko idzie na świecie. Dwóch największych wieszczów epoki umarło. O dzieciach jednego kraj, zda się, zupełnie zapomniał — a drugiemu dzieci pomnika dotąd wystawić nie mogą. A w pierwszym i drugim wypadku zdarzała się taka sposobność pokazania na jaw jedni i spójni! Do szaleństw skorzyśmy — do prawych i poważnych czynów nie tyle. Długów nigdy nie płacim, a gody sardanapalskie radzi wyprawiamy. Smutnem to wszystko.

Z głębi serca Cię ściska Twój wdzięczny na zawsze

Erof.

358. Do Stanisława Koźmiana

Baden, 56, 17 grudnia