Żegnaj, kochany Henryku!
Zygm. Kras.
51. Do Henryka Reeve’a
Genewa, 20 stycznia 1832
Drogi Henryku!
Odebrałem właśnie list Twój z d. 27 grudnia z numerem 3716 zawierający wiadomość, żeś się poznał z Czartoryskim i fragment, który służy za wstęp do Wędrowca. Twój nowy wstęp jest piękny.
Tak więc to Ty zapomniałeś uiścić opłatę na poczcie! Do diabła, myślałem, że to H.! Lecz obecnie już do tego doszło, że list od Ciebie sprawia mi większą przyjemność, niż list od H. Jestem Twojego zdania. Leach musiał zrobić jakieś głupstwo, błazeństwo jakieś, facecję — wracał z Włoch właśnie. Chciałbym bardzo wiedzieć jak się miewasz. Skoro tylko będziesz mógł wstać, sprowadź pocztę i przyjedź tutaj. Oczekuję Cię z niecierpliwością narzeczonej.
Wczoraj do Ciebie pisałem, lecz, list Twój dziś odebrawszy, nie mogłem się powstrzymać od natychmiastowej odpowiedzi; poza tem sądzę, że, leżąc w łóżku, chętnie czytujemy byle jaką bazgraninę. Co się tyczy Badkina i Kremlinu, rzecz ta wydaje mi się niepewna, wątpliwa i obojętna. Bądź przekonany, że przez zbrodnię nic osiągnąć nie można. Wskaż mi choć jedno morderstwo, które by wydało w rzeczywistości wielkie i zbawienne owoce. Cios sztyletu kładzie kres życiu człowieka, lecz nie zasadom. Trzeba nieraz cały naród wytępić, by doprowadzić do zniknięcia jednej idei. Mikołaj jest tyranem, lecz brat jego i syn nie są lepsi od niego. Wielka mi korzyść, zabić jednego człowieka. W ten sposób tylko jeden łeb urywamy hydrze. A potem, skoro tylko zaczynają się te drobne uprzejmości 19 wieku, zwane zwykle zbrodnią, morderstwem, rzezią, nie bawię się dłużej i przyznaję, że nie przypadła mi w udziale dość wzniosła dusza, by podziwiać wyżej wymienione bohaterskie przedsięwzięcia i wielkie czyny. Czuję to — należę do wieków średnich. Wierzę w Jezusa Chrystusa, w potrzebie dałbym się zabić dla ojczyzny, dla kochanki mojej i przyjaciela. Powiedziałbym łajdakowi, że jest łajdakiem, dałbym się uwieść pięknym słówkom i wolałbym zawsze być oszukanym, niż oszukiwać. Zaprawdę, czuję to, jestem stary, jestem głupcem, człowiekiem przeszłości i to mając lat dziewiętnaście; wstyd i hańba! Lecz porzućmy ton sarkastyczny — nie powinienem był przybrać go w tak ważnych sprawach. Pozostawiam Bogu los Mikołaja. Czy przypuszczasz, że człowiek przejmujący grozą całą Europę, zaślepiony pychą, nie może paść bez ostrza stalowego i ludzkiej ręki? Upadnie w chwili, gdy będzie przekonany, że znajduje się u szczytu swojej potęgi, stoczy się z tronu swojego i padnie między ofiary swoje. Ujrzysz dzień ten, a wtedy powiemy: amen.
Żegnaj, kochany Henryku, mój najdroższy, żegnaj!
Zyg. Kras.