Moje uszanowania dla Matki Twojej. Cóż ona robi na wsi? Czy myśli niekiedy o Arielu i Lemanie?

Żegnaj!

Zyg. Kr.

Skrzyneckiego zmuszono do opuszczenia armii. W Warszawie zamordowano 40 osób. Krukowiecki uśmierzył rozruchy. Wiadomości te zabrzmiały w mej duszy, jako wyrok nieubłaganego losu, który cięży nad moją ukochaną Polską. Skrzynecki był jedynym człowiekiem, który mógł przeciwważyć olbrzymią potęgę Rosjan, gdyż miał odwagę bohatera, geniusz wodza i poświęcenie męczennika chrześcijańskiego. Nie widziałeś go nigdy, lecz ja, który przypatrywałem mu się tyle razy w dzieciństwie, mogę w myśli sobie uprzytomnić tę postać wyniosłą i prostą, twarz bladą i surową, oczy czarne i spokojne, chód szlachetny i pewny, gdy znika wśród rzędów żołnierzy, których żegna. Człowiek ten był wielkim mężem. Bogu tylko zaufał. Nie wykrzykiwał, jak nikczemnicy, którzy dziś Warszawę gubią: „Zwyciężyć lub zginąć!”, lecz byłby zwyciężył lub zginął. Opłakuję Skrzyneckiego, jakbym ojca opłakiwał, gdyż nie widzę już nikogo, kto by mógł Polskę ocalić. W nim był zawarty wyrok boski. Rozdarto ten wyrok łaski, zmuszając go, by armię opuścił; jakżeż cierpieć musi wielka jego dusza jeśli widzi, że on mógłby był Polskę zbawić, a ona musi zginąć, skoro go już nie ma.

Powtarzam Ci: Skrzynecki był wielkim człowiekiem, mężem opatrznościowym, który się rozbił o przeznaczenie. Przez długie lata przygotowywał się w milczeniu do walki, gdyż walkę przewidywał. Ludzie, jemu podobni, mają też swoje natchnienia. Wiele nocy strawił, zapomniany, nieznany, ucząc się, jak się bronić na polu bitwy. A gdy wybiła jego godzina, widziałeś go, znalazł się na swojem stanowisku, był gotów i czekał. Od dnia tego nie przestawał zwalczać wrogów i namiętności, rozdzierające jego braci. O siłach swych nie zwątpił, gdyż otrzymał je z góry. Wszystko mu było zaporą, a nie pomocą. Całą armię, która o Bogu zapomniała, przywiódł ku Bogu z powrotem. Ośmielił się wobec bezbożników oznajmić, że jest chrześcijaninem, a wszyscy, którzy go otaczali, stali się chrześcijanami przez wpływ jego przykładu, co jest znakiem wielkości. Przez to dokonał jednego z największych przewrotów, o jakim słyszałem, że się zdarzył kiedykolwiek w jakimkolwiek tłumie dusz. Potem walczył, był zwycięzcą, nigdy zwyciężonym, choć drobne były jego siły i słabe środki. Cierpiał, jak niewielu ludzi cierpiało, a wtedy, gdy może już układał w swej głowie plan zagłady dla Rosjan i wiecznej sławy dla Polski, był zmuszony złożyć dowództwo.

Mam złamane serce i oczy ku niebu podnoszę, by błagać Matkę Boską, Królową Polski. Mówią o układach. Radziwiłł udał się do obozu Paszkiewicza, który otacza Warszawę, a o armii naszej ani słowa. Czyż 60 tysięcy ludzi może zaginąć, jak dziecię zbłąkane w lesie? Układy! Ależ to obłąkani, to tchórze! Uczeni i teoretycy to wszystko robią. Nie ma między nimi ani jednego poety myśli lub czynu. Gdzież jest Skrzynecki, gdzież armia, szlachetna armia polska? Jeśli Polska, przyjacielu, ma znów zginąć, nie czuję już w sobie siły, by pozostać na ziemi. Dzień, w którym Warszawa się podda, będzie dla duszy polskiej sygnałem, by opuściła ciało. Żegnaj, przyjacielu! Odpisz prędko! Czy przypominasz mnie od czasu do czasu H.?

Twój do śmierci

Z. Kras.

31. Do Henryka Reeve’a

Genewa 1831 — 12 września