Żegnaj! Jeśli się możesz dowiedzieć cośkolwiek o H., będzie to muzyką w mych ostatnich chwilach.
Zyg. Kras.
26. Do Henryka Reeve’a
25 lipca (w 16 miesięcy po Salève). Genewa
Kochany Henryku!
Powróciłem wczoraj w nocy z zabawy żeglarskiej, poczerniony prochem, rozpalony gorączką i upałem, czerwony jak cegła, i przybity zmęczeniem. Znalazłem na stole list Twój z d. 12 lipca. Noc, którą z powodu tego listu przebyłem, jest jedną z tych, po których przez dni kilka zachowuje się bolesne wspomnienie. A więc jest w Tunbridge Wells, w tej samej miejscowości, skąd tyle razy pisała do mnie! Przy mojej ostatniej spowiedzi (pamiętasz) odmówiłem zaprzestania wymiany listów. No i co? Od tego czasu ona to zaprzestała pisywać do mnie. A więc na tem skończyły się wszystkie moje sny, wszystkie dążenia, aby wprowadzić do tego nędznego życia rzeczywistego, życie głębsze, świetniejsze — bardziej urojone. Jak zły aktor, pyszniłem się za kulisami, udawałem wielkiego człowieka, męczennika, zapaleńca, a gdy trzeba było ukazać się na scenie, nie wiedziałem już, co mówić i co robić.
Zwróć na to uwagę, że w moim charakterze nie ma nic stałego. Podobny on jest do mojego stylu. Jestem zrodzony do krańcowości; bezustannie przechodzę od hańby do sławy, od pogardy do rozkoszy zadowolonej ambicji, od złego do dobrego, od odwagi do strachu, miotany przez wszystko co spotkam; powiadam Ci, dusza moja jest falą, która wznosi się i opada bezustannie. Czegóż się spodziewać po tak usposobionym umyśle, gdy na dodatek spala się gorączką i gdy czuję z dnia na dzień obniżenie się moich zdolności. Jestem igraszką swoich namiętności, uczuć swoich. Nie pozostaję ani przez kwadrans w tym samym stanie. Moje uczucia z innej są materii, niż dusza, innej, niż ja sam. Nic na to nie poradzę. Biada mi, że tak stworzony zostałem!
Kochany Henryku! Dwaj rozłączający się przyjaciele, z których jeden idzie na przód statku, drugi na tył jego, by śmierć mogła stanąć między nimi, są dobrym pomysłem.
Jest to ruch dramatyczny, wywołujący wielkie wrażenie.
Dobrze, dobrze! Wyobraźnia Twoja postępuje ciągle naprzód. Nie wiem, co takiego widzę w całym tym ustępie podobnego niezmiernie do układu mojej wyobraźni, to pewne, że podoba mi się ten „przód i tył okrętu”, jak gdyby moim był pomysłem, choć bezsprzecznie jest Twoim. Następnie wschód słońca jest harmonijny i czuje się jego potrzebę dla złagodzenia tego, co go poprzedza. Celujesz w urozmaicaniu barw, mającem na celu utrzymanie równowagi. Pamiętaj, że na tem polega wielka sztuka Szekspira i że wytworzenie całości harmonijnej z różnorodnych i rozmaitych elementów, na pierwszy rzut oka kłócących się ze sobą, jest najwyższym stopniem poezji. Lecz przypominam Ci to, co Ci już mówiłem: trochę więcej siły i muzyki w Twych wierszach! To zadziwiające, że w chwili, gdy głęboko myślałem o cholerze, zabrałeś się do pisania o niej, jak gdyby myśli nasze mogły wzajemnie działać na siebie. Co do mnie, myślę zawsze, że zginę przez cholerę. Jestem istotą bezużyteczną; posługując się wyrażeniem ekonomiczno-politycznem, jestem konsumentem, nie będąc producentem; stąd pochodzi, że brak mi już równowagi, którą każda istota mieć powinna, i zginę, jak nędznik, którym jestem.