Dlaczego mię H. porzuciła? Gdyby ta kobieta kochała mnie choć przez pół tak mocno, jak ja ją uwielbiałem, byłbym czemś więcej, niż jestem, niż kiedykolwiek będę. Gdyby mnie ta kobieta była podnieciła, nadała mi pęd, popchnęła, nie gnuśniałbym dziś w Genewie. Lecz przyjęła na siebie odpowiedzialność za pogardę dla mnie, lecz za pierwszym podmuchem wiatru odwróciła swą twarz ode mnie. Ona sama jedna pozbawiła mię całej mojej energii. To, co mi pozostało z mocy, zużyłem, by cierpieć w milczeniu, lecz siły do czynu mi zbrakło. Ta kobieta mogła ze mnie zrobić bohatera, powtarzam: bohatera. Lecz wolała zesztywnieć, jak kryształ, w swej obojętności. Niechaj jednak będzie błogosławiona, ona, kochanka moich lat młodzieńczych! Błogosławię ją z głębi swej duszy i co dnia modlę się do Boga, o szczęście dla niej. Ach, gdyby imię moje mogło kiedyś, przybywając z dala zbudzić ją gwałtownie a niespodzianie. Kochany, widzisz, jakiem jestem dzieckiem. Uszanowania dla matki Twojej.

Żegnaj, żegnaj.

Zyg. Kras.

38. Do Henryka Reeve’a

1831 Genewa, 16 października

Mój kochany Henryku.

„Wtedy premier Wielkiej Brytanii, stojąc przed tronem itd.” jest wspaniałym obrazem, który wywarł na mnie tak wielkie wrażenie, że aż ujrzałem i tron, i białe włosy Grey’a, i promienie słońca, i usłyszałem ten głos uroczysty, który wzywa prawdę i sprawiedliwość, by zeszły na głowy ludzi zaślepionych, szlachetnych lordów Anglii. Jest to kilka wierszy bardzo pięknych. Poznałem Cię w całej pełni. Oto poezja!

Jestem bardzo zadowolony, że uważasz moją Gwiazdę za dobrą. Powiedz mi, co to za ostatni wiersz jest niedobry, gdyż nie zachowałem żadnego egzemplarza: jeden jest u Ciebie, drugi u Rogeta. Co do przeznaczenia, twierdzę, że jest to straszliwa siła, potężna, która odgrywa w stosunku do Opatrzności rolę smoka, przepaści w stosunku do anioła w Apokalipsie. Jest to rzeczywiście wynik stosunków społecznych, lecz jednocześnie siła elementarna dla nas, którzy urodziliśmy się wśród tego społeczeństwa, mając poza sobą tysiąc społeczeństw, a więc tysiąc przeznaczeń, które wpływają na nas. Jedynie dla Adama nie było ono siłą elementarną. I zważ to dobrze, że wpleceni jesteśmy w przeznaczenie, otoczeni niem zewsząd bez możności wymknięcia się. Trzyma nas ono tutaj w swych szponach, owija nas, ciągnie za sobą, jak statek parowy łódź za sobą holuje, i odrzuca jej wszystkie fale, które statek parowy lub przeznaczenie zostawia poza sobą, nie troszcząc się o nie. Lecz naszą jest rzeczą niepokoić się o nie, gdy nami rzucają, odpychać je i zwalczać, jeśli możemy, albo też dać się pochłonąć, pognębić, zniszczyć i umrzeć na łożu z piany.

Zawsze, po wsze czasy bronić będę przeciwko każdemu i przeciwko wszystkim idei przeznaczenia, gdyż zdaje się, że idea ta zawiera w sobie twory i ustanawia szlachetność i godność ludzką. Bez przeznaczenia nie ma walki, bez walki jest tylko apatia, jest upiór egzystencji, jeśli chcesz, szczęście spokojne, niedorzeczne, monotonne, nie ma wielkości, nie ma mocy, lecz spokój i słodycz: obiady i śniadania, herbaty i kawy, ciepłe kołdry, ciepły czepek nocny, a potem sen spokojny z wnętrznościami przeładowanemi truflami i potrawkami. Nie w tem widzę życie, które by mię mogło przejąć zapałem dla mojego istnienia, dla moich losów. W ten sposób nie mógłbym znieść zmartwień i przeciwności, dla mnie czara goryczy musi być czarą wielkości, w innym wypadku stałbym się tchórzem i cofnął przed nią. A więc, mój przyjacielu, niechaj będzie przeznaczenie, niechaj ta potęga ciemności, alegoria szatana na ziemi, ocean nieszczęść utworzy ze strumieni woli ludzkiej! Każdy człowiek posyła do tego morza swoją część, a potem trzeba, by zwalczał morze w swej całości. Są tacy, którzy posuwają się na niem z na wpół zwiniętemi żaglami, niedbale, dotykając się zaledwie powierzchni, a świat nadaje im imię szczęśliwych i na tem imię ich się kończy. Są jeszcze inni, którzy męczą się, wiosłując przez całe życie; świat ogłasza ich za nieszczęśliwych, a na tem kończy się pamięć o nich. Lecz są jeszcze tacy, którzy płyną, rozwinąwszy wszystkie żagle, którzy stawiają czoło burzom, ani jednego nie tracąc żagla, którzy się rzucają przeciw wiatrom i lawirują, rozwijając żagle, a mocno dzierżąc ster, ani na krok nie zbaczając, choć gradem i piorunami gnębieni — ci są wielcy, a imię ich wraz z nimi nie zginie. Lecz cierpią, oni więcej, niż reszta rodu ludzkiego; nigdy nie jęczą, gdyż jedno westchnienie, jeden krzyk rozpaczy, zgubiłby ich na zawsze i w ludzkich oczach, i przed sądem Boga. Lecz dosyć już naprawdę o Przeznaczeniu. Bis repetita placent, lecz ter repetita66 (a to mój dzisiejszy przypadek) nudzą, a więc nie mówmy o tem więcej!

Od dwóch tygodni nie miałem natchnienia. Dzisiaj zmartwychwstałem i napisałem właśnie długi ustęp mojego polskiego poematu67. Oto co sprawia, że styl mój jest tak żywy, a pismo moje takie brzydkie, „przerywane”.