Żegnaj, kochany!

Zyg. Kras.

28. Do Henryka Reeve’a

2 sierpnia 1831 r., Genewa

Mój kochany Henryku!

Żaden człowiek tyle dla mnie nie zrobił, co ty, oprócz Leacha na Salève, lecz było to raczej skutkiem zbiegu okoliczności; a tu, jest to skutkiem Twojej przyjaźni. Powiedz mi, jak możesz być moim przyjacielem? Ale jednak jesteś nim, a ja Twoim. List Twój, Henryku, miał na mnie wpływ ogromny. Odebrałem go wczoraj wieczorem po powrocie ze spaceru, podczas którego dużo mówiłem o tobie i o H. I natychmiast poczułem się tem, czem byłem niegdyś.

Reevie, Henryku najukochańszy, rozkoszowałbyś się, gdybyś mógł widzieć, w jaki stan mię wprawiłeś. Widziałbyś mię, jak, dysząc ciężko z gorączki i zapału, wymawiam imię H., przebiegając wielkiemi krokami mój pokój z wyrazem twarzy, zdradzającym, że wierzę jeszcze w przyszłość i że czuję się dość silnym, by walczyć ze swymi bliźnimi. Mówię Ci, że silny dziś jestem, krzepki, potężny. Dusza moja rwie się naprzód, żądna czynu. Ale oto, gdzie rozpoczyna się męka. Kładę się zgnębiony i cierpię, jak istota bierna. Podniecony, tak jak Ty w tej chwili mię podnieciłeś, chciałbym działać, działać, działać nieprzerwanie. Ale cóż widzę: smutne mury mego pokoju i jego purpurowe firanki. Oto, gdzie dusza moja jest zamknięta, oto zakres mego rozwoju.

Moja droga, moja własna, jedynie droga, moja ukochana, droga Henrieta! A więc spotkasz się z nią; już ją widziałeś! Czy słyszysz bicie mego serca? Czy widzisz nieokiełzaną niecierpliwość, która wstrząsa całem mojem ciałem? Nie mam już czasu, by Ci powiedzieć, co masz czynić. Lecz wszystko, co uczyniłeś, uczyniłeś dobrze. Chciałbym, żebyś jej powiedział wszystko, żebyś mówił do niej z zapałem, który, gdy osiądzie na Twojem czole, daje rysom Twoim wyraz poetyczny, porywający, zwycięski. Jestem pewien, że jedna lub dwie łzy błysnęły w Twojem oku i że ona całe wylała ich potoki. Chwila musiała nawet dla Ciebie być bardzo piękną, chociaż ona nie jest Twoją ukochaną. Tak jest, Henryku, utrzymuję, że to spotkanie zostawi ślad głęboki w Twojej duszy, że nie przejdzie bez skutków, że zrodzi myśl nową i poetyczną i że później wspominać je będziesz z rozkoszą. Wiem co mówię — nie jest to tylko przeczucie, ale również i doświadczenie. Lecz kto wie?... Może radość i zapał mój wzbudza coś, co ma być moją zgubą. Może zbliży się do Ciebie ironiczna, wzruszona, surowa, otrząsając z pogardy palce, jakby chciała strząsnąć na podłogę krople wody lub krople trucizny, i powie Ci: „Przyjaciel Pana był niegdyś i moim. Teraz, gdy uchybił honorowi i nie spełnił swoich obowiązków, dziwię się stałości, z jaką Pan go jeszcze kocha. Dla mnie jest to odtąd niemożliwe. Czy zechce Pan wstąpić do nas na herbatę?”.

Niech Bóg w swojem miłosierdziu oszczędzi mi tej ostatniej próby po Twoim liście, który wzniósł mię tak wysoko nad mój stan rzeczywisty, że stałem się silny, potężny, pełen zapału i ognia. Nie zrozumiesz, w jakim stanie znajduję się teraz. Co za pomieszanie szczęścia i cierpienia, widm mego pierwszego uczucia i upiorów mojej smutnej przyszłości! Ileż namiętności głos swój podnosi we mnie, jakże czuję głęboko, że was kocham, ją i Ciebie, jakież rzucam na siebie przekleństwa, z jakąż litością uśmiecham się, obserwując duszę swoją, tak zmienną, tak dziecinną, tak chwiejną, która w jednej chwili przejść może od zgnębienia do męstwa, od znękania do zapału, od słabości do mocy; a potem wiem, że to długo nie potrwa, że znowu padnę na ziemię i to padnę z wielkiej wysokości, że przełom się zbliża, gdyż wznoszę się jeszcze, gdyż z każdą chwilą szał mojej miłości wzrasta, gdyż teraz dałbym życie, by ją choćby z daleka zobaczyć! Lecz znam się dobrze. Gdy najwyższe napięcie gorączki minie, przyjdzie mi wrócić do niepewnych wspomnień, do bladych, drżących barw, znowu wzdychać lub milczeć w dumie swojej, płakać miast60 pewnem spoglądać spojrzeniem, jak to czynię w tej chwili. A spojrzenia moje są płomieniem, a dusza moja jest ogniem.

Moja biedna H..., moja droga Henrieta! Szczegółów, Henryku, szczegółów! Najdrobniejsze, najbardziej błahe, wszystkie są dla mnie poezją, z wyjątkiem czepka i braku włosów. Utrzymuję, że to kłamstwo, jawne i podłe kłamstwo. Najmniejsze jej słówko, najlżejszy jej ruch, słowa piosenki: Serce moje i lutnie itd., itd. Jak jej pokój jest urządzony? Czyś widział coś pochodzącego ode mnie przy niej? Napisz mi wszystko, wszystko, żebym mógł, nim zginę nędznie, odetchnąć jeszcze raz wonnem powietrzem mojej pierwszej, mojej jedynej miłości! Twoje talenta dyplomatyczne są wspaniałe. Polacy zwyciężyli; król Francuzów wołał razem ze swoim ludem: „Niech żyje Polska, niech żyją Polacy!”.