Bohaterskiej mojej Elizie Bóg wszechmiłosierny sił poddaje do wytrzymania niewytrzymalnego. Przyciskam Cię do serca. Dzięki Ci!

368. Do Konstantego Gaszyńskiego

Paryż, 5 stycznia 1859

Drogi mój! Od trzech tygodni bardzo się pogorszył owszem stan moich wnętrzności. Żaden środek nie pomaga na zatrzymanie — i wycieńczenie moje bez granic. Sen mię opuścił, na nogach stać trudno, chodzić niepodobna przez pół godziny, a mózg, jak galareta, co się trzęsie wciąż. Co dobrego, że mnie Louis758 serdecznie ukochał i strzeże, jak syna. Eliza jeszcze zaraz nie wróci, musi dopełnić testamentu i urządzić dom. Łempicki wielką mi pomocą, wieczorem mi czytuje. Ściskam Cię z głębi serca.

369. Do Stanisława Koźmiana

1859 r. 6 stycznia, Paryż

Drogi, bardzo drogi mój! Grom ten taki niespodziany rozsypał mię na szczęty i darmo z nich się staram zebrać nazad siebie samego. To, com od dzieciństwa tak gorąco kochał i uwielbiał, to, co życia mego było sprężyną, bodźcem, błogosławieństwem, opuściło mnie — a tak nagle — a tak dziwnie759! Nikt wokół się nie domyślał, ani on sam też, ani Eliza, że 24 listopada, dnia jej przyjazdu, 9-ta wieczorem ostatnią mu będzie godziną — nikt — nikt, i on do nazajutrz odłożył był z nią rozmowę — i, choć na 4 godziny przed 9-tą przybyła w osobnym pociągu od Wrocławia, bohatersko narażająca życie, według zdania administracji kolei, gdyż czasu nie mieli już ostrzec rozmaite krzyżujące się po drodze pociągi, nie ujrzała go, aż w samą, samą ostatnią chwilę. Ah, ten wieczór ciągle we mnie i żywot ma swój własny, osobny w mózgu moim.

Jakżeż Twe serce kobiece ku mnie pełne odgadnień! Odgadłeś w istocie, czego najnieodzowniej mi potrzeba — takiego Długołęckiego. Lecz uwag Ci kilka zrobię: 1° Poznańczycy prawie nigdy nie udają się w Królestwie — przybywają z olbrzymią zarozumiałością, nie znają miejscowych szczególików i źle prowadzą rzeczy — 2° Jeśli on się we wkładach kocha, to nie zda mi się, gdyż, owszem, potrzeba mi takiego, coby mię od nich obronił. Wyobraź sobie, że Karpiński przez te trzy lata ostatnie najdroższemu mojemu odeszłemu zjadł 600 000 zł. z kapitału, a dlatego nie świetniej dziś stoi Opinogóra, bo w bezładzie i ruinie — pojmiesz więc, że po takim ubytku ja już nie mam z czego wkładać czyli w otchłań rzucać. — 3° Może zanadto pan wielki zeń na mnie — i żądać będzie bajońskich pensji. — 4° Co to znaczyć ma, że za ciężki? Mnie potrzeba takiego, co z Warszawy wciąż by zbiegał, jak ze środka, na wszystkie punkta dóbr rozsypanych i wszędzie dojechał — rządców trzymał w należytej ryzie — o wszelkiej niedokładności lub nieuczciwości w ich postępowaniu wiernie mi donosił, radził mi nie utopie, ale jak najpraktyczniej w celu podniesienia stopniowego dóbr a szczególnie wynalazł sposób przetworzenia całej administracji opinogórskiej i ocalenia ordynacji, dziś, powtarzam, prawie już zrujnowanej pod zarządem Karpińskiego. Musiałby także i o prawnych interesach mieć wyobrażenie na to, by mi zdanie dawać zdrowe o nadarzających się czasem, alter ego760 by winien być, ale nie żadnym maire du palais761, jedno pytającym się o mój rozstrzygną i wykonywającym go ściśle przy podawaniu zawsze rady i zdania własnego. — Jeśli Długołęcki zdał się na to wszystko, to rad bym z nim zawiązać stosunki, wiedzieć, ile żąda, a gdybym mógł przystać, sprowadzić go tu na rozmówienie się osobiste z nim.

Siostra Twoja, Pani Przewłocka, zaleca mi ogromnie jakiegoś Golińskiego (mylę się może), co 14 lat prowadził interesa Henryka Łubieńskiego. Lecz smętno one poszły. Co tu dobrego, że ten człowiek wciąż w Królestwie przebywał. Proszę Cię, odpowiedz mi na punkta te wszystkie i nie zaprzestań mię ratować w niedoli. Stan zdrowia bardzo pogorszył się u mnie. — Nie sposób mi dalej, takem wycieńczon. Dzięki raz jeszcze. Ściskam Cię z serca głębi.

Twój Zyg.